Jeszcze kilka lat temu typowy elektryczny rower dawało się rozpoznać praktycznie z drugiego końca ulicy. Gruba dolna rura, potężny silnik przy korbie i masa, która skutecznie przypominała o obecności akumulatora za każdym razem, kiedy trzeba było wnieść sprzęt po schodach. Sam przyzwyczaiłem się już do tego, że elektryfikacja oznacza kilka dodatkowych kilogramów i większą komplikację konstrukcji. Taki po prostu był rachunek za wspomaganie, ale nowy Trek Domane+ SL pokazuje, że po prostu można inaczej.

Siedem lat wystarczyło, żeby zgubić około sześciu kilogramów
Pierwszy elektryczny Domane+ z 2019 roku korzystał z napędu Bosch Performance Cruise, wymiennego akumulatora o pojemności 500 Wh i ważył nieco ponad 17 kg. Wtedy był to bardzo przyzwoity rezultat, ale oto dziś topowy Domane+ SL 9 AXS schodzi do wspomnianych 11,11 kg w rozmiarze ML, choć oczywiście trzeba jednocześnie uważać z tą liczbą. Nie każdy Domane+ SL waży bowiem 11,1 kg, bo wiele zależy od konfiguracji.


Najciekawsze jest jednak to, w jaki sposób Trek osiągnął taką masę, bo producent nie znalazł naturalnie jakiegoś magicznego materiału. Zamiast tego zaczął usuwać rzeczy, które jeszcze kilka lat temu uchodziły za przewagę technologiczną. Dlatego też nowy Domane+ SL nie korzysta już z systemu IsoSpeed, który pozwalał ramie pochłaniać część drgań i poprawiał komfort na nierównej nawierzchni. Jeszcze niedawno takie rozwiązanie było jednym z wyróżników Domane, więc jego usunięcie może wyglądać jak krok wstecz, ale problem w tym, że zmieniły się same rowery szosowe.
Czytaj też: Giganci mają się czego bać. Nowy silnik rowerowy intryguje możliwościami


Domane+ SL wyjeżdża fabrycznie na oponach o szerokości 35 mm, a rama pozwala zastosować nawet 40 mm. Przy odpowiednio niższym ciśnieniu taki zestaw sam w sobie pochłania sporą część drobnych nierówności. Do tego dochodzi nowa karbonowa sztyca zaprojektowana tak, aby pracować pionowo i zwiększać niwelację drgań oraz kierownica z 20-mm wzniosem, która pozwala przyjąć nieco wygodniejszą pozycję.
40 Nm i wybór między wagą a zasięgiem
Jeszcze ciekawszy jest napęd. W innym modelu, który opisywałem, a więc w Trek Allant+ FS mamy kierunek typowy dla dużych elektrycznych rowerów turystycznych, czyli potężny napęd, akumulator 800 Wh i ogromny zasięg. Domane+ SL robi praktycznie wszystko odwrotnie. Trek zrezygnował bowiem z TQ HPR60 na rzecz HPR40. Sam silnik waży zaledwie 1170 gramów, oferuje 40 Nm momentu obrotowego i do 200 W wspomagania.
Czytaj też: Rowery tyją w oponach, żeby jeździć szybciej. Factor Elara pokazuje nową modę wśród graveli

Trek pozwala dodatkowo zwiększyć w aplikacji współczynnik wspomagania nawet do 200 procent. Nie sprawia to jednak, że silnik magicznie staje się mocniejszy. Przy takim ustawieniu 100 watów generowanych przez rowerzystę może skłonić napęd do dorzucenia 200 W, ale nadal obowiązuje jego limit mocy.

Z kolei standardowy akumulator ma 360 Wh i według Treka pozwala przejechać maksymalnie około 110 km. W ramach Project One dla SL 7 i SL 9 można jednak zamówić akumulator o pojemności 580 Wh, zwiększający deklarowany zasięg do około 185 km. Cena jest oczywista – większy akumulator dokłada około 650 gramów. Można też zastosować range extender TQ o pojemności 160 Wh i masie około 950 gramów.
Elektryczny rower zaczyna znikać
Tanio oczywiście nie jest. Europejskie ceny wynoszą 5949 euro za Domane+ SL 6 AXS, 7499 euro za SL 7 AXS oraz 8999 euro za SL 9 AXS. Przy obecnym kursie daje to w przybliżeniu odpowiednio 25,8, 32,6 i 39,1 tysięcy zł. Polskie oferty na wskazują zaś topowego SL 9 AXS za 38999 zł, więc trudno przedstawiać Domane+ SL jako elektryczną rewolucję dla każdego. Ten rower jest absurdalnie drogi i w zakresie napędu elektrycznego nawet słabszy od wielu znacznie tańszych e-bike. Jednocześnie właśnie dlatego wydaje mi się tak interesujący.


Czytaj też: 25499 zł za rower? Trek tłumaczy, za co każe tyle płacić
Przyszłość e-bike nie musi bowiem polegać na dokładaniu coraz większych akumulatorów i coraz mocniejszych silników. Być może prawdziwym końcem tej technologicznej ewolucji będzie moment, w którym spojrzymy na elektryczną szosę i przestaniemy być w stanie powiedzieć, że w ogóle jest elektryczna. Przy masie 11,1 kg jesteśmy już zaskakująco blisko tego punktu.
Źródła: Trek Domane+ SL Gen 5, TQ HPR40

