Materiał zastosowany w rowerowej ramie od lat działa trochę jak etykietka. Stal kojarzy się z klasyką, spokojem, turystyką i tą specyficzną miękkością jazdy, którą jedni uwielbiają, a inni uznają za romantyzowanie przeszłości. Coś pęknie? To spawara w dłoń i jazda. Aluminium przez długi czas było z kolei typowym wyborem podyktowanym rozsądkiem, bo lżejszym i sztywniejszym od stali, tańszym od włókna węglowego i wprawdzie mniej wyrafinowanym, ale też prostszym do zaakceptowania wtedy, gdy rower ma być narzędziem, a nie przedmiotem kultu. Włókno węglowe weszło z kolei na szczyt tej hierarchii jako materiał charakterystyczny dla szybkości, niskiej masy i nowoczesności. Właśnie tu zaczyna się problem, bo ta hierarchia bywa wygodna, ale nie zawsze mówi całą prawdę o rowerze.

Rowery gravelowe obnażają rozdźwięk między materiałem ramy
W szosie wyścigowej łatwo sprzedać opowieść o każdym gramie, aerodynamice i sztywności pod mocnym depnięciem. W miejskim rowerze z najwyższej półki również można wcisnąć klientom wizję ultralekkiej ramy uzyskanej właśnie za sprawą włókna węglowego. W typowym rowerze wyprawowym pokroju gravela o tym tradycyjnym zabarwieniu sprawa robi się z kolei znacznie mniej oczywista, bo dochodzą do tego opony, torby, błotniki, bagażniki, dziurawe drogi, kamienie, błoto i zwykła codzienność.
Czytaj też: Ktoś został pierwszym rowerowym Jedi. Potraktujmy jednak ten temat poważnie, bo chodzi o nasze życie

Stal potrafi być piękna i trwała, ale swoje waży. Włókno węglowe potrafi być świetne, ale kosztuje dużo i nie każdy chce martwić się każdą przygodą z kamieniem czy bagażnikiem. Zresztą, kilka lat temu pisałem o tym, jak to wytrzymałość tego materiału jest zależna od jego aktualnego stanu, więc taka “rama po przejściach” może naprawdę zrobić wam kuku. Aluminium ląduje z kolei dokładnie pośrodku tej bitwy. Może nie ma tej samej aury premium, ale w praktyce często daje najwięcej za wydane pieniądze.
Nowy Canyon Grizl AL przypomniał mi właśnie, jak ogromna potrafi być dopłata do włókna węglowego i jak rzadko zadajemy sobie pytanie, czy w takim rowerze naprawdę takiej ramy potrzebujemy.
Canyon Grizl AL wraca jako rower z aluminium, ale bez kompleksu tańszego brata
Canyon pokazał nową generację Grizl AL, czyli aluminiową odmianę swojego wyprawowo-gravelowego roweru. Nie jest to jednak taki przypadek, w którym producent bierze droższy model, usuwa z niego prestiżowy materiał, obniża cenę i liczy, że mniej zamożni klienci i tak się na niego skuszą. Przynajmniej na pierwszy rzut oka widać tu dojrzalszą decyzję projektową, bo nowy Grizl AL nie próbuje już udawać droższego brata, a zamiast tego przyjmuje aluminium jako własny punkt wyjścia. Bardzo dobrze, bo poprzednia generacja była bliżej wizualnego kopiowania wersji z włókna węglowego.
Czytaj też: Patrzę na ten rower i widzę jedno – gravel uciekł z lasu na tor wyścigowy

Teraz Canyon uprościł projekt, odchudził ramę o 120 gramów względem poprzednika i postawił na bardziej użytkowy charakter. Rama ma ważyć 1845 gramów, a widelec z włókna węglowego ze sterówką 1 1/8 cala i mocowaniami typu 3-pack ma ważyć 577 gramów. Do tego dochodzi gwintowany suport T47, okrągła sztyca 27,2 mm, osie przelotowe 12 mm, hamulce flat mount, hak UDH i klasyczne, półwewnętrzne prowadzenie przewodów przez dolną rurę. Dlaczego to wszystko jest takie ważne?


