Kwestia precyzji na polu bitwy nie jest naturalnie mapą z pojedynczymi czerwonymi punktami. Czasem nie trzeba więc trafić w najważniejszy element. Skuteczniejsze może być stworzenie całego obszaru, na którym przez pewien czas nie da się bezpiecznie poruszać, prowadzić obserwacji ani przygotowywać kolejnego ataku. Innymi słowy, czasem Organy Stalina mają sens nawet w XXI wieku.
PHL-191 nie chce tylko trafiać. Ma tłumić całe zgrupowania
19 lipca 2026 roku chińskie Ministerstwo Obrony opublikowało nagranie z ćwiczeń jednostki artylerii rakietowej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Bohaterem materiału był PHL-191, czyli ciężki, kołowy i modułowy system rakietowy, który w zależności od źródła pojawia się również pod oznaczeniami PCL-191, PCH-191 albo jako część rodziny PHL-16.
Czytaj też: D-Day godny XXI wieku. Po raz pierwszy roboty trafiły na brzeg i zaczęły szturm
Na pierwszy rzut oka materiał pokazuje typowe strzelanie poligonowe. Wyrzutnia zajmuje pozycję, unosi kontenery i odpala salwę. Najciekawsze dzieje się jednak dopiero nad celem. Kolejne eksplozje wyglądają tak, jakby następowały nad powierzchnią ziemi albo bezpośrednio nad nią, rozrzucając tym samym odłamki na szerokim obszarze zamiast koncentrować całą energię w punkcie uderzenia.
Chińczycy nie ujawnili jednak oznaczenia rakiety, typu głowicy, rodzaju zapalnika, wysokości detonacji, zasięgu strzału ani uzyskanej celności. Nie wiemy też, czy zaprezentowali standardową amunicję, czy kontrolowaną demonstrację konkretnego efektu. Sam materiał wskazuje jednak wyraźnie, że celem nie było zrobienie pojedynczego krateru.
Eksplozja nad ziemią zmienia rozkład energii
Klasyczna głowica odłamkowo-burząca, która uderza w ziemię, traci część energii na tworzenie krateru i przemieszczanie gruntu. Fragmenty obudowy nadal rażą otoczenie, ale część odłamków zostaje skierowana w podłoże albo zatrzymana przez niewielkie przeszkody terenowe. Detonacja w powietrzu naturalnie ogranicza ten problem. Głowica eksploduje nad celem, a odłamki rozchodzą się nad powierzchnią, gdzie mogą dosięgnąć ludzi, nieopancerzone wyposażenie, anteny, przewody, radary i lekko chronione pojazdy. Odpowiednio dobrana wysokość wybuchu zwiększa powierzchnię rażenia i utrudnia wykorzystanie płytkich okopów, nasypów oraz naturalnych zagłębień terenu.
Sam pomysł nie jest nowy. Artyleria od dekad wykorzystuje zapalniki czasowe i zbliżeniowe. Amerykańskie wyrzutnie HIMARS i M270 mogą strzelać rakietami M30A1 GMLRS Alternative Warhead, które to zamiast klasycznych podpocisków kasetowych rozrzucają nad celem ogromną liczbę gotowych elementów rażących. Rozwiązanie to zostało zaprojektowane głównie przeciwko sile żywej, lekko opancerzonym pojazdom i odsłoniętemu wyposażeniu, a przy okazji z automatu ograniczono problem niewybuchów pozostawianych przez starszą amunicję kasetową.
Nie wiemy, czy chińska rakieta działa identycznie. Nagranie nie pokazuje konstrukcji głowicy, więc nie da się potwierdzić, czy wykorzystuje gotowe fragmenty, klasyczną fragmentację obudowy, podpociski czy jeszcze inny mechanizm. Podobieństwo dotyczy przede wszystkim efektu – rozległego pokrycia celu odłamkami.
Jedna wyrzutnia, kilka zupełnie różnych misji
O PHL-191 pisałem już szerzej przy okazji jego modułowej konstrukcji i ogromnego zasięgu. W tej rodzinie najważniejsza nie jest jedna rakieta, ale możliwość zmiany całego zestawu uzbrojenia zależnie od zadania.
Wyrzutnia wykorzystuje dwa niezależne moduły startowe. Każdy może mieścić pięć rakiet kalibru 300 mm, cztery większe rakiety 370 mm albo jeden ciężki pocisk taktyczny kalibru około 750 mm. Cały pojazd może więc przenosić dziesięć mniejszych rakiet, osiem większych albo dwa pociski przeznaczone do uderzeń na znacznie większym dystansie. Moduły mogą też otrzymać różne rodzaje amunicji, co daje możliwość połączenia dwóch profili zadaniowych na jednej wyrzutni.
Czytaj też: KIZILELMA z JET-230 to naddźwiękowy pogrom. Turcja uzbraja drony jak prawdziwe myśliwce

