Wojskowa tajemnica Chin rozwiązana. Co tak naprawdę widzieliśmy do tej pory?

Z perspektywy uważnego obserwatora cały chiński przemysł wojskowy jest dosyć irytujący, bo zbyt często sprowadza się do niewyraźnych zdjęć, spekulacji i domysłów. Efekt? Często dostajemy “dowody” na coś potencjalnie niesamowitego, co w praktyce okazuje się niczym specjalnie imponującym. Przykład? Do tej pory myśleliśmy, że Chiny ukrywają nowy myśliwiec, ale prawda okazała się dużo dziwniejsza i sam wielokrotnie łapałem się na tym przy temacie J-36.
Wojskowa tajemnica Chin rozwiązana. Co tak naprawdę widzieliśmy do tej pory?

Jeszcze niedawno samoloty szóstej generacji były bardziej zbiorem renderów i obietnic niż czymś, co rzeczywiście lata, a tymczasem kolejne prototypy chińskiego J-36 regularnie pojawiają się już przed obiektywami. Dlatego kiedy na chińskich lotniskach zaczęły pojawiać się dziwne kształty przypominające myśliwce stealth, to z automatu trudno było po prostu wzruszyć ramionami. Teraz przynajmniej w jednym przypadku wiemy już, na co tak naprawdę patrzyliśmy i wbrew pozorom, komplikuje to sprawę bardziej niż mogłoby się wydawać.

Tajemnicze “myśliwce” pojawiały się w Chinach od lat

Wróćmy do samego początku. Historia zaczęła robić się ciekawa w 2022 roku, kiedy zdjęcia satelitarne bazy lotniczej Lintao przedstawiły nietypowe obiekty przypominające z góry uproszczone myśliwce J-20. Nie wyglądały one identycznie jak operacyjne samoloty bojowe, ale miały na tyle lotnicze proporcje, że nietrudno było zacząć zastanawiać się nad pełnowymiarowymi makietami, wabikami albo elementami jakiegoś nieujawnionego programu.

Czytaj też: Chiny rozwiązały największy problem elektrowni wiatrowych. Sęk w tym, że muszą latać

Trzy lata później podobnie zrobiło się przy Jining Qufu Airport. Tam z kolei świat dostrzegł kolejny dziwny “samolot”, choć jego geometria różniła się od konstrukcji obecnych niegdyś w Lintao. Miał zmodyfikowane skrzydło delta o nieco romboidalnym obrysie, przednie powierzchnie sterowe i dwa pionowe stateczniki. Innymi słowy, dzierżyły wystarczająco dużo elementów J-20, żeby pobudzić wyobraźnię, ale również wystarczająco dużo różnic, żeby nie można było nazwać go z pełną świadomością po prostu makietą konkretnego myśliwca.

Teraz jednak pojawiły się zdjęcia wykonane z poziomu ziemi i zagadka tego konkretnego obiektu w zasadzie przestała być zagadką.

Nie nowy myśliwiec, a sprzęt przeznaczony do podpalania

Na nowych fotografiach wokół konstrukcji, które wedle wcześniejszych analiz zdjęć satelitarnych miały być samolotami, możemy zobaczyć pracujących strażaków, którzy polewają makiety wodą podczas ćwiczeń przeciwpożarowych. Wszystko wskazuje więc na to, że obiekt widziany wcześniej w Jining był niczym innym, jak pełnowymiarowym trenażerem przeznaczonym do symulowania pożaru samolotu. Co ciekawe, widoczna z bliska kabina przypomina nawet bardziej nowszego J-35 niż J-20, ale właśnie tutaj kryje się najciekawsza część całej historii.

Trenażer strażacki wcale nie musi być wierną kopią istniejącej maszyny. Ma przede wszystkim zapewnić ratownikom mniej więcej odpowiedni układ skrzydeł, kadłuba, silników czy kabiny oraz możliwość wielokrotnego rozgrywania konkretnych scenariuszy pożarowych. Takie konstrukcje są normalnym elementem infrastruktury wojskowej również w innych krajach. Amerykańska marynarka korzysta chociażby z mobilnych makiet potrafiących generować ogień i dym wewnątrz konstrukcji, aby ćwiczyć gaszenie pożarów charakterystycznych dla wypadków lotniczych.

