Tajniacy USA znaleźli radziecką stację widmo. Później odegrali scenę rodem z filmu

Zimna wojna pod pewnymi względami regularnie wyprzedzała scenarzystów. Jak tu bowiem inaczej opisać historię, kiedy to ZSRR zostawił sekrety na końcu świata, a CIA przyleciała po nie bombowcem? Tak bowiem w skrócie wyglądał operacja Coldfeet.
Arktyka

Arktyka

Operacja Coldfeet połączyła opuszczoną radziecką bazę, arktyczny lód, tajne dokumenty i bombowiec, który miał zabrać agentów w bezpieczne miejsce bez dotykania ziemi. Wszystko zaczęło się jednak niepozornie.

Radziecka stacja miała zniknąć razem z lodem

W maju 1961 roku amerykański samolot prowadzący badania aeromagnetyczne zauważył na Oceanie Arktycznym opuszczoną radziecką stację dryfującą NP-9. ZSRR potwierdził, że placówka została porzucona po zniszczeniu lodowego pasa startowego przez spiętrzenie kry, a Sowieci mogli być względnie spokojni. Stacja znajdowała się bowiem byt głęboko w pokrywie lodowej, by dotarł do niej lodołamacz, a jednocześnie poza zasięgiem ówczesnych śmigłowców. Dokumenty, wyposażenie i próbki miały więc dryfować aż do chwili, gdy po prostu znikną w oceanie.

Czytaj też: Superbroń przestała być elitarna. Chiny zrobiły z mniejszego niszczyciela łowcę lotniskowców

Amerykanie nie chcieli jednak czekać, aż problem sam się rozwiąże. Zwłaszcza że takie placówki mogły zresztą wspierać obserwację ruchu okrętów podwodnych i rozwój technik ich wykrywania pod lodem. Dostęp do radzieckiego wyposażenia pozwoliłby z kolei ocenić, jak daleko ZSRR zaszedł w dziedzinie kluczowej dla odstraszania nuklearnego. Problem tajemnicy NP-9 był jednak niemal niemożliwy do rozwiązania. Ludzi dało się zrzucić na spadochronach, ale nie było jak ich później zabrać. Samolot nie mógł wylądować, a śmigłowiec nie doleciałby na miejsce.

Wtedy Amerykanie przypomnieli sobie o pomyśle Roberta Fultona.

Skyhook miał porwać człowieka do samolotu

Fulton rozwijał system wywodzący się z technologii przechwytywania poczty przez lecące samoloty. Uznał, że skoro maszyna może złapać worek, to po odpowiednim przygotowaniu mogłaby przechwycić również człowieka. Tak powstał Fulton Surface-to-Air Recovery System, znany jako Skyhook.

Skyhook sprowadza się do tego, że osoba czekająca na ewakuację zakłada uprząż połączoną z nylonową liną o długości około 152 metrów. Balon napełniany helem podnosi następnie jej koniec, a lecący samolot chwyta taką linę stalowymi ramionami zamontowanymi na dziobie. Człowiek był tym samym następnie podrywany z ziemi i wciągany na pokład.

Próby wskazywały, że przeciążenie było mniejsze niż podczas otwarcia spadochronu. System został zweryfikowany na manekinach, świni, a później na ludziach i choć nie był komfortowy ani elegancki, to przynajmniej działał.

Pierwsza okazja odpłynęła. Pojawiła się następna

Dowódcy zbyt długo zwlekali z zatwierdzeniem operacji i finalnie NP-9 odpłynęła poza zasięg. W marcu 1962 roku ZSRR porzucił jednak kolejną stację, NP-8, położoną około 965 km od kanadyjskiej bazy Resolute Bay, a wtedy CIA, Biuro Badań Marynarki Wojennej i wojskowy wywiad uruchomiły operację “Coldfeet”.

Czytaj też: Chiny zbudowały nową klasę okrętu. Połączyły możliwości, o których można było marzyć

W ramach Coldfeet na stację mieli trafić major James Smith, spadochroniarz znający język rosyjski, oraz porucznik Leonard LeSchack, geofizyk z doświadczeniem polarnym. 28 maja 1962 roku wyskoczyli z należącego do firmy kontrolowanej przez CIA bombowca B-17 Flying Fortress. Mieli 72 godziny na przeszukanie zabudowań i zebranie materiałów.

Pogoda szybko przestała współpracować. Odbiór planowany na 31 maja został przesunięty, a agenci pozostali na dryfującym lodzie znacznie dłużej, niż pierwotnie zakładały plany. W tym czasie zgromadzili około 68 kg filmów, dokumentów i próbek wyposażenia.

Bombowiec zabrał ich bez lądowania

2 czerwca B-17 wrócił nad stację. Wiatr osiągał około 56 km/h, widoczność była słaba, a szare niebo zlewało się z powierzchnią lodu. Załoga nie mogła jednak odkładać ewakuacji w nieskończoność. Najpierw Amerykanie przechwycili worek ze zdobytymi materiałami. Dopiero później przyszła kolej na ludzi.

LeSchack został przeciągnięty po lodzie przez wiatr, zanim samolot złapał linę i poderwał go w powietrze. Smith oczekiwał jako ostatni. Żeby nie dać się porwać podmuchom zbyt wcześnie, zaklinował pięty w szczelinie lodowej. Po nadleceniu samolotu LeSchack również został wyrwany z powierzchni i wciągnięty na pokład. Finalnie więc skończyło się dobrze, ale jeśli system nie złapałby liny albo pogoda pogorszyłaby się jeszcze bardziej, uczestnicy zostaliby na stacji, z której nie prowadziła żadna normalna droga ucieczki.

CIA zdobyła więcej niż dokumenty

Przechwycone materiały wskazywały, że ZSRR prowadził zaawansowane badania nad Arktyką, oceanografią i wykrywaniem okrętów podwodnych. Amerykanie uznali, że przeciwnik miał w tej dziedzinie większe doświadczenie, niż wcześniej szacowali. Trudno dziś jednak dokładnie ustalić, jak duży wpływ zdobyte dane wywarły na późniejsze amerykańskie systemy. Historia jest znana głównie z odtajnionych materiałów CIA, a agencja przedstawia ją zarówno jako sukces wywiadowczy, jak i pokaz możliwości Skyhooka.

Skyhook trafił później do kina. W 1965 roku podobny system uratował Jamesa Bonda w “Operacji Piorun”, a w “Mrocznym Rycerzu” z 2008 roku Lucius Fox przypomina Bruce’owi Wayne’owi, że CIA miała program pozwalający dostać się na pokład samolotu bez jego lądowania. Scenarzyści niczego tu więc nie wymyślili. Jedynie odkurzyli dawną operację wywiadowczą. Finalnie jednak Skyhook stracił znaczenie wraz z rozwojem śmigłowców dalekiego zasięgu i tankowania w powietrzu.

Czytaj też: Pierwszy taki lotniskowiec na świecie. Chiny sprowadziły ostatnią linię obrony pod wodę

Jednocześnie sam pomysł odzyskiwania sprzętu przez lecącą maszynę jednak nie umarł. W 2021 roku DARPA zademonstrowała przechwycenie bezzałogowca X-61 Gremlin przez samolot transportowy C-130. Dron samodzielnie zbliżył się do systemu odbiorczego, połączył z nim i został wciągnięty do ładowni. Technicznie był to zupełnie inny świat, ale logika pozostała znajoma, bo skoro samolot nie może wylądować, odzyskiwany obiekt musi spotkać się z nim w powietrzu.

Źródła: Popular Mechanics, CIA

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.