Jeden Black Hawk opanuje powietrzną watahę. Tak Armia USA wyobraża sobie przyszłą wojnę

Przez dekady śmigłowiec wojskowy transportował żołnierzy, przenosił ładunki, ewakuował rannych albo podlatywał wystarczająco blisko przeciwnika, żeby razić go własnym uzbrojeniem. Nawet najbardziej zaawansowane konstrukcje pozostawały jednak pojedynczymi maszynami, których możliwości kończyły się tam, gdzie kończył się zasięg ich czujników, pocisków oraz łączności. Mam wrażenie, że właśnie ten sposób patrzenia na lotnictwo zaczyna się wyczerpywać, bo dziś śmigłowiec przyszłości nie musi osobiście wykonywać całej misji. Wystarczy, że nauczy się zarządzać własną watahą.
Jeden Black Hawk opanuje powietrzną watahę. Tak Armia USA wyobraża sobie przyszłą wojnę

Armia USA zakończyła pod koniec lipca 2026 roku trzydniową serię prób zmodyfikowanego śmigłowca H-60M Black Hawk podczas ćwiczeń Project Convergence-Capstone 6 w kalifornijskim Fort Irwin. W panującym na pustyni Mojave upale załogi miały wielokrotnie wystrzeliwać oraz kontrolować kilka systemów określanych jako Air-Launched Effects (A-LE lub LE).

Black Hawk wypuścił kilka maszyn i nadal nimi sterował

W ramach tych prób najważniejsze jest właśnie słowo “kilka”. Nie mówimy bowiem już o sytuacji, w której Black Hawk zajmuje się tylko jednym bezzałogowcem, bo ta nowa konfiguracja pozwala zarządzać wieloma maszynami działającymi w ramach wspólnej sieci. Armia USA nie ujawniła jednak dokładnej liczby efektorów wykorzystanych podczas lipcowych prób ani ich pełnej konfiguracji, więc opowieści o gigantycznym roju trzeba na razie zostawić na poboczu.

Czytaj też: Nowy KAAN zdradza ambicje Turcji. Tak powstaje myśliwiec godny XXI wieku

Lipiec nie był jednak początkiem tych prac. Już miesiąc wcześniej w Fort A.P. Hill w Wirginii przeprowadzono kolejną trzydniową demonstrację, podczas której pojedynczy H-60M wystrzelił i kontrolował kilka efektorów średniego zasięgu. Według Armii USA był to pierwszy przypadek wykorzystania wielu takich systemów z jednego wojskowego wiropłata. Cała integracja miała zająć zaledwie 13 miesięcy, co dobrze pokazuje, jak mocno Amerykanie przyspieszyli rozwój technologii dronowych.

“Efektor” może obserwować, zakłócać albo uderzać

Określenie Launched Effects jest celowo bardzo szerokie. Nie każdy taki system musi być bowiem uzbrojonym dronem kamikadze. Armia USA rozwija całą rodzinę maszyn krótkiego, średniego oraz dalekiego zasięgu, które mogą przenosić czujniki, wyposażenie walki elektronicznej, wabiki albo głowice bojowe. W ramach szerszego pokazu podczas PC-C6 dwa efektory z aktywnymi i pasywnymi czujnikami podczerwieni miały wykryć, rozpoznać, zlokalizować i zgłosić obecność celu. Informacje zostały następnie przekazane przez wojskową sieć dowodzenia, a końcowe uderzenie wykonał trzeci system w postaci Long-Range Precision Munition, czyli LRPM.

Czytaj też: Wyjątkowe możliwości prowadzenia wojny. Drony zrobiły coś, czego nikt się nie spodziewał

Nie był to więc pokaz trzech przypadkowych dronów latających obok siebie, ale demonstracja podziału pracy – jedne maszyny szukają, inne przekazują współrzędne, a kolejna kończy zadanie. Pisałem już o podobnym kierunku przy Czerwonym i Zielonym Wilku, czyli systemach zaprojektowanych do rozpoznania, zakłócania i rażenia celów po wystrzeleniu z różnych platform. Black Hawk nadaje tej koncepcji znacznie bardziej namacalną formę. Zamiast projektować zupełnie nowy samolot nosiciel, Amerykanie wykorzystują maszynę, którą mają już w jednostkach, magazynach, systemie szkolenia oraz całym zapleczu logistycznym.

