Broń ma być tania, masowa i wymienna. BlackThorn powstaje dla wojny na wyniszczenie

Coraz częściej dostrzegam, że przemysł zbrojeniowy zaczyna projektować amunicję tak, jak wcześniej podchodzono do projektowania platform użytkowych. Jedna baza, wiele konfiguracji i jak najmniej pracy przy dostosowaniu jej do nowego zastosowania. Trudno się temu dziwić, bo wojna na wyniszczenie nie przejmuje się tym, że pojedynczy egzemplarz uzbrojenia jest jakimś technologicznym arcydziełem. Liczy się jej wszechstronność, dostępność, tempo produkcji, odporność łańcucha dostaw i możliwość wysłania kolejnej partii na front, kiedy poprzednia została zużyta w ciągu kilku dni. Wszystko to ma zapewniać BlackThorn.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

21 lipca 2026 roku BAE Systems zaprezentowało światu BlackThorn, czyli rodzinę modułowych głowic bojowych przeznaczonych dla autonomicznych platform, dronów jednorazowego ataku, pocisków przechwytujących, klasycznych rakiet oraz bezzałogowych pojazdów lądowych. Dostępne mają być trzy podstawowe warianty o średnicach 40, 70 i 120 mm, a wspólna architektura pozwoli konfigurować je pod rażenie podmuchem, odłamkami, zwalczanie różnych typów celów oraz przebijanie opancerzenia.

BAE Systems nie zbudowało jednej głowicy. Zbudowało całą rodzinę

Na pierwszy rzut oka nie ma tutaj nic szczególnie rewolucyjnego. Głowice odłamkowe, burzące czy przeciwpancerne istnieją od dekad, podobnie jak uzbrojenie o różnych średnicach. Najważniejszy jest jednak sposób, w jaki BAE Systems chce je potraktować. BlackThorn nie powstaje bowiem jako wyspecjalizowany ładunek zaprojektowany wyłącznie dla jednego pocisku, lecz jako wspólna baza, którą producent konkretnej platformy ma dopasować do swojego efektora bez rozpoczynania całego procesu od zera.

Czytaj też: Myśliwiec przyszłości potrzebuje własnej elektrowni. Ten silnik ma zapewnić mu przewagę

Warto przy tym uważać na słowo “modułowa”. W tym przypadku nie oznacza ono, że żołnierz na froncie wyciągnie głowicę z drona i przełoży ją do pocisku niczym akumulator. BAE Systems mówi przede wszystkim o modułowości konstrukcyjnej i przemysłowej, czyli wspólnej architekturze, kilku klasach rozmiarowych oraz różnych efektach bojowych, które będzie można integrować z wieloma rodzajami uzbrojenia. Wymienność ma więc działać głównie na poziomie projektowania, produkcji i logistyki.

Najważniejsze nie jest to, jak mocno BlackThorn wybuchnie

Głowica bojowa nie jest po prostu metalowym pojemnikiem wypełnionym materiałem wybuchowym. Jej masa wpływa na środek ciężkości całej konstrukcji, sposób fragmentacji musi odpowiadać charakterowi celu, a zapalnik powinien zdetonować ładunek dokładnie w takim momencie, aby wykorzystać jego możliwości. Inaczej projektuje się głowicę uderzającą bezpośrednio w pojazd, inaczej ładunek detonujący w pobliżu drona, a jeszcze inaczej rozwiązanie przeznaczone do niszczenia lekkich umocnień.

Glowica poszukijaca w FIM-92 Stinger

Każda nowa platforma wymaga więc integracji mechanicznej, elektrycznej i programowej, a następnie testów bezpieczeństwa oraz skuteczności. BlackThorn ma ograniczyć część tej pracy, oferując producentom rodzinę wcześniej opracowanych rozwiązań. Wariant 40 mm może trafić do miniaturowych pocisków i niewielkich dronów, 70 mm ma pełnić rolę bardziej uniwersalną, a 120 mm powstał z myślą o większych bezzałogowcach, pojazdach lądowych i systemach morskich.

Dla mnie właśnie w tym tkwi najciekawszy element całego projektu. BlackThorn nie próbuje być głowicą o rekordowej sile rażenia. Ma stać się elementem możliwie łatwym do wykorzystania w wielu różnych konstrukcjach, które z definicji będą tracone, zużywane i regularnie zastępowane nowymi egzemplarzami. Na razie pozostaje jednak wiele niewiadomych. BAE Systems nie podało masy poszczególnych wariantów, ilości materiału wybuchowego, ceny jednostkowej, zakładanego tempa produkcji ani szczegółowych wyników testów. Producent wspomina o intensywnym wykorzystaniu symulacji, inżynierii cyfrowej oraz szerokim programie prób, ale “tania głowica do produkcji masowej” pozostaje obecnie deklaracją, a nie potwierdzonym rachunkiem.

Mark I będzie pierwszym sprawdzianem BlackThorn

Pierwszym systemem, który otrzyma BlackThorn, będzie Mark I rozwijany przez estońską firmę Frankenburg Technologies. Pisałem już wcześniej o tym niewielkim pocisku przeciwlotniczym, bo jego twórcy od początku celowali w lukę pomiędzy tanimi dronami a drogą amunicją klasycznych zestawów obrony powietrznej.

