Chiński okręt stealth zmienia uzbrojenie jak laboratorium na wodzie

Najciekawsze prototypy wojskowe nie zawsze są tymi największymi, najszybszymi i najbardziej efektownymi. Czasem znacznie więcej mówi o przyszłości nie kolejny niszczyciel za miliardy, ale niepozorna jednostka, na której inżynierowie mogą bez większych konsekwencji odkręcić jeden system, przykręcić drugi i sprawdzić, czy szalony pomysł ma jakikolwiek sens na wzburzonym morzu. Dlatego od dłuższego czasu ciekawi mnie pewien bezimienny chiński okręt eksperymentalny.
Chiński okręt stealth zmienia uzbrojenie jak laboratorium na wodzie

Ten okręt sam w sobie nie wygląda szczególnie groźnie, ale przykuwa wzrok właśnie dlatego, że przypomina pływające laboratorium. Chiny zbudowały bowiem platformę, która nie ma dziś wygrywać bitew, a zamiast tego odpowiedzieć na proste pytanie – jak będą uzbrojone okręty, które kiedyś rzeczywiście będą je wygrywać?

Tajemniczy okręt chińskiej marynarki znowu zmienił uzbrojenie

Nowe zdjęcia, które zaczęły krążyć 9 sierpnia 2026 roku w chińskich mediach społecznościowych, pokazują okręt z kolejną istotną zmianą. W miejscu związanym wcześniej z jej uzbrojeniem przeciwlotniczym pojawił się duży, kanciasty moduł, którego przeznaczenia na razie nie potrafimy potwierdzić. Jedna teoria mówi o broni akustycznej. Druga, moim zdaniem znacznie ciekawsza, o wysokoenergetycznej broni mikrofalowej przeznaczonej do walki z dronami. Chiny oficjalnie nie wyjaśniły, czym jest nowy sprzęt, co zresztą idealnie pasowałoby do charakteru samego okrętu.

Jednostka pojawiła się w stoczni Liaonan w prowincji Liaoning w 2023 roku, a w maju 2024 roku wyszła na pierwsze znane próby morskie. Naval News określa ją jako kompleksową platformę testową. W różnych momentach obserwowano na niej eksperymentalne rozwiązania związane z uzbrojeniem, sensorami oraz potencjalnie napędem. Sama konstrukcja wykorzystuje natomiast mocno pochylone powierzchnie i inne rozwiązania ograniczające jej sygnatury.

Czytaj też: Niewidzialny strażnik sieci. Chiny stawiają na kwantową ochronę infrastruktury energetycznej

Dla mnie właśnie to jest najważniejsze. Nie patrzymy prawdopodobnie na prototyp przyszłej korwety, która za rok zacznie schodzić ze stoczni seriami. Patrzymy raczej na morski odpowiednik samolotu doświadczalnego, na którym można przekładać klocki całej przyszłej architektury okrętowej.

Broń dźwiękowa czy mikrofalowa? Obie odpowiedzi mają sens

Hipoteza akustyczna nie wzięła się zupełnie znikąd. Chiny już w 2019 roku informowały o opracowaniu przenośnego urządzenia wykorzystującego fale dźwiękowe do rozpraszania ludzi, a SeaLight opisuje wykorzystanie urządzeń akustycznych przez chińskie jednostki jako jeden z elementów działań “szarej strefy” na morzu. Takie systemy mogą dezorientować załogę albo utrudniać jej pracę bez otwierania klasycznego ognia.

Jednak znacznie bardziej interesuje mnie druga możliwość, bo tutaj elementy układanki zaczynają składać się wyjątkowo dobrze. Pisałem już o chińskim Hurricane 3000, czyli wysokoenergetycznej broni mikrofalowej stworzonej do walki z małymi bezzałogowcami i całymi rojami. Norinco deklaruje dla niej skuteczny zasięg przekraczający 3 km. Zamiast wysyłać w kierunku drona pocisk, system emituje energię elektromagnetyczną, której zadaniem jest unieszkodliwienie jego elektroniki.

