Niczym ostatni krzyk epoki benzyny. Spalinowy silnik V12 P900 kolekcjonerskim diamentem

Są marki, które z biegiem lat zaczęły coraz częściej mówić szeptem. Obiecują więcej momentu, mniej spalania i więcej “rozsądku” w samochodach, które kiedyś miały być przesadą w czystej postaci. Tyle tylko że w świecie supersamochodów przesada nigdy nie była wadą, a językiem, którym ta liga komunikowała swoje ambicje. De Tomaso wraca właśnie z takim językiem i robi to w sposób, którego trudno nie zauważyć.
Niczym ostatni krzyk epoki benzyny. Spalinowy silnik V12 P900 kolekcjonerskim diamentem

Gdy większość producentów luksusowych aut sportowych konsekwentnie zmniejsza pojemności silników lub dodaje do nich wspomaganie elektryczne, włoska firma De Tomaso postanowiła zaszokować branżę. W odpowiedzi na wszechobecny downsizing i elektryfikację zaprezentowała hipersamochód P900, któremu serce bije w rytmie skrajnie wysokoobrotowego, dwunastocylindrowego silnika. Zapowiadana jednostka ma osiągać zawrotne 12300 obrotów na minutę, co jest wartością wyższą niż w legendarnym silniku Coswortha z modelu Gordon Murray T.50. Tak się składa, że to właśnie on był do niedawna synonimem ekstremalnych obrotów w motoryzacyjnym świecie, a teraz De Tomaso zdaje się wytyczać nowy kierunek, stawiając na czystą, nieskażoną hybrydyzacją mechanikę.

P900 to najlżejszy silnik V12 w historii wymagał aż czterech lat prac

Silnik V12 opracowany specjalnie dla samochodu De Tomaso P900 to efekt czterech lat intensywnych prac inżynierów. Ta jednostka o pojemności 6,2 litra ma ważyć zaledwie 220 kilogramów, co według zapewnień producenta czyni ją najlżejszym silnikiem tego typu, jaki kiedykolwiek powstał. Dla porównania typowe współczesne jednostki V12 potrafią ważyć nawet o jedną trzecią więcej, a to akurat pokazuje wielką skalę osiągniętej redukcji masy.

Czytaj też: Przez rowerzystów samochód nie pozwoli Ci otworzyć drzwi, ale docenisz to bardziej niż myślisz

Aby uzyskać tak ekstremalne parametry, producent zastosował szereg zaawansowanych rozwiązań. Estetycznie splecione stalowe rury wydechowe to nie tylko element wizualny, ale i części składowe systemu odprowadzania spalin, w którym dwanaście osobnych kolektorów schodzi się w jeden ogromny wylot. Rozbudowany układ dolotowy został wykonany z włókna węglowego, a w strategicznych miejscach pojawiła się specjalistyczna taśma odbijająca ciepło. Ta ostatnia jest koniecznością, biorąc pod uwagę temperaturę panującą w komorze spalania przy mocy 900 koni mechanicznych i rozkręceniu silnika do aż 12300 obr./min.

Co ciekawe, jednostka ma pracować na paliwie syntetycznym, co może być próbą wyjścia naprzeciw coraz ostrzejszym normom emisji. Wokół e-paliw toczy się realna gra polityczna i regulacyjna, a to zwłaszcza w Europie. Po 2023 roku temat “samochodów na paliwa syntetyczne” stał się jednym z bezpieczników w dyskusji o przyszłości aut spalinowych, a na przełomie 2025 i 2026 wrócił w nowej formie w propozycjach zmian unijnych celów emisji dla samochodów.

Hipersamochód za 3 miliony dolarów. Stosunek mocy do masy 1:1

Cały samochód, De Tomaso P900, ma ważyć dokładnie 900 kilogramów. Dzięki mocy 900 KM uzyskuje się zatem wręcz mityczny stosunek mocy do masy wynoszący 1:1. Oznacza to, że na każdy kilogram masy pojazdu przypada jeden koń mechaniczny, co zapewnia absolutnie kosmiczne przyspieszenie i dynamikę. Podobny wskaźnik jako pierwszy osiągnął szwedzki Koenigsegg One:1, a to akurat stawia włoski projekt w bardzo ekskluzywnym gronie. Pamiętajmy jednak, że w języku takich projektów to zwykle masa “na sucho”, a więc bez pełnego pakietu płynów eksploatacyjnych i bez części rzeczy, które w samochodzie drogowym są oczywiste.

Czytaj też: SC01 chce być Porsche na prąd za ułamek ceny. Europa dostanie unikat produkowany we Włoszech

Ogromna moc jest przekazywana na tylną oś poprzez sekwencyjną skrzynię biegów od firmy Xtrac, która nadal dostarcza przekładnie dla zespołów Formuły 1 i bolidów ścigających się w Le Mans. Tego typu rozwiązanie gwarantuje błyskawiczne zmiany biegów, choć jednocześnie wymaga od kierowcy większych umiejętności i zaangażowania niż popularne dziś skrzynie dwusprzęgłowe. Cena za to doświadczenie ma wynosić około 3 milionów dolarów, co po przeliczeniu daje blisko 12 milionów złotych. W świecie ultrasamochodów z naturalnymi V12 jest to kwota niemal standardowa, bo przecież taki Gordon Murray T.50 kosztuje ponad 3,5 miliona dolarów, a ceny Pagani Huayra zaczynają się od 4 milionów.

Silniki V12 to już ginący gatunek, więc De Tomaso P900 będzie unikatem

Globalny trend downsizingu praktycznie wyeliminował dwunastocylindrowe silniki z powszechnej oferty. Ferrari w swoich topowych modelach zastąpiło V12 nowymi hybrydowymi układami z silnikami V8. Lamborghini stopniowo wprowadza łagodną hybrydyzację do swoich dwunastocylindrówek, a Aston Martin znacząco ogranicza produkcję modeli z takimi jednostkami. Na rynku pozostało już tylko garstka producentów wiernych klasycznej formule, a więc pozbawionej elektrycznych wspomagaczy.

De Tomaso zdaje się całkowicie ignorować te tendencje, stawiając na silnik, który nie tylko podtrzymuje tradycję, ale i radykalnie przesuwa granice możliwości. Jest to akurat ryzykowna strategia w dobie powszechnej elektryfikacji i zaostrzających się przepisów. Jeśli jednak obietnice producenta się spełnią, to P900 może stać się czymś wyjątkowym, bo swego rodzaju kapsułą czasu dla entuzjastów mechanicznej czystości. Jednak bez wątpienia będzie to produkt dla bardzo wąskiego grona odbiorców, którzy mogą sobie pozwolić na tak ekstremalny, a zarazem archaiczny już w pewnym sensie, kaprys motoryzacyjny.

Czytaj też: Nowe BMW bez spalin, ale z rykiem V10, czyli jak M3 na prąd kradnie głos legend

Planowane wejście P900 do produkcji ma nastąpić w niedalekiej przyszłości, choć konkretna data nie jest znana. Dla wielu miłośników motoryzacji może to być jedna z ostatnich okazji, by doświadczyć niepohamowanej mocy dużego, atmosferycznego silnika V12 w jego najdoskonalszej, całkowicie analogowej formie “prosto z salonu”. Sukces tego przedsięwzięcia pokaże, czy w niszy ultrasamochodów jest jeszcze miejsce na podobny, technologiczny puryzm, czy też jest to już tylko piękny, ale pozbawiony przyszłości gest.

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.