Wielka Brytania pokazała myśliwiec bez pilota. Przyszłość wyrwała kabinę z projektu

Wygląda na to, że Wielka Brytania razem z zaprezentowanym właśnie Brontanax wchodzi w erę myśliwców szóstej generacji. Ten unikalny samolot wojskowy przykuł moją uwagę nie bez powodu, bo ma kosztować ułamek ceny myśliwca, a pilot wyśle go tam, gdzie sam nie powinien lecieć.
Dron-myśliwiec Brontanax

Dron-myśliwiec Brontanax

Przez całe dekady przyszłość lotnictwa wojskowego wyobrażaliśmy sobie jako coraz doskonalszego pilota zamkniętego w coraz droższym samolocie. Najpierw miały pomagać mu radary, potem komputery, hełmy wyświetlające informacje bezpośrednio przed oczami i sztuczna inteligencja, która podpowiada najlepszy sposób wykonania zadania. Człowiek ciągle jednak pozostawał w samym centrum tej układanki. Mam wrażenie, że właśnie obserwujemy moment, w którym ta wizja zaczyna się rozpadać, bo najważniejszy myśliwiec przyszłości może wcale nie być samotnym arcydziełem lotniczej inżynierii. Znacznie cenniejszy będzie jako dowódca kilku innych maszyn, które polecą przed nim, zakłócą radary, wykryją cele i wezmą na siebie ryzyko, którego nie powinien ponosić pilot.

Wielka Brytania pokazała Brontanaxa, ale nie jest to jeszcze gotowy myśliwiec

Firma BAE Systems zaprezentowała podczas Farnborough International Airshow model samolotu Brontanax, czyli pierwszego zaprojektowanego w Wielkiej Brytanii bezzałogowego Collaborative Combat Aircraft. Jest pozbawiony kabiny dla pilota, a to dlatego, że ma być autonomicznym samolotem bojowym współpracującym z maszynami załogowymi, a nie prostym zamiennikiem Eurofightera Typhoon.

Projekt wyszedł już poza prezentacje i rendery. Na targach pojawił się wprawdzie model, ale w zakładach BAE Systems w Warton powstał przedprodukcyjny prototyp, który ma zostać uruchomiony jeszcze w 2026 roku. Próby naziemne zostały zaplanowane na pierwszy kwartał 2027 roku, a rozpoczęcie lotów na drugi. W przyszłym roku przekonamy się więc, czy Brytyjczycy rzeczywiście zbudowali maszynę bojową nowej ery, czy tylko bardzo kosztowny demonstrator ambicji. Tych bowiem temu projektowi odmówić nie można.

Brontanax jest pięciotonową konstrukcją o kształcie romboidalnego skrzydła, rozmiarem zbliżoną do szkolno-bojowego Hawka. Ma obniżoną wykrywalność radarową, wewnętrzne komory uzbrojenia i docelowo możliwość przenoszenia niemal całego lotniczego arsenału RAF poza dużym pociskiem manewrującym Storm Shadow. Pierwszy prototyp otrzymał amerykański silnik Williams International, ale przyszłe wersje mają korzystać z rodziny brytyjskich jednostek Rolls-Royce Orpheus.

Pilot nie będzie sterował nim jak wielkim modelem RC

Według BAE Systems Brontanax ma wykonywać zadania związane z walką elektroniczną, rozpoznaniem, precyzyjnymi uderzeniami oraz zwalczaniem celów powietrznych i naziemnych. Modułowa konstrukcja oraz otwarta architektura mają pozwalać na względnie szybkie dostosowywanie samolotu do konkretnych misji. Raz może więc pełnić funkcję dodatkowego nosiciela pocisków, innym razem wysuniętego zestawu czujników albo maszyny zagłuszającej radary przeciwnika.

Czytaj też: Silnik Valox 1500 zmienia filozofię lotnictwa. Świętość poszła w odstawkę

Eurofighter Typhoon

Założenie jest proste. Pilot Typhoona lub oddalony dowódca misji ma kierować działaniami Brontanaxa, ale nie powinien ręcznie sterować każdym przechyleniem i zmianą kursu. Przy prędkościach lotniczych oraz kilku jednocześnie działających maszynach byłoby to zwyczajnie nierealne. Człowiek musi wyznaczać zadanie, zatwierdzać najważniejsze decyzje i nadzorować przebieg misji, a autonomiczny system powinien samodzielnie znaleźć sposób na wykonanie polecenia.

Tutaj zaczynają się trudne pytania. BAE Systems nie zdradziło bowiem szczegółów dotyczących poziomu autonomii, odporności łączy na zakłócenia ani sposobu, w jaki pilot obciążony walką własnym samolotem ma kontrolować kilka dodatkowych maszyn. Taki system będzie użyteczny tylko wtedy, gdy Brontanax nie stanie się kolejnym ekranem, alarmem i zestawem komunikatów wymagających uwagi człowieka. Podobne wątpliwości widać przy francuskim bezzałogowcu bojowym przeznaczonym do współpracy z Rafale F5 oraz przy próbie przekształcenia F-35 w samolot opcjonalnie załogowy.

