Nigdy wcześniej nie powstał taki samochód. Aston Martin właśnie ustanowił rekord

Samochody sportowe znalazły się dziś w przedziwnym miejscu. Silnik elektryczny stał się najprostszą drogą do osiągnięcia mocy, która jeszcze kilkanaście lat temu była zarezerwowana dla najbardziej absurdalnych hipersamochodów. Z drugiej strony im łatwiej robi się te wszystkie “duże liczby”, tym większego znaczenia nabiera coś innego, bo charakter. Przypomniała mi właśnie o tym firma Aston Martin.
Nigdy wcześniej nie powstał taki samochód. Aston Martin właśnie ustanowił rekord

Aston Martin od kilku lat ewidentnie rozumie ten problem na rynku samochodów sportowych i zamiast porzucać swoją przeszłość, wyciska z niej wszystko, co jeszcze zostało. Najnowszy model Valen jest prawdopodobnie najbardziej ekstremalnym przykładem tego podejścia.

Aston Martin Valen ma 850 KM i nie potrzebuje do tego silnika elektrycznego

Przejdźmy od razu do najważniejszego – pod długą maską Valena pracuje 5,2-litrowy V12 z podwójnym turbodoładowaniem, rozwijający 850 KM przy 6500 obr./min i równe 1000 Nm, które stają się dostępne już od 2500 obr./min. Nie ma tutaj elektrycznego silnika łatającego problem wydajności przy niskich obrotach czy chwilowo podbijającego moc. Całość tej spalinowej potęgi trafia na tylne koła przez ośmiobiegową przekładnię ZF i pozwala osiągnąć 100 km/h w deklarowane 3,1 sekundy oraz rozpędzić się do elektronicznie ograniczonych 345 km/h.

Czytaj też: Aston Martin Bulldog – prototypowy supersamochód po 40 latach powrócił na ulice Londynu

W świecie, w którym hybrydowa Valhalla pokazała już zupełnie inną wizję przyszłości Astona Martina, takie podejście wydaje mi się wręcz odświeżające. Nie jest nowoczesne w rozumieniu napędu, ale Valen wcale nie próbuje nim być. Bardziej przypomina demonstrację tego, jak daleko można jeszcze przesunąć klasyczną konfigurację z wielkim silnikiem z przodu i napędem na tył, zanim stanie się ona motoryzacyjną historią.

Aston określa przy tym Valena mianem najmocniejszego seryjnego samochodu z silnikiem z przodu na świecie, ale podchodziłbym do tego sformułowania ostrożnie. Wszystko zależy od tego, gdzie postawimy granicę kategorii “supersamochodu”. Dodge Challenger SRT Demon 170 osiągał przecież aż 1025 hp, czyli około 1039 KM, ale sęk w tym, że sam producent klasyfikował go jako muscle car. Rekord Astona ma więc sens przede wszystkim w ramach segmentu, który marka sama próbuje zdefiniować.

Moc to tutaj dopiero początek…

Znacznie ciekawsze od mocy jest jednak dla mnie to, co Aston zrobił z masą. Valen może być bowiem nawet o 110 kg lżejszy od bazowej platformy V12, a producent osiągnął to przez wykorzystanie karbonu, aluminium, tytanu i magnezu. Sam opcjonalny pakiet ultralekki z frezowanymi wahaczami, zwrotnicami oraz tytanowymi śrubami urywa kolejne 16,9 kg, a naturalnie na tym wszystkim materiałowa wyjątkowość tego samochodu się nie kończy.

