Pewnie znacie ten scenariusz: podróżujecie dłużej lub krócej i wiecie, że zabraknie wam energii w ciągu dnia. Możecie wyposażyć się w jednego, ciężkiego powerbanka albo wybrać rozwiązanie bardziej mobilne, które jednak może nie okazać się wystarczające w obliczu długiego dnia i być może podzielenia się energią z kimś innym.
W efekcie albo inwestujecie w ciężki, nie zawsze dopasowany do przebiegu dnia magazyn energii, albo ryzykujecie i stawiacie na mniejsze rozwiązanie, odpalając wszystkie tryby oszczędzania na smartfonie.

Na koniec trzeba zarządzać tym magazynkiem, najlepiej podłączając kilka urządzeń do ładowania jednocześnie. O jednym z nich może nam się zapomnieć, podczas gdy codziennie eksploatujemy drugie.
Ponadto o ile w redakcji technologicznej kabli i ładowarek nam nie brakuje, tak w zwykłych domach, zwłaszcza po wycofaniu ich z pudełek smartfonów, bywa to towar deficytowy. Część sprzętów oferuje funkcję passthrough do jednoczesnego ładowania powerbanka i podłączonego urządzenia, ale to i tak rzadszy niż częstszy widok.
Trozk T3 to dwa powerbanki i coś jeszcze
Producent stworzył konstrukcję, która ma swój styl. Na myśl od razu przychodzą mi telefony Nothing albo odtwarzacz CD ORGDOT Syitren R400. To odważna, industrialna kompozycja, w której tłoczenia, widoczne śrubki i minimalizm łączą się z wyrazistymi akcentami kolorystycznymi. Do wyboru producent przygotował szary wariant z pomarańczowymi akcesoriami i akcentami albo pomarańczowy Trozk T3 z szarymi dodatkami.


Rozwiązanie składa się z dwóch powerbanków – jeden o pojemności 5000 mAh z obsługą 22,5-watowego ładowania (moduł C) oraz drugi o mocy 10000 mAh (moduł B), także ładujący z mocą 22,5W. Konstrukcję uzupełnia też moduł A z wbudowanym kablem USB-C, który w zależności od potrzeb możemy połączyć z większym bądź mniejszym powerbankiem. Wymiana informacji zachodzi poprzez połączenie USB-C, ale też i piny umieszczone w konstrukcji.

Czytaj także: Twój oddech jeszcze nigdy nie był tak cenny. Naukowcy zrobią z niego paliwo
Największy moduł kryje w sobie ekran, który informuje o aktualnym stanie naładowania całości bądź części Trozk T3. Postawiono na ogniwa typu 21700, które używane są także w samochodach elektrycznych.

Producent zadbał także o zabezpieczenia przed pożarem. Obudowa z poliwęglanów przeszła testy UL94 V-0, co jest najwyższą klasą zabezpieczeń Underwriters Laboratories, przeznaczoną dla materiałów samogasnących. Do tego wdrożono zabezpieczenia, które zapobiegają przeładowaniu, zbyt mocnemu rozładowaniu i chronią przed zwarciem.
Trozk T3 swoje kosztuje, ale rozwiązuje niektóre problemy
Producent w ramach sprzedaży premierowej proponuje cenę 75,99 dolara (około 289 złotych bez podatku). W tej cenie możemy znaleźć urządzenia o o wiele większej pojemności oraz całościowo mniejsze – Trozk T3 waży 260 gramów i ma wymiary 80,4x 28,9 x 83 mm. Nie znajdziemy jednocześnie konstrukcji tak odważnych, wystylizowanych oraz będących hołdem dla oczywistego designu.

Czytaj także: KRUPS Sensation Elite. Ekspres, który pozwala dopasować nawet ilość mlecznej pianki
Trozk T3 nie jest całkowicie pionierskim pomysłem. W przeszłości powstawały już powerbanki składające się z kilku części, by wspomnieć chociażby Nimble SharePower. W tym przypadku dostajemy dwie połówki o pojemności 5000 mAh każda, które mogą ładować akcesoria z mocą 20W. Po połączeniu podłączymy nawet trzy urządzenia i z ogniw 10000 mAh energia wypłynie z mocą do 35W (łącznie).
Oczywiście to jeden sposób, by podejść do modularności powerbanków. Innym jest stosowanie wymiennych ogniw 18650 lub 21700 w powerbankach, do których mamy swobodny dostęp. Wtedy jednak moc ładowania nie będzie tak okazała jak w niektórych jednolitych konstrukcjach, ale za to energię odzyskamy w mig. O ile tylko naładujemy baterie.