Gwintowany suport, normalna sztyca, mniej egzotyczne rozwiązania serwisowe i sensowna liczba mocowań mogą być ważniejsze niż kilkaset gramów mniej na ramie. Podobny materiałowy spór opisywałem przy drewnianym eUrbanie, gdzie sama rama była pretekstem do rozmowy o tym, czy rower musi zawsze iść jedną, przewidywalną ścieżką materiałową. Canyon robi coś znacznie mniej efektownego, ale prawdopodobnie bardziej potrzebnego, bo przypomina, że aluminium nadal ma sens.
Prawie połowa ceny? Matematyka jest brutalna dla ramy z włókna węglowego
Najtańszy Canyon Grizl 5 kosztuje 1299 euro, czyli po przeliczeniu około 5500 zł. Za te pieniądze dostajemy napęd Shimano CUES 1×11 z kasetą 11-50T, hydrauliczne hamulce tarczowe, karbonową sztycę, obręcze Alex GX24P o szerokości wewnętrznej 27 mm gotowe pod tubeless i opony Schwalbe G-One RX Performance 45 mm. Nie jest to więc goła rama z najtańszym osprzętem, tylko kompletny gravel z sensownym zestawem startowym.
Czytaj też: Im więcej rowerów testuję, tym bardziej rozumiem ten absurd. Qwic wyrzucił prawie wszystko

Grizl 6 kosztuje 1799 euro, czyli około 7600 zł, ale tu pojawia się mechaniczny SRAM Apex XPLR 1×12 z kasetą 11-44T, przy zachowaniu podobnego zestawu kół, opon i kokpitu. Najdroższy z aluminiowej trójki, Grizl 7 ESC, kosztuje już 1999 euro, czyli około 8450 zł. W jego przypadku dochodzi Shimano GRX 1×12 z kasetą 10-51T, obręcze DT Swiss G1800 o szerokości wewnętrznej 24 mm, opony Schwalbe G-One Overland Performance 45 mm, karbonowy kokpit Full Mounty z pętlą montażową i zintegrowaną przystawką aerodynamiczną oraz sztyca VCLS 2.0 o konstrukcji mającej łagodzić drgania.

Teraz najlepsze – najtańszy karbonowy Grizl ma kosztować 2400 euro, czyli po przeliczeniu około 10150 zł. Różnica między bazowym Grizl 5 a najtańszą wersją z włókna węglowego wynosi więc około 4600 zł. Jasne, porównanie “prawie połowa ceny” nie jest matematycznie idealne, bo 1299 euro to trochę ponad połowa z 2400 euro, ale sens pozostaje czytelny. W praktyce bowiem sama ta dopłata do lepszej ramy wynosi tyle, że za te pieniądze możemy dokupić drugi zestaw kół, sakwy, torby, błotniki, lepsze opony, pedały, ubrania na kilka sezonów albo po prostu wybrać się na kilka wyjazdów.

Włókno węglowe nie jest problemem. Problemem jest dopłata bez jasnego sensu
Nie chcę jednak w tej opowieści robić z aluminium bohatera. Włókno węglowe ma zalety, których nie da się po prostu pominąć. Dzięki temu materiałowi można precyzyjniej sterować sztywnością w różnych kierunkach, lepiej tłumić niektóre drgania, zejść z masą i nawet projektować kształty, które w metalu byłyby trudniejsze albo mniej opłacalne. W rowerze skupionym na osiągach takie coś potrafi mieć bezpośrednie znaczenie. Jednak w rowerze, który ma jechać z torbami przez las, odpowiedź nie jest już tak prosta i Canyon Grizl AL świetnie o tym przypomina, choć oczywiście na rynku aluminiowych graveli wcale nie brakuje.