Zamiast jednego bardzo drogiego myśliwca powstanie cały zespół

Współczesne samoloty bojowe są tak kosztowne, skomplikowane i powolne w produkcji, że nawet największe państwa nie mogą kupować ich w liczbach znanych z XX wieku. Uważam, że właśnie tutaj znajduje się najważniejsze uzasadnienie istnienia Brontanaxa. Nie chodzi wyłącznie o usunięcie pilota z kabiny. Brytyjczycy próbują odzyskać liczebność lotnictwa bez zamawiania kolejnych eskadr pełnowartościowych Typhoonów.

Eurofighter Typhoon

BAE Systems celuje w możliwość wykonywania około 70-80 procent misji Eurofightera za 20-25 procent jego kosztu. Według obecnych założeń cena pojedynczej maszyny mogłaby wynieść około 25 mln dolarów, czyli około 95 mln zł, ale dopóki nie powstanie seryjny egzemplarz, jest to jedynie cel projektowy, a nie cennik. Historia wojskowych programów zna aż zbyt wiele samolotów, które miały być tanie do momentu rozpoczęcia właściwej produkcji.

Czytaj też: Broń ma być tania, masowa i wymienna. BlackThorn powstaje dla wojny na wyniszczenie

Brontanax nie będzie przy tym tanią latającą bombą przeznaczoną do jednorazowego ataku. Projektuje się go jednak inaczej niż klasyczny myśliwiec, który ma spędzić w powietrzu tysiące godzin. Zakładana trwałość bezzałogowca wynosi jedynie kilkaset godzin. Producent świadomie rezygnuje więc z części kosztownych zabezpieczeń i wieloletniej żywotności, bo utrata takiej maszyny ma boleć znacznie mniej niż zestrzelenie Typhoona wraz z pilotem.

Brytyjczycy mają już za sobą jedną porażkę

Tempo programu robi wrażenie, ale warto pamiętać o wcześniejszym projekcie Mosquito. Wielka Brytania również próbowała zbudować bezzałogowego partnera dla myśliwców, lecz rozwój demonstratora został zakończony w 2022 roku jeszcze przed ukończeniem montażu. Według BAE Systems jednym z najważniejszych wniosków było unikanie nadmiernego komplikowania konstrukcji, bo samolot, który miał być tańszy od myśliwca, zaczął obrastać kosztami typowymi dla pełnoprawnej maszyny załogowej.

Brontanax ma być odpowiedzią na tamtą porażkę. BAE rozpoczęło prace koncepcyjne w 2022 roku, zainwestowało w program kilkaset milionów funtów z własnych środków i od początku przygotowuje nie tylko prototyp, ale też model produkcji. Firma podkreśla wręcz, że nie buduje jednorazowego demonstratora, choć RAF zamierza użyć pierwszego egzemplarza właśnie do sprawdzenia koncepcji operacyjnej. Ta pozorna sprzeczność dobrze pokazuje obecny stan projektu – przemysł chce już mówić o przyszłej produkcji, a wojsko nadal musi sprawdzić, czy cały pomysł działa.

Brytyjski program Storm Fighter otrzymał początkowo 300 mln funtów finansowania, czyli około 1,51 mld zł. Rząd chce dzięki niemu stworzyć własne kompetencje w dziedzinie autonomicznych samolotów bojowych i wprowadzić pierwsze maszyny do służby przed końcem dekady. Jest to termin bardzo ambitny, choć tym razem przynajmniej istnieje już fizyczny prototyp przygotowywany do prób.

Brontanax może być ważniejszy od samego Tempesta

Program GCAP, z którego ma narodzić się brytyjsko-włosko-japoński myśliwiec nowej generacji, jest przedstawiany przede wszystkim za pomocą samolotu Tempest. Pisałem już jednak przy otwartej architekturze Pyramid, że szósta generacja nie będzie wyłącznie kolejnym płatowcem z lepszym radarem i mniejszą wykrywalnością. Jej prawdziwym wyróżnikiem ma być zdolność łączenia samolotów, dronów, czujników i uzbrojenia w jeden system.

Czytaj też: Jedna mała zmiana zdradziła wielki cel Chin. Ten okręt ma zniknąć z sonarów

W takiej operacyjnej układance Tempest będzie mózgiem, ale bez takich maszyn jak Brontanax nie otrzyma dodatkowych oczu, pocisków ani platform zdolnych do wejścia w najbardziej niebezpieczną część pola walki. Brytyjski bezzałogowiec ma początkowo współpracować z Typhoonami, ale zdobyte doświadczenia zostaną wykorzystane również przy GCAP, którego samolot bojowy ma wejść do służby około 2035 roku.

Prototyp stoi w Warton. W 2027 roku ma wznieść się w powietrze, a następnie polecieć u boku Typhoona podczas ćwiczeń NATO. Jeżeli rzeczywiście do tego dojdzie, to Brytyjczycy nie pokażą po prostu nowego drona. Pokażą pierwszy fragment lotnictwa wojskowego, w którym pilot przestanie być samotnym wojownikiem, a zacznie dowodzić własnym zespołem maszyn.

Przyszłość nie nadeszła więc jeszcze w pełni, ale można już wejść do hangaru i jej dotknąć.

Źródła: BAE Systems

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.