Odkąd jeżdżę na rowerze i piszę o rowerowych technologiach, mam wrażenie, że oświetlenie tylne jest kompletnie niedoceniane. Przednia lampka ma bowiem wysoką moc, tryby działania, szeroki strumień, a momentami nawet wielką ambicję zastąpienia reflektora motocykla, a tylna? Ma świecić na czerwono. No, najlepiej świecić długo i w tym oto koniec całej filozofii. Tyle że właśnie w tym świetle siedzi jeden z ważniejszych problemów rowerowego bezpieczeństwa. Rowerzysta ginie bowiem w ruchu ulicznym dlatego, że wśród samochodów, autobusów, dostawczaków, reklam, świateł stopu i martwych pól staje się małym, niskim, łatwym do przeoczenia punktem. Dlatego właśnie urządzenie, które wygląda trochę jak żart z konwentu fanów Star Wars, od razu przykuło moją uwagę.
Rowerowa lampka zwykle świeci za nisko, a Hi-Tail z tym walczy
Hi-Tail to brytyjskie tylne światło rowerowe w formie teleskopowego, świecącego masztu. Można oczywiście powiedzieć, że ktoś po prostu zamontował rowerzyście miecz świetlny za siodełkiem i w pewnym sensie nie będzie to nawet przesada. Urządzenie składa się bowiem z sześciu wysuwanych segmentów, a po pełnym rozłożeniu ma sięgać około 1,5 metra i świecić dookoła (w 360 stopniach), a to dzięki diodzie wbudowanej w podstawę. Ma też sprawić, że rowerzysta będzie widoczny również tam, gdzie klasyczna lampka ginie pod linią lusterek albo za obrysem bagażu.

Dlaczego to tak ważne? Ano dlatego, że wbrew pozorom, największy problem z tylnymi lampkami nie polega na tym, że są zbyt słabe. W dobrych modelach jasności często wystarcza z zapasem. Problem leży raczej w geometrii samego roweru. Lampka na sztycy czy bagażniku świeci z miejsca, które łatwo zasłonić torbą podsiodłową, kurtką, sakwami, fotelikiem, koszem albo samą konstrukcją roweru. Przy rowerach cargo, poziomych i trójkołowych dochodzi jeszcze kwestia wysokości. Rowerzysta może być oświetlony zgodnie z przepisami, a mimo to nadal ginąć w ruchu z perspektywy kierowcy autobusu czy ciężarówki.

Czytaj też: Patrzę na ten rower i widzę jedno – gravel uciekł z lasu na tor wyścigowy
Podobny problem opisywałem już przy pedałach Keo Vision z dodatkowymi źródłami światła, gdzie istotny był nie tylko sam czerwony punkt, ale jego ruch i nietypowe położenie. Pisałem już też o SideLights, które podchodzą do sprawy z boku i to dosłownie, bo klasyczne oświetlenie rowerowe często ignoruje widoczność poprzeczną. Hi-Tail idzie tym samym jeszcze inną drogą, bo próbuje podnieść rowerzystę w percepcji kierowcy. Próbuje więc obejść problem widoczności dosyć prostacko, ale skutecznie, stawiając na wielki świecący drąg. Na szczęście użytkownik nie jest na niego skazany, bo po złożeniu element świecący skraca się z około 1,5 metra do 37 cm, a na dodatek da się go łatwo zdjąć z mocowania bagnetowego i schować lub zabrać do ładowania w mieszkaniu.
Hi-Tail to nienormalne światło dla rowerzystów. Cena jednak boli
Hi-Tail występuje w trzech wersjach, bo dla rowerów poziomych, cargo i trójkołowców. Sam montaż jest prosty, bo raz montujemy główne mocowanie bagnetowe, a dopiero później wpinamy w nie sam element świecący, więc można go również szybko zdjąć. Ma to znaczenie nie tylko przy ładowaniu, ale też przy zostawianiu roweru pod sklepem, bo urządzenie za około 590-635 zł raczej nie jest czymś, co chciałbym zostawiać bez kontroli na ulicy. Producent podkreśla też wodoodporność, 360-stopniową widoczność, wskaźnik niskiego poziomu naładowania akumulatora i tryby migania.
Czytaj też: Im więcej rowerów testuję, tym bardziej rozumiem ten absurd. Qwic wyrzucił prawie wszystko
Akumulator ma ładować się przez USB w około 4 godziny, a czas pracy wynosi 7-8 godzin w intensywnym trybie przerywanym albo około 14 godzin w najniższym trybie stałym. Jest to więc wystarczająco dużo na kilka typowych dojazdów lub dłuższą trasę. Chciałbym jednak zobaczyć niezależny test takiego sprzętu w deszczu, przy niskiej temperaturze i po kilku miesiącach składania oraz rozkładania segmentów. Teleskopowe konstrukcje zawsze bowiem budzą u mnie wątpliwości co do tego, jak będą wyglądały po sezonie kurzu, błota i jazdy po dziurach.

Dla przypomnienia, w Polsce rower musi mieć z przodu co najmniej jedno światło pozycyjne białe lub żółte selektywne, z tyłu czerwone światło odblaskowe oraz czerwone światło pozycyjne. Do tego dochodzi co najmniej jeden sprawny hamulec i dzwonek albo inny sygnał ostrzegawczy. Przepisy dopuszczają światła migające, ale nie zmienia to podstawowej sprawy, a więc tego, że dodatkowy gadżet pokroju Hi-Tail nie powinien zastępować zdrowego minimum, tylko je wzmacniać.
Czytaj też: Chiny szykują przewrót na rynku rowerów. Po samochodach podbiją nasze jednoślady?
Trzeba o tym pamiętać, bo bezpieczeństwo powinno być priorytetem dla każdego rowerzysty. Raport Komendy Głównej Policji za 2025 rok zdradza, że rowerzyści uczestniczyli w Polsce w 3425 wypadkach drogowych. Zginęło 155 rowerzystów, a 3075 zostało rannych. Większość wypadków miała miejsce w obszarze zabudowanym, ale poza nim skutki były znacznie poważniejsze, bo w 429 wypadkach zginęły 82 osoby, co znaczy, że poza terenem zabudowanym co piąty wypadek z udziałem rowerzysty kończył się śmiercią.
Źródła: Hi-Tail, Komenda Główna Policji

