Producenci rowerów elektrycznych mogą zwiększać moc, upychać większe akumulatory i dorzucać kolejne elektroniczne dodatki, ale na końcu i tak przychodzi moment, kiedy taki rower trzeba wnieść po schodach, wrzucić do pociągu albo schować pod biurkiem. Pisałem już o tym przy składanych rowerach, które zaczynają naprawdę eksperymentować z konstrukcją. Jeśli taki “mobilny” e-bike waży około 20 kg, jego składanie rozwiązuje tylko połowę problemu. FLIT M2i podchodzi do problemu inaczej.
Ten składany rower rzeczywiście jest sklejony
Brytyjska firma z Cambridge zbudowała składany rower elektryczny ważący zaledwie 13,3 kg razem z akumulatorem i osiągnęła ten wynik nie poprzez przesiadkę na egzotyczny materiał, ale przez zmianę sposobu łączenia aluminiowej ramy. Spawarki częściowo poszły bowiem w odstawkę, bo zastosowana rama z anodowanego aluminium 6061 wykorzystuje klejenie strukturalne, czyli rozwiązanie znane między innymi z lotnictwa i przemysłu samochodowego. Nie mówimy więc o czymś przypominającym tubkę kleju, lecz o odpowiednio zaprojektowanych połączeniach i żywicach epoksydowych przenoszących bardzo duże obciążenia.
Czytaj też: Ten elektryczny rower prawie nie wygląda jak e-bike. Mówi to więcej niż może się wydawać.

Samo spawanie aluminium oznacza lokalne dostarczenie ogromnej ilości ciepła, późniejszą obróbkę i konieczność uwzględnienia odkształceń. W zwykłym rowerze niewielkie różnice geometryczne można opanować podczas produkcji. W składaku, którego elementy po złożeniu mają wejść dokładnie w wyznaczone miejsca, każdy milimetr zaczyna mieć znaczenie. FLIT twierdzi, że klejenie pozwoliło przede wszystkim ograniczyć deformacje termiczne i znacznie precyzyjniej spasować całą konstrukcję.
Sam klej konstrukcyjny działa z kolei najlepiej wtedy, gdy połączenie zaprojektujemy pod ścinanie, a nie odrywanie. Zachodzące na siebie powierzchnie mogą bowiem rozprowadzić siłę na znacznie większym obszarze niż wąska spoina. Dlatego określenie “sklejony rower” jest tutaj bardzo, ale to bardzo dużym uproszczeniem, choć nie możemy aż tak się nad tym zachwycać.
Pozostaje oczywiście pytanie o trwałość. Według informacji przytaczanych przy rowerze M2i połączenia poddawano nawet pół milionowi cykli obciążenia, a wcześniejsze brutalniejsze próby całej konstrukcji obejmowały jazdę przeciążonymi prototypami po dziurach i krawężnikach. Co ciekawe, w jednym z takich testów odkształcił się tylny wahacz, podczas gdy samo połączenie klejone pozostało nienaruszone. Element później przeprojektowano, zwiększając jego wytrzymałość. Są to jednak przede wszystkim dane producenta i jego procesu rozwojowego, a nie wieloletni niezależny test tysięcy rowerów jeżdżących po ulicach i wystawionych na trudy codziennego życia.
Aluminium zamiast tytanu i wynik, którego trudno nie docenić
FLIT nie uznał, że skoro chce stworzyć ultralekki rower premium, to odpowiedzią automatycznie musi być tytan albo włókno węglowe. O tym, jak łatwo materiał ramy zaczyna windować cenę, pisałem już przy porównaniu aluminium z włóknem węglowym. Tutaj ciągle mamy zwyczajne aluminium 6061, tyle że wykorzystane w mniej zwyczajny sposób. Efekt jest interesujący, bo M2i waży 13,3 kg wraz z umieszczonym w ramie akumulatorem o pojemności 230 Wh. Dla porównania elektryczny Brompton T Line, wykorzystujący tytan i elementy z włókna węglowego, waży 13,8 kg z akumulatorem. FLIT urwał więc jeszcze pół kilograma.

Czytaj też: Po co komu wyciąg na górę, kiedy ma taki rower elektryczny?
Znacznie ciekawsze robi się porównanie cen. M2i kosztuje w Wielkiej Brytanii 2999 funtów, czyli przy obecnym kursie około 15200 zł. Brompton Electric T Line kosztuje 5799 funtów, czyli około 29400 zł. Oczywiście nie są to finalne polskie ceny, bo przy sprowadzaniu FLIT-a dochodzą kwestie transportu, podatków i importu, ale skala różnicy pozostaje ogromna.
Jednocześnie rower M2i nie jest wydmuszką stworzoną wyłącznie do bicia rekordu na wadze. Dostajemy hydrauliczne hamulce Hope XCR Pro X2, opony Goodyear Eagle F1 R, karbonowo wzmacniane siodełko fizik Vento Antares R3 i zintegrowane oświetlenie. Błotniki są opcjonalne i dokładają do wagi kolejne 450 gramów.
Lekkość ma swoją cenę, nawet jeśli nie jest nią cena roweru
W napędzie cudów jednak nie ma i właśnie tutaj najlepiej widać, skąd częściowo bierze się masa rzędu 13,3 kg. Silnik w tylnej piaście oferuje 250 watów mocy oraz maksymalnie 35 Nm, wspomaganie działa do 25 km/h, a wspomniany akumulator ma tylko 230 Wh. FLIT deklaruje zasięg do 50 km i około trzech godzin ładowania. Napęd jest zaś jednobiegowy w konfiguracji 44 x 12 i la miejskiego składaka ma to sens, bo mniej mechaniki oznacza mniejszą masę, mniej regulacji i mniej elementów do uszkodzenia.

Czytaj też: ASUS znudził się komputerami. Teraz chce zamienić twój rower w e-bike’a
Jeśli jednak ktoś wyobraża sobie M2i jako uniwersalnego elektryka, to szybko odkryje granice tej filozofii. Szczególnie po rozładowaniu akumulatora. Nie jest to jednak problemem, o czym pisałem przy okazji lekkich e-bike stworzonych przede wszystkim z myślą o codziennym noszeniu. W mieście bowiem dodatkowe 5 czy 7 kg czasem robi większą różnicę niż dodatkowe 50 Nm w silniku.