Czytaj też: To może być koniec samolotów, jakie znamy. Chiny wsadzą pasażerów do skrzydeł

Dlatego właśnie chiński trenażer może wyglądać trochę jak J-20, trochę jak J-35 i trochę jak samolot, który nigdy nie istniał. Nie musi latać, bo ma tylko się palić w odpowiedni sposób.

Tajemnica została rozwiązana tylko częściowo

Chociaż obiekt z Jining pasuje do nowo sfotografowanego trenażera bardzo dobrze, to konstrukcje uchwycone w Lintao w 2022 roku wyglądały już zupełnie inaczej. Miały inne skrzydła oraz wyraźnie dłuższe i smuklejsze sekcje nosowe. Analitycy słusznie więc zaznaczają, że te starsze obiekty nadal mogły mieć inne przeznaczenie, bo np. być podobnymi pomocami treningowymi albo pełnowymiarowymi makietami wykorzystywanymi do prób infrastruktury.

Nawet mogły pełnić funkcję wabików, które z powietrza lub na zdjęciach satelitarnych mają przypominać prawdziwy sprzęt. Na tym etapie po prostu tego nie wiemy i mam wrażenie, że właśnie ta niepewność jest w całej sprawie ważniejsza niż samo rozwiązanie zagadki z Jining. Chińskie lotnictwo rozwija się bowiem obecnie tak szybko, że rozsądną hipotezę o “zwykłej makiecie” coraz trudniej automatycznie uznać za najbardziej prawdopodobną.

Chińskie lotnictwo potrzebuje coraz więcej “fałszywych samolotów”

Według analizy Andreasa Rupprechta do połowy 2026 roku Chiny mogły odebrać już około 500 egzemplarzy myśliwców J-20, rozmieszczonych w 14 jednostkach liniowych oraz trzech bazach testowo-szkoleniowych. RUSI jeszcze na początku tego roku oceniało, że pod koniec 2025 roku produkcja J-20A i dwumiejscowych J-20S mogła dojść do około 120 maszyn rocznie. Przy utrzymaniu takiego tempa flota wszystkich wariantów J-20 może zbliżyć się do 1000 samolotów około 2030 roku. Jeszcze w 2020 roku RUSI szacowało chińską flotę tych myśliwców na zaledwie około 50 egzemplarzy.

Chiński myśliwiec J-20
Chiński myśliwiec J-20

Czytaj też: Już nie jeden cel, a całe pole bitwy. Chiny mają artylerię przyszłości rodem z koszmarów

Dziesięciokrotny wzrost w ciągu dekady oznacza nie tylko więcej pilotów. Potrzeba również kolejnych techników, hangarów, części, baz, zespołów ratowniczych i ludzi wyszkolonych do reagowania na katastrofy maszyn kosztujących fortunę. Z tej perspektywy pojawianie się trenażerów odwzorowujących nowoczesne myśliwce jest wręcz naturalnym następstwem rozbudowy całego systemu.

Najciekawsze jest to, że następnym razem znów możemy się pomylić

Jeszcze kilka lat temu zobaczenie dziwnego bezogonowego samolotu na terytorium Chin mogłoby zostać zbyte jako widok makiety albo po prostu byle błędna interpretacja zdjęcia. Dziś wiemy, że Chiny rzeczywiście testują J-36, rozwijają drugi nowoczesny myśliwiec określany jako J-XDS/J-50, pracują nad bezzałogowymi latającymi skrzydłami i jednocześnie bardzo szybko rozbudowują flotę J-20. Zresztą sam J-36 już wcześniej wymykał się prostemu podziałowi na myśliwiec i bombowiec.

Pierwszy zauważony egzemplarz J-36

Dlatego ta historia jest dla mnie przewrotna, bo przez lata patrzyliśmy na dziwny kształt i zastanawialiśmy się, czy Chiny przypadkiem nie pokazały nam kolejnej maszyny przyszłości. Tym razem odpowiedź okazała się znacznie bardziej przyziemna, bo po prostu oglądaliśmy sprzęt, którego jednym z podstawowych zadań jest dać się podpalić strażakom. Tyle że jednocześnie sam fakt, że taka pomyłka brzmiała całkowicie wiarygodnie, mówi sporo o miejscu, w którym znalazło się dziś chińskie lotnictwo. Dziś po prostu nie możemy mieć już pewności nawet do pozornych oczywistości.

Źródła: The War Zone#1, The War Zone#2, RUSI

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.