Jeszcze ciekawiej robi się po spojrzeniu na chińskie badania wojskowe. W 2025 roku naukowcy związani z Dalian Naval Academy opisali koncepcję przyszłej morskiej obrony przed rojami. Nie chodzi w niej o jeden cudowny system, lecz o sieć sensorów oraz wielowarstwowe przechwytywanie celów, w którym koszt neutralizacji zagrożenia musi pozostawać rozsądny nawet przy zmasowanym ataku. Jest to dokładnie ten sam problem, który pojawia się przy systemach mikrofalowych Leonidas. Pocisk przeciwlotniczy może świetnie zniszczyć drona. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dronów nadlatuje pięćdziesiąt, a każdy kosztuje niewielki ułamek ceny przechwytującej go rakiety.

Okręt przyszłości będzie potrzebował czegoś więcej niż rakiet

Właśnie dlatego morska broń mikrofalowa wydaje mi się dużo ciekawszą hipotezą od działa akustycznego. Wojenny okręt ma ograniczony magazyn. Można zwiększać liczbę komór pionowych wyrzutni, pakować po kilka mniejszych pocisków do jednego modułu i dokładać artylerię, ale ostatecznie każda rakieta kiedyś się kończy. Energia elektryczna jest pod tym względem innym rodzajem “amunicji”.

Czytaj też: Chiny wsadziły strategiczny ładunek na bombowiec. H-6N dostał ogromną rakietę jako część triady jądrowej

Zdjęcie poglądowe – test lasera DragonFire

Broń energetyczna nadal potrzebuje potężnego źródła zasilania, chłodzenia, odpowiedniej elektroniki oraz czasu na kolejne użycia, więc określenie jej mianem broni z nieskończonym magazynkiem jest uproszczeniem. Zmienia jednak logistykę walki bardzo mocno. Amerykanie doszli zresztą do podobnego wniosku, bo morska odmiana systemu Leonidas H2O została pomyślana właśnie jako sposób zwalczania bezzałogowych systemów bez zużywania klasycznej amunicji rakietowej.

Jeżeli więc nowy chiński moduł rzeczywiście okaże się bronią HPM, to najciekawszy nie będzie sam fakt, że oto “Chiny mają mikrofalowe działo na statku”. Znacznie ważniejsze stanie się to, że Chiny zaczęłyby sprawdzać taką broń w środowisku morskim, gdzie trzeba rozwiązać problemy z zasilaniem, chłodzeniem, pracą wśród własnej elektroniki, zakłóceniami elektromagnetycznymi oraz namierzaniem szybko poruszających się celów.

Chiński okręt pokazuje, jak będzie wyglądało projektowanie broni przyszłości

Na razie trzeba jednak trzymać fantazję na wodzy. Ze zdjęcia nie da się stwierdzić, czy patrzymy na broń mikrofalową, akustyczną, element sensorów, czy coś jeszcze innego. Funkcja urządzenia pozostaje niepotwierdzona, ale paradoksalnie właśnie ta niewiadoma czyni cały projekt tak interesującym. Jeszcze niedawno okręt wojenny wyobrażaliśmy sobie jako platformę zbudowaną wokół konkretnego zestawu radarów, dział i rakiet, który po wejściu do służby był modernizowany raz na kilka lub kilkanaście lat. Chińska jednostka eksperymentalna prezentuje zupełnie inne podejście. Broń staje się modułem testowanym niemal jak kolejne urządzenie podpinane do bardzo drogiego komputera.

Czytaj też: Chiny przyspieszyły najtrudniejszą część wojny

Dzisiaj rakiety. Jutro mikrofale. Później laser, nowe sensory albo system, którego jeszcze nawet nie znamy i chyba właśnie tak najbardziej dosłownie wygląda “okręt przyszłości” – nie jako jeden rewolucyjny projekt, lecz laboratorium, w którym rewolucję można bez końca wymieniać na następną.

Źródła: Defence Blog, Naval News

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.