Test Snowsky Echo Nano. Przekonałem się na własnej skórze, czy odtwarzacze MP3 mają sens

FiiO ponownie puszcza oczko do fanów starszej technologii. Ich submarka Snowsky regularnie prezentuje nowe MP4, walkmany, discmany i wiele innych gadżetów, które są technologią jutra w skórze urządzeń minionej epoki. Wraz z premierą Echo Nano odwiedzili czasy niewielkich MP3 , z okresu kiedy każdy marzył o iPodzie, lecz z radością brano, co było dostępne.
Test Snowsky Echo Nano. Przekonałem się na własnej skórze, czy odtwarzacze MP3 mają sens

Snowsky Echo Nano dołącza do swojego starszego rodzeństwa linii Echo, sprawiając, że już chyba producent wyczerpał możliwości kolejnego pomniejszenia odtwarzacza, chyba że po prostu dość bezczelnie skopiuje iPoda Shuffle (niewielki klips). Nowa empetrójka Snowsky, dostała ode mnie naprawdę dużo czasu, praktycznie od miesiąca nie opuszcza mojego boku (w nocy również wybrzmiewają soundtracki) i nawet podczas pisania tych słów, przygrywają mi utwory właśnie z niej.

Chciałem naprawdę dokładnie sprawdzić, czy mój początkowy entuzjazm minie tak szybko, jak się wypali magia nostalgii za czasami podstawówki i gimnazjum, kiedy to wielu z nas – millenialsów – posiadało bardzo podobne urządzenia z mocarnymi 256 lub 512 MB miejsca. Mogę zdradzić, że magia tamtych czasów jest naprawdę żywa i aż się nie mogłem powstrzymać, żeby nie sięgnąć po cyfrowy aparat kompaktowy z 2004 roku i właśnie nim uchwycić czar Snowsky Echo Nano. Dlatego proszę, żeby się nikt nie zdziwił, to nie jakość zdjęć na Chip.pl, ani buforowanie waszego internetu, to po prostu 3,2 megapiksele w całej swojej glorii i chwale Canona PowerShota A510 z 2004 roku.

Snowsky Echo Nano to empetrójka z 2026 roku w odpowiedzi na coraz większe zainteresowanie generacji Z i Alpha, ale…

…to nie znaczy, że starsze pokolenia będą potrafiły się oprzeć jej nostalgicznej aurze.

Obserwujemy wzrost zainteresowania technologią sprzed trzech dekad i początku lat 2000. co sprawia, że producenci są skłonni sprawdzić, czy może jest na czym zarobić. Taką drogę obrało FiiO ze swoją submarką Snowksy w ramach której tworzą odtwarzacze z innej epoki. W moje ręce wpadł najnowszy przedstawiciel linii MP3/Mp4 Echo Nano, który swoją ergonomią zabiera w podróż w czasie. Zarówno fani urządzeń dedykowanych muzyce na Reddicie, jak i ja sam, już od jakiegoś czasu mieliśmy swoje oczy na tym produkcie. Chciałem się na własnej skórze przekonać, czy można zrezygnować ze streamingu.

Echo Nano już od pierwszej wzmianki przyciągała uwagę. Empetrójka wygląda na urządzenie solidne i przemyślane, ale przede wszystkim drobne. Domysły znalazły potwierdzenie w rzeczywistości. Ma zaledwie 8 centymetrów długości i waży około 34 gramów, zaś obudowa jest wykonana ze stopu magnezowo-aluminiowego. Dzięki temu z przyjemnością się ją nosi zapiętą na szlufce przy pasku (zamiast AirPodsów), zawieszoną na szyi, czy po prostu w kieszeni.

Czytaj też: FiiO Level 1 chce uratować stare kolumny. I może mu się to udać

Co więcej, od razu ukazano całą gamę fantastycznych, luźnych kolorów (od niebieskiego, przez różowy po czarny) i wyjątkowy akcent w postaci analogowej zębatki, która służy do zmiany głośności, poruszania po menu oraz już w praktyce, jest po prostu też fajnym narzędzie do zabawy, gdy kogoś stymuluje za wiele bodźców. Poza tym ma wbudowanych bardzo old schoolowo jedynie 256 MB, na szczęście z możliwością rozszerzenia pamięci do maksymalnie 256 GB przy pomocy karty microSD i wierzcie mi, to jest naprawdę, NAPRAWDĘ wiele albumów w MP3.

