Czy cruiser może zachować V-twina, pasek i cały mechaniczny charakter, a jednocześnie stać się niemal tak prosty w obsłudze jak duży skuter? Właśnie takie połączenia mogą zrobić dla popularyzacji motocykli więcej niż kolejny pokaz mocy.
Spalinowy motocykl na początek, który nie jest skuterkiem
Sama nazwa motocykla Rieju Coaster 407 może wprowadzać w błąd, bo silnik ma pojemność rzędu dokładnie 384,5 cm3. Jest to chłodzony cieczą, ośmiozaworowy V-twin, który rozwija 34,6 KM przy 8250 obr./min i 36 Nm przy 4500 obr./min. Producent podaje prędkość maksymalną 155 km/h, więc nie będzie to motocykl skazany wyłącznie na miasto.

Najważniejsza jest jednak sześciobiegowa przekładnia AMT. Rieju pozwala zostawić zmianę przełożeń automatowi albo sterować nimi łopatkami przy lewej manetce. Jest to więc układ bez dźwigni zmiany biegów i bez konieczności obsługi sprzęgła. W specyfikacji nadal figuruje sprzęgło antyhoppingowe, ale pracuje ono wewnątrz układu, a nie pod palcami kierowcy. To ważne, bo w pierwotnym materiale pojawia się informacja o klamce sprzęgła, której jednak same dane producenta nie potwierdzają.

Czytaj też: Wygląda jak motocykl z 2077 roku. Pod spodem kryje stare Ducati za 190 tysięcy
Honda od dawna udowadnia, że automatyczne przekładnie w motocyklach mają sens, ale jej CMX1100 Rebel DCT kosztuje dziś w Polsce 52600 zł. Coaster jest maszyną znacznie słabszą i z innej klasy, więc nie jest bezpośrednim rywalem, ale pokazuje, jak ogromna cenowa przepaść dzieli dziś automat w dużym cruiserze od automatu w sprzęcie dla początkujących.
Pasek, niskie siedzenie i elektronika, która nie straszy
Reszta Rieju Coaster 407 również wygląda na skrojoną pod człowieka, który nie chce walczyć ze sprzętem na parkingu. Siedzenie znajduje się zaledwie 690 mm nad ziemią, masa wynosi 180 kg, a rozstaw osi sięga 1550 mm. Napęd na tylne koło trafia paskiem, co pasuje do charakteru cruisera, a 16-litrowy zbiornik sugeruje, że Rieju nie projektowało Coastera wyłącznie do krążenia między kawiarniami.

Z przodu mamy 19-calowe koło, z tyłu 17-calowe, widelec o skoku 120 mm oraz tylny monoshock z zaledwie 65 mm skoku. Hamowanie zostało zaś powierzone tarczom 300 i 240 mm, a nad kierowcą czuwają ABS i kontrola trakcji. Dochodzi do tego pełne oświetlenie LED, system bezkluczykowy, cyfrowy wyświetlacz, łączność oraz dwa porty USB – typu A i C. Nie ma więc tutaj technologicznego festiwalu.

Czytaj też: 48 KM i niewiele ponad 100 kg, ale to akumulator jest wyróżnikiem tego motocykla
Podobny zwrot ku klasyce zauważyłem już przy Harleyu-Davidsonie Super Glide 2026. Z kolei CFMoto V4 SR-RR pokazuje drugą stronę zmian, bo chińska branża coraz śmielej wychodzi z segmentu tanich zamienników. Coaster 407 ciekawie stoi pomiędzy tymi światami: wygląda staromodnie, obsługuje się nowocześnie, a jego pochodzenie prowadzi nas prosto do współczesnej globalizacji produkcji.
Hiszpański motocykl z chińskimi korzeniami?
New Atlas nazywa Coastera konstrukcją w praktyce chińską z logo Rieju, a RideApart wiąże go konkretnie z modelem Marshal Yes 418. Samo Rieju nie opisuje jednak na stronie modelu fabryki ani partnera produkcyjnego, więc oficjalnie nie znamy dokładnego podziału prac między Hiszpanią i Chinami. Wiemy natomiast, że rynek działa dziś właśnie w ten sposób coraz częściej i sam znaczek na baku mówi o pochodzeniu motocykla coraz mniej.
Czytaj też: Ten motocykl wygląda na dwa razy droższy. Benelli Tornado 550 miesza w klasie średniej
Bardziej interesuje mnie więc kontrola jakości, dostępność części, serwis i to, czy Rieju rzeczywiście bierze odpowiedzialność za produkt przez cały okres eksploatacji. Pisałem już przy chińskim Cyclone RA1000, że czasy prostego równania “Chiny = tania kopia” dobiegają końca. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy europejska marka chce pobierać premię wyłącznie za logo, a nie idzie za tym serwis i dostępność części. Tutaj przynajmniej cena na razie wygląda odwrotnie.

Cena może być najmocniejszym argumentem Coastera 407
W Hiszpanii Coaster 407 został wyceniony na 4961 euro, co daje po przeliczeniu około 21300 zł. Na polskiej stronie producenta model już figuruje, ale nie znalazłem jeszcze oficjalnej ceny dla naszego rynku. Jeśli jednak uda się pozostać w pobliżu europejskiego poziomu poniżej 5000 euro, ten motocykl może znaleźć bardzo ciekawą niszę, bo przyszłość tych jednośladów wcale nie musi oznaczać, że każdy prosty silnik spalinowy zostanie zastąpiony akumulatorem. LiveWire S2 Alpinista pokazuje wprawdzie jeden kierunek, ale Coaster 407 idzie w drugi, bo zostawia spalanie, dźwięk, pasek i klasyczną sylwetkę, a automatyzuje dokładnie ten element, który może odstraszać nowych kierowców.
Źródła: Rieju Coaster 407, New Atlas, RideApart

