W 1997 roku przebił autem barierę dźwięku. Teraz wrócił z wodorowym potworem

W świecie, w którym większość nowych samochodów próbuje wygrać przyspieszeniem do setki, zasięgiem albo kolejnym wielkim ekranem, gdzieś na wyschniętym jeziorze nadal wstawiają się ludzie, którzy pakują absurdalnie dużo pracy w odpowiedź na bardzo proste pytanie: “jak szybko da się tym pojechać?”. Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy taka pogoń za liczbą przestaje być wyłącznie zabawą. i moim zdaniem właśnie to ma miejsce tym razem.
Grafika wygenerowana z pomocą SI

Grafika wygenerowana z pomocą SI

Historia motoryzacji zna całe mnóstwo rekordowych konstrukcji, które miały przede wszystkim reklamować firmę, ale często pod ich aerodynamiczną karoserią rzeczywiście znajdowała się technologia przeznaczona do znacznie bardziej przyziemnych zastosowań. Tym razem chodzi wręcz o silniki, których krewnych znacznie łatwiej wyobrazić sobie na placu budowy niż na torze.

Andy Green pojechał 653,909 km/h samochodem spalającym wodór

JCB Hydromax osiągnął na Bonneville Salt Flats średnią prędkość 653,909 km/h, ustanawiając nowy, na razie prowizoryczny rekord FIA dla pojazdu z wodorowym silnikiem spalinowym. Pierwszy przejazd zakończył się wynikiem około 644,74 km/h, a drugi około 663,27 km/h. Zgodnie z zasadami FIA oba odbyły się w przeciwnych kierunkach w wymaganym przedziale czasu, a do rekordu została przyjęta średnia. Wynik nadal podlega formalnej ratyfikacji przez komisję rekordów prędkości FIA.

Czytaj też: Hipersamochód za 2,5 mln dolarów rośnie razem z prędkością. Reszta jest jeszcze dziwniejsza

Za kierownicą siedział Andy Green. Ten sam Andy Green, który w 1997 roku rozpędził odrzutowego ThrustSSC do 1227,986 km/h i został pierwszym człowiekiem, który samochodem przekroczył barierę dźwięku na lądzie. Dwadzieścia lat temu poprowadził też JCB Dieselmax do dieslowskiego rekordu 563,418 km/h. Teraz dodał do swojego dorobku wodór.

Dwa silniki rodem z koparki wygenerowały ponad 1600 KM

Hydromax mierzy około 9,75 metra długości i wykorzystuje dwa czterocylindrowe, rzędowe silniki JCB o pojemności 4,8 litra. Ich konstrukcja wywodzi się bezpośrednio z jednostek wodorowych opracowywanych dla maszyn budowlanych. Nie oznacza to jednak, że ktoś po prostu wyjął dwa silniki z koparek, włożył je do żółtej rakiety i pojechał.

Obie jednostki zostały gruntownie przygotowane do rekordowej próby. Każda rozwija około 811 koni mechanicznych, co daje łącznie ponad 1620 KM. Jeden silnik napędza przednią oś, drugi tylną, a pomiędzy nimi pracują dwie specjalne sześciobiegowe skrzynie sekwencyjne Xtrac. Co ciekawe, wały korbowe nadal pochodzą z rodziny seryjnych silników JCB.

Jeszcze lepiej skalę całego przedsięwzięcia pokazuje chłodzenie. Hydromax nie ma klasycznych wielkich wlotów chłodnic, bo te tylko zwiększałyby opór aerodynamiczny. Zamiast tego na każdy przejazd zabiera około 250 kg lodu, a same tłoki dostają około litra oleju chłodzącego na sekundę. Turbosprężarki kręcą się z kolei z prędkością ponad 150000 obr./min, więc to już nie jest “silnik z koparki”, a bardziej pokaz tego, jak daleko można przeciągnąć konstrukcję mającą rzeczywiste korzenie w masowej produkcji.

Hydromax ponad dwukrotnie przebił poprzedni rekord

Skala skoku jest wręcz absurdalna. BMW H2R w 2004 roku ustanowiło oficjalny rekord samochodu ze spalinowym silnikiem wodorowym na poziomie około 298,5 km/h. Hydromax pojechał ponad dwa razy szybciej. Przebił też wynoszący około 488 km/h rekord pojazdu napędzanego wodorowym ogniwem paliwowym. Sygnały, że konstrukcja jest gotowa na dużo więcej, pojawiły się kilka dni wcześniej, bo podczas Bonneville Speed Week Hydromax osiągnął średnio około 592,8 km/h, ustanawiając przy okazji rekord SCTA w swojej klasie.

Czytaj też: Myślałem, że takie motocykle będą znikać. Kawasaki nadal robi swoje

Nie bez powodu JCB twierdzi, że podczas pełnego przejazdu samochód zużywa niewiele ponad 2 kg wodoru i wytwarza około 18 litrów wody. Projekt jest bowiem częścią programu rozwoju silników wodorowych wartego 100 mln funtów, czyli w przybliżeniu pół miliarda złotych. Nie traktowałbym jednak wyniku 654 km/h jako dowodu, że wodór właśnie w jakimś stopniu uratował silnik spalinowy. Rekord prędkości potwierdza możliwość uzyskania ogromnej mocy i pokazuje dojrzałość konkretnej konstrukcji, ale nie rozwiązuje problemów produkcji, magazynowania oraz dystrybucji tego “paliwa przyszłości”.

Zwłaszcza że samo określenie “zeroemisyjny silnik wodorowy” wymaga ostrożności. Sam wodór nie zawiera węgla, więc jego spalanie nie powoduje emisji CO2 pochodzącej z paliwa. Spalanie zachodzi jednak w powietrzu, a przy wysokiej temperaturze mogą powstawać tlenki azotu. Odpowiednia praca na ubogiej mieszance potrafi je mocno ograniczyć, ale nie powinniśmy automatycznie stawiać znaku równości między “bez CO2 z paliwa” oraz “bez żadnych emisji”.

Wodór jest bliski ideału, ale nadal jest mu do niego daleko

Pisałem już o tym przy wodorowym silniku spalinowym Toyoty. Właśnie tam najlepiej widać, dlaczego producenci nadal eksperymentują ze spalaniem H₂ zamiast przechodzić wyłącznie na ogniwa paliwowe. Z kolei przy samochodach wodorowych dobrze widać drugą stronę tej technologii, czyli wykorzystanie H₂ do produkcji prądu dla silnika elektrycznego.

Czytaj też: Hiszpanie wzięli ciekawy motocykl i usunęli jedną z największych barier dla początkujących

Hydromax jest o tyle ciekawszy, że JCB nie próbuje przede wszystkim wymyślić przyszłego samochodu osobowego. Firma chce zastąpić silniki diesla tam, gdzie akumulatory są problematyczne, a więc w ciężkich maszynach pracujących przez wiele godzin, wymagających dużych zapasów energii i szybkiego tankowania. Sam producent podkreśla właśnie takie zastosowanie swojej technologii i dlatego mam wrażenie, że 654 km/h jest tutaj przede wszystkim bardzo efektownym przypisem do znacznie ważniejszej historii.

Grafika wygenerowana z użyciem SI

Andy Green nie udowodnił, że za kilka lat będziemy tankować wodór na każdej stacji. Pokazał za to, że silnik spalinowy wcale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Nawet jeśli paliwo, którym zostanie przedłużone jego życie, nie będzie już pochodziło z ropy.

Źródła: FIA – rekord JCB Hydromax, JCB

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.