Echo Nano oferuje jednak więcej niż tylko odtwarzanie MP3, obok tego są jeszcze OGG, M4A i WMA, a także DSD64/128/256 oraz WAV, FLAC i APE wspierające 24bit/192khz. Zatem dosłownie można szaleć na całego i śmiało zgrywać bezstratnie swoją kolekcję płyt i cieszyć się nią w formie innej niż na discmanie! I wszystko brzmi pięknie, ale niestety szybko się przekonałem, że nie jest tak idealne, jak brzmi.

Współczesne możliwości w obliczu starych ograniczeń

Do konwertowania mojej kolekcji albumów używałem po prostu aplikacji Apple Music (dawniej iTunes, a dzisiaj kombajn do zgrywania muzyki, streamingu i obsługi iPoda) na Mac Mini, która działała idealnie. Dzięki czemu sprawnie zamieniałem płytę za płytą w bezstratne WAV, a także kupiłem sobie kilka albumów na portalu Bandcamp. W końcu nadarzyła się okazja, żeby wesprzeć ulubionych, niezależnych artystów, których do tej pory słuchałem na YouTube lub Apple Music.

Pierwszy problem, który napotkałem, stanął na drodze do zanurzenia się w muzyce. Echo Nano używa starej technologii, aż za bardzo jest jak dawniej, więc kartę pamięci można wyłącznie sformatować do FAT, NTSC już nie widzi. Oznacza to, że niestety nie ma ani playlist, a dodatkowo pliki muszą mieć uporządkowane tagi (świetnie się tu sprawdza odtwarzacz Apple) lub trzeba pamiętać, że kolejność jest według wsadzania plików, nie według nazwy. Po tych wszystkich latach o tym zapomniałem i miałem niemiłą niespodziankę zaczynają Linkin Park Hybrid Theory od utworu numer 8.

Snowsky Echo Nano to urządzenie, które potrafi za dużo i to jego największy minus

Początkowo także pobierałem zakupione albumy oraz zgrywałem z fizycznych płyt w bezstratnym formacie. Oczywiście są to potężne pliki często mające tworzące zbiory potrzebujące nawet około 1 GB na album, ale sama myśl słuchania wszystkiego w takiej jakości była zbyt kusząca, aby ją przegapić. Z radością podłączyłem słuchawki nauszne, żeby się całkowicie otoczyć muzyką i wsłuchać w jakość muzyki mi wcześniej nieznaną.

Myślę, że mam dobry słuch, a także lata nauki gry na różnych instrumentach sprawiły, że często się wsłuchiwałem w kompozycje wyłuskując poszczególne partie orkiestry. Niemniej, i tak zaskoczyło mnie jak wiele dodatkowych warstw się pojawiło podczas odtwarzania znanych mi albumów, lecz do tej pory słuchanych jedynie przez Bluetooth w jakości oszczędzającej miejsce na telefonie.

Warto wiedzieć, że Echo Nano służy nie tylko jako odtwarzacz, ale i przenośny DAC, którego można podłączyć do komputera, smartfona czy laptopa. To otwiera możliwość streamowania muzyki i jej odsłuchu w bezstratnym formacie. Trzeba tę opcję odblokować w opcjach aplikacji i pamiętać, że potrzebuje bardzo dużo MB danych.

Niestety w tej empetrójce czeka zaledwie bateria 350 mAh, przez co zabawa w tak wysokiej jakości potrafi trwać zaledwie… 5 godzin. Co jest szalenie komiczne, jeżeli ktoś pamięta lata 2000. i czas pracy na jednej baterii AA. Z tego powodu postanowiłem pragmatycznie i dla atmosfery przerzucić się na format MP3, dzięki czemu zyskałem więcej muzyki (można zmieścić naprawdę, naprawdę wiele utworów w tym formacie) i czasu baterii, chociaż ten nadal był dość żałosny.

