Tym razem przyszłość railgunów zaczęła wyglądać bardzo… przyziemnie. Zamiast bowiem budować gigantyczną superarmatę do niszczenia okrętów, pewna firma postanowiła wykorzystać podobną fizykę do strzelania w coś znacznie mniejszego, tańszego i masowo produkowanego, bo właśnie w drony.
Hermes wyjechał z laboratorium na pustynię
Auriga Space właśnie przeprowadziła pierwszy terenowy test systemu Hermes, czyli kontenerowej wyrzutni elektromagnetycznej rozwijanej z myślą o zwalczaniu dronów. Cały system został zmieszczony właśnie w standardowym kontenerze o długości około 3,05 metra i wywieziony na pustynię Mojave, gdzie temperatura podczas prób przekraczała około 38°C. W takich warunkach Hermes przeprowadził ponad tuzin strzałów, rozpędzając pociski do prędkości przekraczającej Mach 1.
Czytaj też: Lotniskowce USA dostały nową tarczę. Wróg może nie zdążyć nawet wystrzelić

Wedle oficjalnych opisów cała instalacja działała niezależnie od zewnętrznej infrastruktury, czerpiąc energię z wewnętrznych akumulatorów doładowywanych panelami słonecznymi. Auriga twierdzi zresztą, że pojedyncze naładowanie ma wystarczać na setki wystrzeleń. Imponujące. Musimy jednak pamiętać, że podczas tych prób Hermes nie odpierał roju dronów nadlatujących z różnych kierunków. Próba objęła strzelanie na ograniczonym dystansie do nieruchomych celów, wśród których znalazł się m.in. dron, szklana płyta oraz arbuz chyba dla czystej radości rozwalania czegoś miękkiego.

Wykorzystane pociski były niekierowane i pozbawione własnego napędu. Demonstracja udowodniła więc przede wszystkim to, że urządzenie można wyjąć z laboratorium, postawić na pustyni i strzelać więcej niż raz. Dopiero kolejne testy pokażą, czy z tej ciekawej wyrzutni powstanie skuteczny system przeciwlotniczy.
Elektryczność zamiast prochu i silnika rakietowego
Sama idea jest pięknie prosta. Zamiast spalać materiał miotający albo montować silnik rakietowy w każdym pocisku, Auriga w swoim systemie wykorzystuje energię elektryczną i pola elektromagnetyczne do rozpędzenia ładunku jeszcze wewnątrz wyrzutni. Firma rozwija architekturę wykorzystującą lewitację magnetyczną i kontrolowane programowo profile przyspieszenia, więc bliżej jej do potężnego silnika liniowego niż klasycznej armaty z prochem, a to daje ogromną kosztową przewagę. Zostaje bowiem wyłącznie koszt samego pocisku, energii elektrycznej i eksploatacji wyrzutni.
Czytaj też: Cztery bomby wodorowe runęły na arktyczny lód. Co pogrzebało tajną operację atomową USA?
Docelowo jednak Hermes ma korzystać zarówno z takiej prostej amunicji kinetycznej, jak i pocisków kierowanych, a firma mówi o zasięgu liczonym w kilku kilometrach. Ten ostatni parametr jest jednak obecnie wynikiem modelowania, a nie pokazanego publicznie przechwycenia celu na takim dystansie. Innymi słowy, nadal nie ma pewności, czy Hermes stanie się kolejną warstwą systemów przeciwlotniczych. Pamiętajmy bowiem, że cała obrona przeciwlotnicza jest warstwowa i właśnie dlatego pojawiają się w niej karabiny, działa automatyczne, drony przechwytujące, systemy walki radioelektronicznej, mikrofale oraz lasery.

Podobny kierunek widać przy uzbrajaniu polskich M28 Bryza do zwalczania dronów czy rozwoju laserowego DragonFire. Nie chodzi już o znalezienie jednej idealnej broni na wszystko. Chodzi o stworzenie całej drabiny odpowiedzi, żeby zaawansowany pocisk za miliony została zachowana na cel, który rzeczywiście jest jej wart.
Najciekawsze jest to, dokąd Auriga chce dojść
Drugi test Hermesa ma odbyć się jesienią 2026 roku. Firma zamierza do tej pory poprawić odporność urządzenia na trudne warunki, przyspieszyć celowanie oraz przeładowanie i rozwijać zdolność do faktycznego zwalczania bezzałogowców. Auriga współpracuje przy tym z U.S. Army DEVCOM Armaments Center w ramach trzyletniego porozumienia badawczo-rozwojowego, a jej technologia jest już wykorzystywana w systemie Prometheus do testów hipersonicznych.

Czytaj też: Już nie jeden cel, a całe pole bitwy. Chiny mają artylerię przyszłości rodem z koszmarów
Hermes stanowi więc tylko jeden fragment znacznie większego planu. Ta sama technologia elektromagnetycznego rozpędzania ładunków znaleźć zastosowanie przy obronie przeciwrakietowej, testach hipersonicznych, wynoszeniu ładunków na orbitę, a kiedyś nawet w księżycowych mass driverach. Ambicje są więc ogromne, ale zatrzymując się przy podstawowej roli Hermesa, musimy pamiętać, że do tej pory nie zestrzelono ruchomego celu w warunkach bojowych, nie znamy realnej ceny pojedynczego przechwycenia, skuteczności naprowadzania ani zachowania systemu podczas zmasowanego ataku. Tylko przyszłość odpowie na te pytania.
Źródła: Auriga Space, Tectonic Defense

