Długo wyczekiwana funkcja w Mapach Google na Android Auto znika i powraca. O co chodzi?

Google ma czasem tendencję do omijania najprostszych ulepszeń, na które użytkownicy czekają latami. Jednymi z takich drobiazgów są cyfrowy prędkościomierz i czytelni wskaźnik ograniczeń prędkości. Chociaż są one w Mapach Google, zarówno w wersji na smartfonach, jak i Apple CarPlay, to jakimś cudem nie znajdziemy ich na Android Auto. Okej, może nie tak do końca, bo funkcja ostatnio zaczęła się tam pojawiać. Jednak użytkownikom nie przyszło długo się z niej cieszyć.
Długo wyczekiwana funkcja w Mapach Google na Android Auto znika i powraca. O co chodzi?

Nowość trafiła do testów jeszcze w lipcu. Użytkownicy zaczęli zgłaszać, że upragniony wskaźnik prędkości nagle zaczął pojawiać się na ekranach… by po kilku dniach bezczelnie zniknąć. A potem znów się pojawiła… i znów zniknęła.

Testowy chaos w wykonaniu Google’a

Obecna sytuacja wokół Map Google w Android Auto przypomina małą loterię. Część kierowców widzi prędkościomierz na swoim panelu centralnym, inni nie mają do niego dostępu w ogóle. Co ciekawe, brak tu jakiejkolwiek logicznej reguły. Funkcja pojawia się u osób, które wcale nie zapisywały się do testów, podczas gdy niektórzy użytkownicy wydań beta zmagają się z jej nagłym wycofaniem. Nawet kierowcy testujący system w Wielkiej Brytanii zauważają, że obecność wskaźnika zależy od bardzo specyficznych kombinacji wersji samej aplikacji Map oraz wydania systemu Android Auto. Innymi słowy – nie szukajcie tu żadnej logiki, bo jej ewidentnie brak.

Część zniecierpliwionych kierowców jako alternatywę proponuje przesiadkę na Waze, ale tam również nie wszystko działa idealnie. W tym popularnym programie wskaźnik prędkości potrafi zostać po prostu zasłonięty przez inne elementy interfejsu, jeśli nasz ekran w aucie ma nieco mniejszy rozmiar.

Czytaj też: Brak zasięgu na szlaku to już przeszłość. MeowGo G50 Max łączy sieć 5G z łącznością satelitarną

O co więc tu chodzi? Jedną z przyczyn tych zawirowań może być zwykły brak miejsca na wyświetlaczu. Współczesna nawigacja musi zmieścić podstawową mapę, wskaźniki najbliższych manewrów, przewidywany czas przyjazdu, informacje o natężeniu ruchu oraz przyciski sterowania mediami. O ile w autach z gigantycznymi ekranami przypominającymi te z Tesli nie ma z tym problemu, o tyle na standardowych wyświetlaczach upchnięcie kolejnego wskaźnika staje się dla projektantów ogromnym wyzwaniem. W dodatku nadal mówimy tu o wersji testowej, a ta może zawierać błędy.

Czy wbudowany prędkościomierz naprawdę jest nam aż tak potrzebny?

Gdy spojrzymy na całą sprawę chłodnym okiem, warto zadać sobie pytanie, czy sam wskaźnik aktualnej prędkości na ekranie nawigacji jest nam na tyle potrzebny, żeby to znosić? W końcu w samochodzie też go mamy. Ta funkcja nie ma na celu danie czegoś nowego, a umieszczenie wszystkich potrzebnych wskaźników w jednym miejscu, by ograniczać nasze rozpraszanie. Skakanie wzrokiem od jednego miejsca, do drugiego, a w międzyczasie skupianie się na drodze to prosty sposób na utratę koncentracji.

Czytaj też: Czekasz na kolejny smartwatch Garmina? Zamiast niego może pojawić się coś niespodzianka

Można też korzystać po prostu s prędkościomierza w aplikacji nawigacyjnej i problem z głowy? Też nie do końca, bo prędkościomierze w takich programach zawsze działają z lekkim opóźnieniem. Bazują one na sygnale GPS i przeliczaniu przesunięcia satelitarnego, podczas gdy tradycyjny prędkościomierz w samochodzie pobiera dane bezpośrednio z obrotu kół. Z tego powodu wartości na ekranie Map często różnią się od tego, co pokazuje licznik w aucie, reagując na hamowanie czy przyspieszanie z wyraźną zwłoką.

Z kolei informacje o obowiązujących ograniczeniach prędkościach potrafią być prawdziwym błogosławieństwe. Wprawdzie nowoczesne auta potrafią czytać znaki lub korzystać z wbudowanych fabrycznie baz danych, ale te pokładowe systemy bywają nieaktualne i często ignorują tymczasowe remonty czy niedawne zmiany organizacji ruchu. Starsze lub gorzej wyposażone samochody są tych funkcji całkowicie pozbawione. Właśnie w takich sytuacjach aktualna informacja o limicie prędkości zaszyta w Mapach Google potrafi uratować nas przed mandatem i niepotrzebnym stresem.

Czytaj też: Czas na aktualizację lub zmianę sprzętu. Te wersje Androida i iOS stracą dostęp do WhatsAppa

Pozostaje mieć nadzieję, że Google w końcu opanuje ten organizacyjny chaos i po kolejnych tygodniach testów wskaźnik ograniczeń oraz prędkości zagości na ekranach wszystkich kierowców już na stałe, bez przykrych niespodzianek.

Źródło: Reddit

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.