Zaledwie 7 godzin możliwości słuchania pozwala na swobodne wyjście na zakupy, spacer czy codzienną podróż do pracy. Dorzuca jednak do obowiązków konieczność pamięci o kolejnym urządzeniu wołającym o ładowanie. To jest bardzo irytujące i w rzeczywistości telefon-smartwatch-słuchawki może być przyczyną zrezygnowania z zakupu. 

Kryzys wywołany przez firmy AI dosięgnął nawet odtwarzacze muzyki

Dodatkowym problemem Echo Nano – jednakże z pewnym “ale!” – jest bardzo niewielka ilość wolnego miejsca na samym urządzeniu. 256 MB jest co najmniej zabawnym żartem, który niestety w kontekście obecnych cen pamięci robi się problemem. Trudno jest w rozsądnej cenie kupić kartę microSD o jakiejkolwiek wielkości, z powodu kryzysu wywołanego przez chciwość właścicieli firm agentów AI, wszyscy muszą teraz oszczędzać swoje największe karty do rzeczy przydatniejszych jak konsole czy aparaty lub smartfony. Strzelam też, że tych parę gigabajtów, aż tak by nie dźwignęło kosztów produkcji.

Jako że obecnie wszystkie karty SD mam rozsiane po ważniejszym sprzęcie, na polu bitwy zostałem z 4 GB i zaskakująco, dzięki temu stwierdziłem, że wcale nie potrzebują Spotify. Od miesiąca w ogóle nie włączyłem streamingu, cały czas ograniczając się do empetrójki. Spieszę wyjaśnić o co chodzi.

Snowsky Echo Nano zmienia podejście do słuchania muzyki

Dzięki ograniczeniom, musiałem jak za starych czasów przysiąść i dokładnie wybrać czego właściwie chcę na swojej empetrójce. Dzięki temu, poczułem się dokładnie tak jak dawniej i przyznam, że było to szokująco miłe uczucie, gdyż wybór muzyki przestał być przyzwyczajeniem czy bezmyślnym stuknięciem na liście pierwszego, lepszego z dodanych ostatnio albumów. Teraz to był akt przepełniony intencjonalnością.

Najpierw zadziałałem bez ładu i składu, po prostu przekonwertowałem płyty CD z mojej kolekcji i chociaż było w tym dużo frajdy i nawet przez kolejne dwa dni przyjemnie mi się słuchało (nowy album Olivii Rodrigo, która nagrała go inspirowana nowo falowymi zespołami lat 80.-90., na urządzeniu rodem z 2004 roku, tworzy szaloną mieszankę) tego, co stworzyłem, lecz prędko odczułem wiele braków. Echo Nano zabiera mnie w przeszłość, ale muzykę nagrałem jak na Spotify.

Czytaj też: Klawiatura mechaniczna zapewniająca doskonałą jakość dźwięku? Poznaj Fiio KB3 HiFi

Sformatowałem kartę i zacząłem od nowa, tym razem zmieniając całkowicie podejście. Skupiłem się, żeby wcielić się w nastoletniego stratega-dja z lat 2000. Potrzeba było połączyć nastrój z pragmatyzmem. Dobrać coś do słuchania podczas zapadania w sen, do transportu miejskiego, do kręcenia po domu, do pracy i na melancholię. Ograniczenia, które niegdyś były uciążliwe, w obecnych czasach przesytu możliwościami, sprawiły że bezosobowość platform streamingowych została zastąpiona niewielkim urządzeniem, któremu poświęciłem czas, żeby móc samemu czerpać z niego najwięcej frajdy.

Czy warto kupić nową empetrójkę FiiO?