Czytaj też: Premiera Aston Martin Valhalla, czyli hybrydowego supersamochodu

Całe nadwozie zostało wykonane z włókna węglowego, a stylistyka jest znacznie bardziej agresywna od typowego GT Astona. Mamy głęboko osadzone reflektory, wielki wlot powietrza, rozbudowane progi z generatorami wirów i tył pozbawiony klasycznej szyby. Zamiast niej znajduje się wielka klapa prowadząca do całkiem sensownego jak na taki samochód bagażnika o pojemności 170 litrów. Najbardziej absurdalny detal zostawiono jednak dla wydechu, bo tytanowy układ kończy się czterema końcówkami, częściowo drukowanymi w 3D, z czego dwa górne wyloty pozostają stale otwarte, a dwa dolne są sterowane zaworami. Producent twierdzi nawet, że górną część układu specjalnie dostroił podobnie do piszczałek organowych, aby wzmacniać rezonans przy wysokich obrotach.

Magnezowe są również 21-calowe felgi, a hamulce korzystają z karbonowo-ceramicznych tarcz o średnicy 410 mm z przodu i 360 mm z tyłu. Do tego dochodzą półaktywne amortyzatory Bilstein DTX, sztywno zamontowana tylna rama pomocnicza oraz zmienione nastawy układu kierowniczego, ESP i zawieszenia. Właśnie tutaj Valen zaczyna być czymś więcej niż sportowym samochodem z kolejnym podkręconym silnikiem V12.

Czytaj też: Aston Martin ujawnił szalony koncept samochodu, którego zapragnie każdy fan Call of Duty

Warto pamiętać, że firma wcześniej eksperymentowała z podobną filozofią w modelach Valour oraz znacznie bardziej ekstremalnym Valiant, który łączył 5,2-litrowe V12 z manualną skrzynią i rozwiązaniami inspirowanymi torem. Valen rozwija ten pomysł, ale przesuwa go w stronę samochodu, którym nadal ma dać się pojechać daleko na drogach publicznych, a nie wyłącznie robić kółeczka po torze.

… a opony zaczynają rozmawiać z samochodem

Paradoksalnie jeden z najbardziej futurystycznych elementów Valena znajduje się tam, gdzie łatwo go przeoczyć, bo w oponach. Pirelli P Zero R wykorzystują system Cyber Tyre, czyli czujniki przekazujące na bieżąco dane do elektroniki samochodu. Informacje z ogumienia mogą trafiać bezpośrednio do systemów odpowiedzialnych za ABS, ESP i kontrolę trakcji, dzięki czemu samochód nie musi już opierać się wyłącznie na pośrednim wnioskowaniu o tym, co dzieje się na styku gumy z asfaltem. Pirelli rozwija tę technologię wspólnie z Bosch Engineering, a Aston Martin zapowiadał jej wykorzystanie już wcześniej.

Tylko 150 egzemplarzy Aston Martin Valen

Aston Martin wyprodukuje tylko 150 egzemplarzy modelu Valen, a pierwsze dostawy mają ruszyć w drugim kwartale 2027 roku. Cena nie została jeszcze podana, ale trudno oczekiwać tutaj cudów – będzie drogo. Zwłaszcza że jest o samochód działu Q by Aston Martin, z karbonowym nadwoziem, magnezowymi kołami, tytanem i niemal dowolnymi możliwościami personalizacji. Dlatego też Valen nie jest więc odpowiedzią na pytanie o to, jak będzie wyglądać samochód przyszłości. Dla mnie jest jednak odpowiedzią na pytanie, co zrobić z najlepszymi elementami przeszłości, zanim przestaną pasować do masowej motoryzacji.

Kilka lat temu De Tomaso P900 z wysokoobrotowym V12 nazwałem wręcz “ostatnim krzykiem epoki benzyny”. Valen wpisuje się w dokładnie ten sam trend. Nie wiem tym samym, czy dziś V12 rzeczywiście zmierza już na motoryzacyjne cmentarzysko, bo producenci takich samochodów wielokrotnie udowadniali, że potrafią przedłużać życie spalinowej technologii. Mam jednak wrażenie, że właśnie dlatego konstrukcje pokroju Valena stają się coraz bardziej ekstremalne, bo skoro nie można już obiecać, że podobne samochody będą z nami zawsze, to trzeba sprawić, żebyśmy zapamiętali je na długo.

Źródła: Materiały prasowe

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.