Te rowery miały umrzeć. Salsa zrobiła z fatbike’a współczesne MTB

W rowerach typu fatbike ogromne opony robiły wrażenie, producenci prześcigali się w kolejnych modelach, a po pewnym czasie uwaga rynku zwyczajnie powędrowała dalej. Gravele stały się bardziej terenowe, elektryczne MTB coraz bardziej zaawansowane, a sam fatbike wrócił do swojej niszy. Dziś patrzę na tę kategorię trochę inaczej i nie tylko przez pryzmat elektryfikacji. Jednak nawet bez niej fatbike wcale nie musiał wygrać walki o masowego klienta, żeby w ogóle przetrwać. Wystarczyło, że dojrzał, a najnowszy Salsa Beargrease jest tego bardzo dobrym przykładem.
Te rowery miały umrzeć. Salsa zrobiła z fatbike’a współczesne MTB

Rower Salsa Beargrease nadal korzysta z absurdalnie szerokich opon, ale jednocześnie dostał geometrię, komponenty oraz rozwiązania, które jeszcze kilkanaście lat temu kojarzylibyśmy raczej z eksperymentalnym MTB przyszłości. Najciekawsze jest więc nie to, że fatbike nadal istnieje, lecz to, czym zdążył się w międzyczasie stać, a stał się czymś ewidentnie unikalnym.

Salsa Beargrease nie jest już tylko rowerem na wielkich oponach

Beargrease pojawił się na rynku już w 2014 roku jako pierwszy fatbike oparty na ramie z włókna węglowego w ofercie firmy Salsa i początkowo był znacznie mocniej związany z lekkim, sportowym podejściem do tej kategorii. Najnowsza generacja na 2026 rok nadal może być szybka, ale producent ewidentnie przestał traktować ją jak rower przeznaczony głównie do ścigania. Najlepiej pokazuje to geometria. Kąt główki ramy zmniejszył się z około 68,6 do 65,6 stopnia, tylne widełki zostały wydłużone z 440 do 446 mm, a baza kół w rozmiarze M wzrosła z około 1129 do 1197 mm. Jednocześnie kąt rury podsiodłowej zwiększył się do 77 stopni.

Czytaj też: Honda wskrzesiła rowerową historię po 20 latach

Same liczby niewiele mówią komuś, kto nie śledzi rozwoju rowerów górskich, ale kierunek jest bardzo czytelny. Beargrease stał się dłuższy, bardziej płaski z przodu i ustawia rowerzystę bardziej centralnie. Dokładnie takie zmiany przez ostatnie lata przechodziły kolejne odmiany MTB, bo poprawiają stabilność na zjazdach i dają więcej pewności przy szybkiej jeździe w trudnym terenie. Mam zresztą wrażenie, że właśnie tutaj widać największą różnicę między dawnym fatbike’em a jego współczesną wersją. Kiedyś największym argumentem były same opony. Dzisiaj ogromne ogumienie jest już tylko jednym z elementów całej konstrukcji.

114 mm opony ma tutaj konkretne zadanie

Nowy Beargrease może jeździć na oponach 27,5 x 4,5 cala, czyli szerokich na około 114 mm. Alternatywnie można zamontować jeszcze większy zestaw 26 x 4,8 cala, a więc ponad 120 mm szerokości. Przy takich liczbach łatwo uznać fatbike za rowerową przesadę, dopóki nie spojrzymy na to, po czym taki sprzęt ma jeździć. Duża objętość pozwala znacząco obniżyć ciśnienie, zwiększyć powierzchnię styku z podłożem i ograniczyć zapadanie się koła w śniegu czy piachu. Właśnie dlatego zwykły rower górski może w pewnym momencie stanąć, podczas gdy fatbike będzie dalej jechał.

Oczywiście 114 mm szerokości nie dostajemy za darmo. Na utwardzonej nawierzchni takie koła są cięższe, generują większe opory i mniej chętnie nabierają prędkości niż klasyczne ogumienie MTB. Tyle że patrzenie na Beargrease przez pryzmat asfaltu trochę mija się z celem. To tak, jakbyśmy oceniali samochód terenowy wyłącznie po tym, jak zachowuje się na autostradzie, ale tak – wprawienie takiego kolosa w ruch do łatwych i przyjemnych zwykle nie należy.

Przy takich wymiarach łatwo wyobrazić sobie ciężkiego kloca, którego trzeba przepychać przez teren siłą nóg. Tymczasem karbonowy Beargrease C Eagle 70 waży około 13,8 kg, a droższy C Eagle 90 schodzi do mniej więcej 13 kg. Jak na rower z tak ogromnym ogumieniem jest to wynik, który moim zdaniem najlepiej pokazuje, jak bardzo rozwinęła się ta kategoria. Jeszcze ciekawiej wygląda karbonowa konstrukcja bazowa, dla której Salsa podaje około 2,5 kg razem z osiami, obejmą, sterami i nieprzyciętą rurą sterową.

Czytaj też: Zamiast spawania wybrali klej. Ten rower elektryczny waży mniej niż tytanowy Brompton

Salsa dodatkowo mocno rozbudowała możliwości wyprawowe, które akcentują dodatkowo przeznaczenie tego modelu. Rama dostała mocowania pod torby, bidony, bagażnik i dodatkowy ekwipunek na widelcu. Jest standard SRAM UDH oraz możliwość zamontowania regulowanej sztycy. W rezultacie Beargrease jest bliżej do wyspecjalizowanej maszyny wyprawowej, która ma dojechać tam, gdzie kończy się komfort typowego MTB. Jeszcze lepiej zmianę tej kategorii pokazują nowe obręcze 45NRTH Levitas. Wariant 27,5 cala ma aż 76 mm szerokości wewnętrznej, a mimo tego waży 660 gramów. Model 26-calowy jest szerszy i cięższy, ale nadal zatrzymuje się na 680 gramach.

Fatbike przyszłości jest drogi, ale przestał być prymitywny

Nowy Beargrease startuje od 1999 dolarów, czyli około 7600 zł w prostym przeliczeniu. Najdroższa karbonowa konfiguracja GX AXS kosztuje już 5999 dolarów, a więc około 22800 zł. Sam karbonowy zestaw ramy i widelca kosztuje tyle, co podstawowy kompletny rower. Trudno więc tu mówić o sprzęcie dla każdego i chyba właśnie dlatego nie spodziewam się wielkiego powrotu mody na fatbike’i.

Czytaj też: Dotykowy ekran, automatyczne biegi i Apple Watch. Avinox rozbudowuje swój rowerowy ekosystem

Znacznie ciekawsze jest coś innego. Beargrease pokazuje bowiem, co dzieje się z technologią, kiedy dajemy jej kilkanaście lat na dojrzewanie. Fatbike przyszłości nie okazał się bowiem całkowicie nowym rodzajem roweru. Okazał się starym pomysłem, który przez lata wchłonął najlepsze rozwiązania rozwijane obok niego. Dzisiejszy Beargrease nadal ma ogromne opony i nadal wygląda trochę absurdalnie, ale za tym wyglądem stoi już geometria współczesnego MTB, lekkie materiały, nowoczesny osprzęt i możliwość przygotowania roweru do poważnych wypraw.

Źródła: Salsa Cycles – Beargrease 2026

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.