Układ kontenerów widoczny na lipcowym materiale sugeruje zaś konfigurację z ośmioma rakietami 370 mm. Widać dwa czterokomorowe moduły odpowiadające zestawowi prezentowanemu podczas wcześniejszych chińskich parad. Nadal jest to jednak identyfikacja oparta na analizie nagrania. Osłony kontenerów, kąty kamery i krótki czas ujęć nie pozwalają na definitywne potwierdzenie kalibru. Mogliśmy więc zobaczyć rzadką publiczną demonstrację 370-milimetrowej rakiety z głowicą odłamkową działającą nad powierzchnią. Publiczne oceny przypisują tej klasie amunicji zasięg około 280-350 kilometrów. Mniejsze rakiety 300 mm mają docierać na około 150 kilometrów, a największe pociski taktyczne nawet na 480-500 kilometrów. Żadna z tych wartości nie została jednak potwierdzona w kontekście lipcowego strzelania.
PHL-191 łączy więc drogową mobilność charakterystyczną dla HIMARS-a z dwoma modułami startowymi, które pod względem gotowej do odpalenia amunicji przypominają bardziej większego M270. Nie jest bezpośrednim odpowiednikiem żadnego z tych systemów. Stanowi chińską odpowiedź na ten sam problem, bo to, jak obsłużyć rakiety różnych klas bez budowania osobnej wyrzutni dla każdej z nich.

Podobny kierunek widać przy zachodnim systemie GMARS oraz chińskich próbach tworzenia lżejszych wyrzutni modułowych. Współczesna artyleria rakietowa coraz mniej przypomina pojedynczą broń przypisaną do jednego zadania. Staje się platformą, której możliwości zmieniają się wraz z załadowanym kontenerem.
Precyzja nie zawsze oznacza trafienie w punkt
Kiedy przygotowywałem zestawienie najskuteczniejszych systemów artylerii rakietowej, ponownie uderzyło mnie, jak bardzo zmieniło się znaczenie słowa “precyzja”. Kiedyś chodziło przede wszystkim o zmniejszenie rozrzutu. Dziś równie ważny jest dobór konkretnego efektu do konkretnego celu. Można precyzyjnie uderzyć w budynek. Można przebić umocnienie albo zniszczyć pojazd. Można też precyzyjnie zdetonować głowicę na określonej wysokości i rozłożyć jej odłamki nad wcześniej wyznaczonym obszarem. Celem nie jest wtedy jeden punkt, ale kontrolowany fragment przestrzeni.
Czytaj też: Broń przyszłości nie chce umrzeć. Teraz naukowcy odpalili railguna w otwartym teście
Rakiety z głowicami burzącymi mogą atakować zabudowania i umocnienia. Cięższe pociski taktyczne służą do uderzeń w zaplecze. Amunicja eksplodująca nad ziemią może natomiast tłumić rozproszone oddziały, stanowiska artylerii, kolumny pojazdów, punkty dowodzenia, lotniska polowe i elementy obrony powietrznej. Przykładowo w przypadku baterii przeciwlotniczej nie zawsze trzeba zniszczyć wszystkie wyrzutnie. Wystarczy uszkodzić antenę radaru, przerwać łączność, przebić generator, zranić obsługę albo zmusić cały zespół do porzucenia stanowiska, a to może wystarczyć, by otworzyć korytarz dla lotnictwa, dronów albo następnej fali pocisków. Tłumienie nie jest więc łagodniejszą wersją niszczenia. Często stanowi jego pierwszy etap.

Zachodnie systemy rozwijają się podobnie. ER GMLRS ma osiągać około 150 kilometrów zasięgu, a Precision Strike Missile przekracza 400 kilometrów. Jedna rodzina wyrzutni przechodzi więc od rażenia obszarowego do uderzeń operacyjnych. PHL-191 wpisuje się w ten sam trend, choć nadal nie znamy jego rzeczywistej dokładności, niezawodności ani odporności na zakłócenia. Innymi słowy, samo nagranie z tym systemem w roli głównej należy traktować jako demonstrację możliwości, a nie pełną prezentację parametrów. Widzimy skoncentrowane eksplozje nad celem oraz wyrzutnię prawdopodobnie uzbrojoną w rakiety 370 mm. Nie otrzymaliśmy jednak niezależnych danych o celności, rozkładzie odłamków, zasięgu ani skuteczności przeciwko rzeczywistym celom.
Artyleria przyszłości musi być wszechstronna
Dla mnie właśnie tak wygląda artyleria przyszłości. Nie jako pojedyncza cudowna broń z rekordowym zasięgiem, ale jako część sieci, która wykrywa cel, klasyfikuje go i dobiera właściwy efekt. Raz będzie to jedno precyzyjne uderzenie. Innym razem salwa zmieniająca cały fragment terenu w pułapkę dla ludzi, anten, generatorów, radarów i pojazdów. Najbardziej ponure jest to, że nie wymaga to już futurystycznych wynalazków. Wystarczy połączenie znanych od dekad głowic odłamkowych, nowoczesnych zapalników, kierowanych rakiet, dronów rozpoznawczych i cyfrowego dowodzenia.
Dawny “deszcz stali” można dziś dokładnie zaplanować, skierować i rozłożyć nad konkretnym obszarem. Nie nad jednym celem, ale nad całym polem bitwy. Właśnie dlatego krótki pokaz PHL-191 mówi o przyszłości wojny znacznie więcej, niż sugerują kolejne efektowne eksplozje.
Źródła: Army Recognition, ChinaMil

