Polski Kross wreszcie sięgnął po Avinox. 110 Nm w rowerze kosztuje zaskakująco mało

Co wyjdzie z połączenia polskiej marki rowerów z potężnym silnikiem elektrycznym? Nie trzeba już się zastanawiać, bo oto w ofercie Krossa pojawił się model Dust Boost 1.0 800.
Polski Kross wreszcie sięgnął po Avinox. 110 Nm w rowerze kosztuje zaskakująco mało

Jeszcze kilka lat temu przyszłość rowerów elektrycznych wyobrażałem sobie przede wszystkim jako walkę o coraz mniejsze silniki, lżejsze akumulatory i takie ukrywanie elektroniki, żeby e-bike z daleka wyglądał jak zwykły rower. Branża rzeczywiście poszła w tym kierunku, ale gdzieś po drodze wydarzyło się również coś zupełnie innego – silniki nie tylko zmalały. Zaczęły oferować osiągi, które kiedyś kojarzyły się raczej z ciężkimi konstrukcjami o dyskusyjnie rowerowym charakterze.

DJI weszło na rynek e-bike praktycznie z marszu i zrobiło coś, czego po producencie dronów można było się jednocześnie spodziewać i kompletnie nie spodziewać. Wykorzystało doświadczenie z kompaktowymi silnikami, elektroniką, akumulatorami oraz algorytmami sterującymi i nagle okazało się, że firmy obecne w branży rowerowej od dekad dostały nowego konkurenta… i to nie byle jakiego. Do tej pory problem był tylko jeden – Avinox kojarzył się przede wszystkim z drogimi zabawkami. Teraz zaczyna się to zmieniać.

Kross Dust Boost pokazuje, że Avinox zaczyna trafiać do ludu

W ofercie polskiego Krossa zadebiutował właśnie model Dust Boost 1.0 800, czyli pierwszy rower tej marki wykorzystujący system Avinox M2. Nie jest to przy tym jakieś karbonowe monstrum za 30 czy 40 grubych tysięcy złotych, a aluminiowy hardtail wyceniony na 13999 zł. Oczywiście trudno nazwać taki rower tanim, bo to ciągle 14 klocków, ale w świecie mocnych e-MTB kontekst robi tutaj ogromną różnicę. Jeszcze niedawno pisałem przecież o Megamo Ryal 05 z mocniejszym Avinoxem M2S, który przy cenie około 23500 zł wydawał się zaskakująco tani na tle innych konstrukcji korzystających z tego systemu. Kross schodzi jednak o kolejne prawie 10000 zł

Czytaj też: 25499 zł za rower? Trek tłumaczy, za co każe tyle płacić

Naturalnie to porównanie nie jest idealne, bo Megamo to pełnoprawny full ze 160 mm skoku i znacznie droższym osprzętem, podczas gdy Dust Boost jest klasycznym hardtailem. Jednak właśnie dlatego Kross wydaje mi się interesujący. Oto bowiem Avinox przestaje być technologią, za którą trzeba kupić przy okazji pół katalogu najbardziej egzotycznych komponentów. Sercem roweru jest M2, czyli ten “środkowy” model w aktualnej rodzinie Avinox. Nie najlepszy, ale ciągle potężny.

Kross podaje, że w rowerze Dust Boost 1.0 800 zastosowany Avinox M2 generuje 110 Nm momentu obrotowego, podczas gdy sam producent napędu deklaruje maksymalnie 125 Nm w trwającym krótko trybie Boost. Moc znamionowa pozostaje na europejskim poziomie 250 W, a szczytowa może sięgać 1100 W. Właśnie tak, 1,1 kW.

800 Wh i 120 km brzmi świetnie, ale wiemy, jak się to kończy

Kross nie próbował oszczędzać na akumulatorze, bo w dolnej rurze znalazł się wyjmowany pakiet Avinox o pojemności 800 Wh. Wspominki o zasięgu do 120 km naturalnie trzeba włożyć między bajki, bo to wynik w praktycznie idealnych warunkach, a taki rower wcale w takich nie jeździ. Ba, zwykle wręcz przeciwnie. Masa rowerzysty, przewyższenia, temperatura, ciśnienie w oponach i przede wszystkim poziom wspomagania potrafią zmniejszyć ten wynik dramatycznie. Przy lekkiej jeździe taki rezultat jest wyobrażalny, ale jednak jeśli ktoś kupuje 110 Nm po to, żeby regularnie z tych niutonometrów korzystać w górach, to nie liczyłbym na trzycyfrowy wynik przy każdym ładowaniu.

Czytaj też: Rowery tyją w oponach, żeby jeździć szybciej. Factor Elara pokazuje nową modę wśród graveli

Co ciekawe, Kross nie goni tutaj za każdą możliwością systemu Avinox. Specyfikacja podaje ładowarkę 42 V/4 A i około sześciu godzin ładowania, więc nie dostajemy całego spektaklu szybkiego ładowania GaN, którym DJI chwaliło się przy premierze swojego systemu. Reszta konfiguracji wygląda podobnie, a więc bez ekstrawagancji, ale rozsądnie i zamyka cały rower w wadze 24,8 kg. Tragedii więc nie ma. Zwłaszcza z takim napędem elektrycznym.

Jest aluminiowa rama, 11-biegowe Shimano CUES U6000 z kasetą 11-48T, powietrzny RockShox Psylo Silver RC o skoku 130 mm oraz czterotłoczkowe hamulce Shimano MT420. Z przodu pracuje tarcza 203 mm, z tyłu 180 mm, a całość stoi na 29-calowych kołach z oponami WTB Peacekeeper 2,4 cala. To nie jest osprzęt z najwyższej półki, ale w cenie poniżej 15000 zł trudno na niego narzekać. Ba, taki zestaw nie wygląda jak pokaz możliwości zbudowany tylko po to, żeby nabić cenę.

Najciekawsze nie jest 110 Nm. Najciekawsze jest to, kto dziś je sprzedaje

Avinox M2S potrafi już wygenerować do 150 Nm, więc na tle absolutnego szaleństwa obecnego rynku takie 110 Nm oferowane przez Dust Boosta może wręcz wyglądać rozsądnie. Pisałem już o tym przy problemie coraz mocniejszych rowerów elektrycznych, bo tak się składa, że więcej nie zawsze oznacza lepiej, zwłaszcza gdy dodatkowy moment trzeba przenieść przez łańcuch, kasetę i oponę na luźną nawierzchnię. Znacznie ważniejsze jest dla jednak mnie coś innego.

Czytaj też: Giganci mają się czego bać. Nowy silnik rowerowy intryguje możliwościami

Avinox zaledwie w 2024 roku był ciekawostką od producenta dronów, później trafił do coraz większej liczby drogich e-MTB, a dziś znajduje się w aluminiowym Krossie za 13999 zł. Podobną ewolucję obserwowaliśmy wcześniej przy elektronice samochodowej, ekranach OLED czy zaawansowanych systemach wspomagania kierowcy – technologia najpierw zachwyca w produktach premium, a potem niepostrzeżenie staje się zwyczajna. Właśnie dlatego Dust Boost 1.0 800 wydaje mi się ważniejszy, niż sugerowałaby jego specyfikacja, bo pokazuje, że technologia, która dwa lata temu wyglądała jak przyszłość rowerów elektrycznych, właśnie zaczyna trafiać do normalniejszej półki cenowej.

Źródła: Kross – Dust Boost 1.0 800

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.