Snowsky Echo Nano kosztuje obecnie około 319 złotych, co sprawia, że nie jest to wydatek, na który pozwalamy sobie od tak. W zamian otrzymuje się urządzenie, które jest wykonane bardzo solidnie, co udowodniło przez tygodnie używania w praktyce, że nie jest tylko wrażeniem, lecz faktem. Ani obudowa, ani OLEDowy ekranik nie mają rysek. Pozawala także na odtwarzanie muzyki w wysokiej jakości, o czym świadczy certyfikat Hi-Res Audio oraz moje własne doświadczenia. Na papierze Echo Nano ma wszystko czego potrzeba, aby usprawiedliwić taki zakup.

Niestety czas działania baterii szacowany na około 7 godzin słuchania MP3, czyli po pozbawieniu siebie tych wszystkich wyróżników usprawiedliwiających cenę, jest sporym problemem. Do tego warto dorzucić żałosną instrukcję, która nie odpowiada na wiele pytań (pierwsze starcie z formatem FAT dla osób, którego go nie doświadczyły w latach 2000. będzie brutalne i bez Reddita się nie obejdzie), a na dodatek, QR do działu pomocy prowadzi do forum, gdzie instrukcje są po chińsku.

Empetrójka Echo Nano nie ma też sama w sobie dużo miejsca, wręcz nazwijmy rzeczy po imieniu, 256 MB to brak miejsca. Konieczne jest jeszcze kupienie słuchawek oraz albumów cyfrowych lub CD, co akurat samo w sobie może być przyjemnością, ale utrudnia wyjaśnienie, czemu tak ograniczone technologicznie urządzenie w 2026 roku kosztuje 319 złotych. Z tego powodu raczej nie można z czystym sumieniem polecić zakupu.

To jest skomplikowana miłość do Snowsky Echo Nano

Ale… To nie oznacza, że jednocześnie nie jest warto go kupić. Wszystko zależy od tego, czego szukamy. Mój test pokazał mi, że dla wyzwolenia się od streamingu, który jest pułapką uzależniającą nas od decyzji korporacji. Muzyka, którą nagrywam jest moja, nikt mi nagle nie wyłączy do niej dostępu, nikt mi w trakcie nie zmieni kompozycji albumu, ani nie podmieni utworów, które się w nim znajdują.

Jest to też doświadczenie na wskroś intymne. Mam płytę Prodigy, która towarzyszy mi od jej premiery w 1997 roku. Należała oczywiście do mojego taty, którą w latach nastoletnich stale podbierałem i niestety trochę ją zaorałem. Jej rysa nie przepuszcza pierwszego utworu dalej i to na żadnym odtwarzaczu CD, mój discman sobie z nią nie radzi. Udało się ją jednak zgrać, przenośna stacja CD-ROM poradziła sobie i zamieniła pierwszy utwór w MP3/FLAC z wyraźnym zniekształceniem muzyki na 30 sekund przed końcem pierwszej piosenki. Dzięki temu, nikt nie ma takiej płyty jak ja. Za to moja empetrójka Echo Nano już tak.

Z tego powodu jest to zakup bardzo świadomy, tworzący skomplikowaną relację przyjemności i ograniczeń. Ma potencjał przynieść radość usprawiedliwiającą zapłacenie ceny sugerowanej przez producenta Snowsky Echo Nano. Wymaga jednak przyjęcia z otwartymi ramionami menu, które utknęło w 2004 roku. Godzin spędzonych nad tworzeniem kompozycji. Formatu FAT i krótko działającej baterii oraz przeklętego kabla. W zamian obiecuje doświadczenie spersonalizowane, osobiste oraz stylowe. Ja to pokochałem.

Bartosz GabiśB
Napisane przez

Bartosz Gabiś

Redaktor
Od lat logistyk i project manager, który postanowił w pewnym momencie, że pora zmienić coś w życiu i warto odnowić marzenia z lat szkolnych. Tak zaczęła się moja przygoda z dziennikarstwem, którą udało się połączyć z pasją do technologii, a szczególnie z tą starą jak discmany, walkmany i telefony z klapką. Niestety takie sformułowanie zdania, uświadamia mi własny wiek, ale cóż! Takie jest właśnie życie i to w nim jest najciekawsze.