Wydaje się jednak, że w końcu Google naprawił problemy i nareszcie użytkownicy mogą cieszyć się narzędziami, na które czekali od lat. Miejmy tylko nadzieję, że tym razem nic przypadkowo nie zacznie znikać.
Niby drobna funkcja, a problemów było z nią sporo
Waze, też należący do Google’a, dysponował wbudowanym cyfrowym prędkościomierzem oraz wskaźnikiem obowiązujących ograniczeń prędkości od ponad dekady – i to na długo zanim sam koncern Google przejął nad nim kontrolę. Cięzko więc powiedzieć, dlaczego na przestrzeni tych lat firma nie zdecydowała się przenieść tej funkcjonalności do swojej głównej aplikacji. Użytkownicy Map Google musieli uzbroić się w ogromne pokłady cierpliwości, by doczekać się tych udogodnień, a kiedy w końcu się pojawiły, szybko okazało się to problematyczne.
Na początku września na forach internetowych pojawiły się dziwne doniesienia od kierowców z całego świata, którzy zaczęli masowo zgłaszać, że nowo wprowadzone wskaźniki po prostu zniknęły z ich samochodowych ekranów. Szybko wyszło na jaw, że nie był to awaria serwerów ani ciche wycofanie aktualizacji przez producenta.
Czytaj też: Samsung idzie w ślady Apple’a. Galaxy S26 mogą podrożeć
Okazało się bowiem, że system został zaprojektowany w taki sposób, by prędkościomierz i towarzyszące mu oznaczenia drogowe wyświetlały się wyłącznie wtedy, gdy użytkownik miał aktywną trasy i wyznaczony konkretny cel podróży. W chwili, gdy uruchamialiśmy Mapy Google w trybie samoczynnego podglądu – na przykład podczas codziennego powrotu z pracy do domu dobrze znanymi ulicami – ekran stawał się całkowicie jałowy i wyprany z tych przydatnych informacji.
Wywołało to niemałe zamieszanie. Zmuszanie kierowców do wpisywania docelowego adresu za każdym razem, gdy chcieli jedynie kontrolować swoją aktualną prędkość i obowiązujący limit, zdecydowanie nie było wygodne. Na szczęście inżynierowie z Mountain View poszli po rozum do głowy i postanowili ostatecznie rozwiązać ten kłopot.
Podgląd prędkości zawsze pod ręką – bez konieczności planowania trasy
Jak przekazał Mishaal Rahman, system Android Auto przechodzi właśnie istotną modyfikację, która uwalnia prędkościomierz od przymusu planowania trasy. Od teraz cyfrowy wskaźnik prędkości pojazdu, ikonka z obowiązującym na danym odcinku limitem, a także wizualne powiadomienia o zbliżających się światłach czy znakach STOP będą widoczne na ekranie głównym zawsze wtedy, gdy aplikacja pozostaje włączona.
Czytaj też: Rewolucji jednak nie będzie. Galaxy S27 Ultra pozostanie przy 5-krotnym przybliżeniu optycznym
Nie ma już żadnego znaczenia, czy jedziemy z ustawioną nawigacją, czy po prostu przemieszczamy się po doskonale znanej, krótkiej trasie. Zmiana ta ogromnie podnosi komfort codziennego użytkowania systemu i pozwala lepiej skupić się na obserwowaniu drogi. Warto jednak pamiętać, że proces wdrażania tej nowości odbywa się etapami po stronie serwerów Google. Oznacza to, że funkcja trafia do poszczególnych użytkowników falowo i nie u każdego może być widoczna od pierwszego dnia.
Jak poprawnie włączyć prędkościomierz w swoim telefonie?
By mieć pewność, że nowość do nas trafi, warto zajrzeć do sklepu z aplikacjami i sprawdzić, czy zarówno Mapy Google, jak i sam system Android Auto zostały zaktualizowane do najnowszych dostępnych wersji. Z doniesień użytkowników wynika, że pełna obsługa bezobsługowego prędkościomierza pojawia się bez przeszkód w wydaniu Android Auto oznaczonym numerem 17.6 oraz w aplikacji Mapy Google od wersji 26.36.
Czytaj też: iOS już ma tę funkcję, teraz czas na Androida. W końcu!
Samo włączenie wskaźników jest niezwykle proste i nie wymaga szukania skomplikowanych opcji w menu samochodu. Całą procedurę przeprowadzamy bezpośrednio na smartfonie przed podłączeniem go do pojazdu. Wystarczy otworzyć Mapy, stuknąć w ikonę swojego profilu i z rozwijanej listy wybrać Ustawienia. Tam szukamy sekcji Ustawienia nawigacji, przechodzimy do menu Opcje jazdy i właśnie w tym miejscu czekają na nas przełączniki Ograniczenie prędkości oraz Prędkościomierz. Wystarczy przesunąć oba suwaki w pozycję aktywną.
Źródło: Android Police
