Sam pomysł na Avinox DP200 nie jest oczywiście żadną rewolucją. Bosch od dawna ma rozwiązania pokroju Purion 200, a podobne połączenia ekranu i sterowania znajdziemy również w innych systemach. Avinox robi jednak coś ciekawszego z punktu widzenia własnego ekosystemu, bo po wcześniejszym skupieniu na ekranach zintegrowanych z górną rurą ramy przenosi najważniejsze funkcje bezpośrednio pod kciuk.
Avinox DP200 wygląda niepozornie, ale ma w sobie pół kokpitu
DP200 ma 1,4-calowy kolorowy ekran LCD o maksymalnej jasności 800 nitów i gęstości 242 PPI. Jest dotykowy, odporny na wodę oraz pył zgodnie z IP56, a sam panel został dodatkowo zabezpieczony przed odblaskami i zarysowaniami. W porównaniu z 2-calowymi OLED-ami DP100 wygląda wręcz skromnie, ale właśnie o to tutaj chodzi. Nie ma być kolejnym wielkim ekranem w rowerze, a czymś między licznikiem, manetką wspomagania i sterownikiem napędu.
Czytaj też: Ten elektryczny rower waży tylko 11,1 kg. Trek odchudził elektryczną szosę

Dlatego obok dotyku dostajemy też zestaw pięciu fizycznych przycisków. Jeden odpowiada za zasilanie, dwa za poziom wspomagania, a kolejne dwa za zmianę przełożeń. Dłuższe przytrzymanie pozwala m.in. uruchomić Boost, Walk Assist czy sterowanie oświetleniem. Część funkcji można dodatkowo zmieniać w aplikacji Avinox Ride, a w tym wszystkim dla mnie właśnie fizyczne sterowanie jest tu ważniejsze niż sam ekran. Dotyk może i brzmi ciekawie, ale podczas jazdy po nierównościach, w rękawiczkach i z koniecznością patrzenia przed siebie nadal wolę wyczuć pod palcem konkretny przycisk. Bez rękawiczek nie ma wcale lepiej – ekran szybko się brudzi i w ostrym słońcu staje się mniej czytelny.
Automatyczne biegi to już nie byle rowerowa ciekawostka
Znacznie ciekawsza jest integracja ze zmianą przełożeń. DP200 może współpracować z kompatybilnym elektronicznym układem zmiany przełożeń w taki sposób, aby rower sam redukował bieg po zatrzymaniu, przygotowywał odpowiednie przełożenie przed ruszeniem i automatycznie zmieniał przełożenia również podczas zjazdów. Jest jednak ważny haczyk. Na dziś Avinox wymienia konkretne zewnętrzne przerzutki TRP oraz wewnętrzne przekładnie w piastach Lofandi, więc nie jest to magiczny sterownik, który nagle zrobi automat z każdego Shimano czy SRAM-a.
Czytaj też: Tani elektryczny motocykl wreszcie nie wygląda jak zabawka

Patrzę na to jednak szerzej, bo niedawno przy MG Concept łączącym silnik i przekładnię pisałem o systemie, w którym liczba przełożeń może w przyszłości stać się wręcz parametrem programowym. Avinox coraz wyraźniej zmierza więc w stronę sytuacji, w której użytkownik wybiera przede wszystkim oczekiwane zachowanie roweru, a elektronika sama ustala, co dokładnie ma zrobić silnik i przekładnia. W przypadku roweru sportowego część użytkowników zapewne uzna takie podejście za zabieranie kontroli, ale w rowerze trekkingowym, miejskim czy cargo automatyczna redukcja przed światłami może być na wagę złota. Ba, może być dokładnie takim rozwiązaniem, do którego przyzwyczajamy się po tygodniu, a później dziwimy się, że kiedyś musieliśmy pamiętać o tym sami.
Apple Watch zamiast kluczyka, ale Avinox też coś tutaj poświęcił
DP200 jeszcze mocniej pokazuje zmianę charakteru e-bike przez integrację z Apple Find My. Rower można odnaleźć za pośrednictwem ekosystemu Apple bez dokładania osobnego AirTaga, a Apple Watch może służyć zarówno do odblokowania jednośladu, jak i jako dodatkowy ekran z informacjami z jazdy.

Nie jest to już całkowita nowość w świecie rowerów. O podobnych pomysłach pisałem przed laty przy rowerze korzystającym z ekosystemu Apple, a ostatnio znacznie szerzej przy rowerze z rozbudowanym systemem zabezpieczeń. Teraz zmienia się jednak skala. Kiedy funkcje tego typu zaczynają trafiać bezpośrednio do platformy napędowej, to przestają być pojedynczym dodatkiem producenta roweru.
Czytaj też: Polski Kross wreszcie sięgnął po Avinox. 110 Nm w rowerze kosztuje zaskakująco mało
Nie wszystko poszło przy tym do przodu. Oficjalna specyfikacja potwierdza, że DP200 nie obsługuje 4G LTE. Ma własny moduł GNSS z GPS, Galileo, BeiDou i QZSS, ale względem DP100 nie oferuje też 65-watowego zasilania urządzeń przez USB-C ani inteligentnej nawigacji pokazywanej na większych ekranach Avinox. Dostajemy więc specjalizację, a nie bezwarunkowe ulepszenie pod każdym względem i akurat takie podejście uważam za rozsądne. Próba wciśnięcia wszystkiego do każdego komponentu szybko skończyłaby się wielkim ekranem, większą ceną i kolejnym urządzeniem, które bardziej przypomina smartfon niż element roweru.
Przyszłość e-bike nie musi oznaczać większej mocy
Jeszcze niedawno rozwój dzieł firmy Avinox opisywałem przede wszystkim poprzez moment obrotowy, nowe silniki i coraz szerszą dostępność napędu. Dopiero co pojawił się przecież nawet polski Kross z jednostką Avinox, ale tym razem DP200 jest o tyle intrygujący, że choć jest znacznie mniej spektakularny, to dla przyszłości całej platformy może być równie istotny. Jeśli bowiem elektryczne rowery rzeczywiście mają kiedyś zastąpić samochód przy większej części krótkich podróży, to nie wystarczy dawać im coraz mocniejsze silniki i większe akumulatory. Muszą stawać się wygodniejsze, trudniejsze do kradzieży i prostsze w obsłudze. Automatyczna zmiana przełożeń, lokalizowanie roweru, odblokowanie zegarkiem i sterowanie całym napędem jednym niewielkim modułem to właśnie te małe rzeczy, które to zapewniają.
Źródła: Avinox DP200