Do spięcia różnych efektorów służą między innymi modułowa wyrzutnia LEDGR oraz architektura Universal Vehicle Control, które mają działać jako uniwersalne złącze między nosicielem a uzbrojeniem. Zamiast projektować osobny panel, wyrzutnię i oprogramowanie dla każdej maszyny, wojsko chce podłączać różne ładunki do wspólnego systemu. Armia USA zakłada, że taka architektura umożliwi wykorzystanie efektorów na większą skalę od 2027 roku budżetowego.

Pokazana technologia oznacza przede wszystkim sterowanie w układzie jeden operator lub jedna załoga do wielu maszyn. Sama autonomia ma odciążyć człowieka od ręcznego prowadzenia każdego drona i pozwolić wydawać polecenia na poziomie misji. Maszyna może dostać obszar poszukiwania, trasę albo zadanie, a następnie sama pilnować lotu i wymieniać dane z pozostałymi uczestnikami sieci. Jest to dokładnie ten sam trend, który opisywałem przy przejściu od ręcznego sterowania do nadzorowania całych grup maszyn. Człowiek nie znika, ale przesuwa się poziom wyżej. Przestaje obsługiwać każdy ruch drona, a zaczyna wyznaczać cele i kontrolować przebieg działania systemu.

Śmigłowiec-legenda staje się również przekaźnikiem

Black Hawk powstał w realiach zimnej wojny, a mimo tego kolejne modernizacje zamieniają go w platformę coraz bardziej pasującą do XXI wieku. Podobny proces było już widać przy autonomicznym systemie MATRIX, który pozwala śmigłowcowi wykonywać część misji bez aktywnego pilotowania przez człowieka. Kiedy z kolei połączymy autonomiczny lot, modułowe wyrzutnie, komunikację sieciową i kontrolę wielu efektorów, to zaczyna z tego wyłaniać się coś więcej niż zwyczajna modernizacja starej konstrukcji. Black Hawk może być załogowym śmigłowcem transportowym podczas jednej misji, latającym stanowiskiem dowodzenia podczas następnej, a z czasem również bezzałogowym nosicielem całych pakietów dronów.

Black Hawk

Zmodyfikowany H-60M nie jest wyłącznie nosicielem wyrzutni. Ma również działać jako węzeł komunikacyjny między lotnictwem a jednostkami lądowymi oraz umożliwiać przekazywanie informacji poza bezpośrednią widocznością radiową. Jest to bardzo ważne, bo przyszła wojna zależy nie tylko od tego, kto ma lepsze pociski. Równie istotne będzie to, kto szybciej przeprowadzi cały proces od wykrycia obiektu, przez jego identyfikację oraz zatwierdzenie, aż po przydzielenie odpowiedniego środka rażenia. Opisywałem to już przy wykorzystywaniu sztucznej inteligencji do skracania wojskowego łańcucha decyzyjnego.

Czytaj też: Chiny szlifują myśliwiec szóstej generacji na oczach całego świata

Black Hawk ma w tym układzie zbierać z bezpiecznej relatywnie pozycji informacje od wysuniętych efektorów, przekazywać je do jednostek naziemnych i udostępniać kolejnym platformom. Wszystko to ma współpracować z rozwijaną architekturą Next Generation Command and Control. Podczas Project Convergence system NGC2 był sprawdzany na poziomie całej dywizji, aby ocenić, czy potrafi tworzyć wspólny obraz sytuacji i przyspieszać synchronizację działań prowadzonych w powietrzu, na lądzie oraz w innych domenach.

Czy Black Hawk rzeczywiście poprowadzi kiedyś dziesiątki autonomicznych maszyn do walki? Na razie tego nie wiemy. Amerykanie pokazali jednak coś, co jeszcze niedawno należało głównie do prezentacji koncepcyjnych. Jeden załogowy śmigłowiec potrafi dziś wystrzelić kilka efektorów, zachować z nimi łączność i wykorzystać je jako przedłużenie własnych czujników oraz uzbrojenia.

Źródła: Army.mil – Project Convergence Capstone 6 #1, Innovation Army.mil, Army.mil #2

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.