Mark I wykorzystuje silnik na paliwo stałe, rozwija prędkość przekraczającą 1000 km/h i ma zwalczać cele na dystansie poniżej 2 km. Podczas demonstracji przeprowadzonej na poligonie NATO w Ādaži pocisk otrzymał dane z zewnętrznego systemu wykrywania, wystartował z niewielkiej wyrzutni, przeszedł na własne naprowadzanie i zniszczył poruszający się z prędkością 200 km/h bezzałogowy cel klasy III. Według Frankenburg droga od koncepcji do takiego przechwycenia zajęła 13 miesięcy. System ma radzić sobie zarówno z wolnymi dronami śmigłowymi lecącymi z prędkością około 150-200 km/h, jak i szybszymi maszynami odrzutowymi osiągającymi około 450-600 km/h.

Czytaj też: F-16 oddał mu swój silnik. Technologia z lat 90. wraca, aby stworzyć myśliwiec jutra

Integracja BlackThorn ma dać Mark I gotową głowicę opracowaną przez firmę z wieloletnim doświadczeniem w materiałach energetycznych i zapalnikach. Frankenburg nie będzie dzięki temu musiał samodzielnie rozwijać jednego z najtrudniejszych elementów pocisku, a BAE Systems dostanie pierwszą okazję do pokazania, że jego modułowa rodzina nie jest wyłącznie prezentacją przygotowaną na targi.

Wokół planów Frankenburg pojawiają się dwie liczby. Pierwsza zakłada możliwość produkowania 100 pocisków dziennie w standardowym zakładzie FieldFoundry. Druga mówi o zdolności wytwarzania do 10 tysięcy Mark I rocznie w planowanym zakładzie powstającym we współpracy z Polską Grupą Zbrojeniową.

Wielka Brytania nie chce już odpowiadać drogim pociskiem na każdy tani dron

Frankenburg znalazł się również wśród trzech firm wybranych przez brytyjskie Ministerstwo Obrony do programu Low-Cost Air Defence Effectors. LCADE stanowi brytyjską część szerszej inicjatywy LEAP, w której uczestniczą Wielka Brytania, Polska, Francja, Niemcy oraz Włochy. Celem jest opracowanie tanich środków obrony powietrznej, które będzie można produkować w liczbach odpowiadających skali masowych ataków.

Według brytyjskiego resortu w marcu 2026 roku Rosja wysyłała na Ukrainę średnio ponad 200 dronów dziennie. Nawet jeśli część z nich zostanie zakłócona, przechwycona przez lotnictwo lub zniszczona uzbrojeniem lufowym, obrona nadal potrzebuje ogromnej liczby efektorów. Pojedynczy zaawansowany pocisk może być znakomity, ale niewiele pomoże, jeśli magazyn zostanie opróżniony po kilku nocach intensywnych nalotów. Podobny rachunek widać przy polskiej koncepcji wykorzystania samolotów M28 Bryza do zwalczania wolnych dronów.

Wojna przyszłości potrzebuje rozległego uzbrojenia, a nie jednego arcydzieła

Odkąd piszę o rozwoju dronów wojskowych, coraz mocniej przekonuję się, że najważniejszą zmianą nie jest sama autonomia. Znacznie większe znaczenie ma uprzemysłowienie całego procesu. Platforma ma być szybka do zaprojektowania, możliwa do wytwarzania w wielu zakładach i na tyle tania, żeby dowódca nie traktował każdego egzemplarza jak skarbu.

Shahedy pokazały tę zasadę po stronie atakującej. Baykar K2 próbuje rozwinąć ją o współpracę wielu platform, sensory i bardziej złożone zadania. BlackThorn odpowiada na podobne wyzwanie od strony przemysłu, bo próbuje ustandaryzować jeden z najważniejszych elementów całej broni – sposób niszczenia celu.

Nie jest to jedyna możliwa odpowiedź na masowe naloty. Mikrofalowy system Leonidas pokazał już możliwość jednoczesnego neutralizowania wielu dronów, eliminując potrzebę wystrzeliwania osobnego pocisku do każdego celu. Broń energetyczna wymaga jednak odpowiedniego zasilania i może mieć problemy z odporną elektroniką, podczas gdy klasyczny pocisk pozostaje prosty, bo ma dolecieć, zbliżyć się do celu i eksplodować.

Czytaj też: Połączyli śmigłowiec, samolot i drona w maszynę bojową. Ma latać z Apache i przenosić 76 rakiet

Dlatego też BlackThorn może znaleźć miejsce zarówno w tanich przechwytywaczach, jak i w dronach uderzeniowych, robotach lądowych oraz większych platformach autonomicznych. Nie zastąpi całego arsenału, ale może ograniczyć liczbę całkowicie odrębnych głowic, które trzeba projektować, certyfikować, magazynować i dostarczać.

Źródła: BAE Systems

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.