Nie Remaster, a Modaster, czyli dlaczego Wiedźmin 3 Remaster mnie rozczarował

Cyberpunkowa klapa, czy Redowska klasa? Przez ostatnie dni sprawdzałem, jak zmieniła się najważniejsza polska gra wideo, czyli Wiedźmin 3, który po ponad 11 latach od premiery doczekał się wydania Wiedźmin 3 Remaster… a może raczej Wiedźmin 3 Modaster?
Nie Remaster, a Modaster, czyli dlaczego Wiedźmin 3 Remaster mnie rozczarował

Zacznijmy od najważniejszego, a więc tego, czym jest w ogóle Remaster gry wideo. Nie jest to jej całkowite przerobienie (Remake), a szerokie usprawnienie wersji sprzed lat. Sam podchodzę do tego więcej tak, że Remaster jest czymś w rodzaju serwowania nam starej gry tak, jak zapamiętaliśmy ją przed laty i przystosowania jej do aktualnych realiów, aby zachęcić nowych graczy do sięgnięcia po nią. 

Czytaj też: 519 osób robi Wiedźmina 4, a Redzi mają ogromne tajemnice

Artykuł w wersji wideo

Zwykle zmiany są na tyle szerokie, że wiele firm każe sobie płacić za taki zestaw usprawnień. Wiedźmin 3 Remaster jest jednak całkowicie darmowy, a to już na starcie może zapalić nam czerwoną lampkę z tyłu głowy. No bo przecież jak darmowy, to pewnie zrobiony na tyle po łebkach, że nastawiona na zyski firma postanowiła na nim nie zarabiać. Jak wyszło więc w praktyce?

Wiedźmin 3 vs Wiedźmin 3 Remaster

Długo zastanawiałem się nad tym, jak podejść do sprawdzenia Dzikiego Gonu w odświeżonych szatach. Co tu dużo mówić – najlepiej byłoby ograć tę grę w całości dwukrotnie w wersji oryginalnej i nowej, aby wyciągnąć wnioski na temat tego, czy aby gra np. nie zrobiła się zbyt łatwa albo zbyt trudna wraz ze zmianami w zakresie systemu walki. Jednak nie lubię aż tak drobnostkowego podejścia do skomplikowanych tworów, jakimi są tak wielkie gry wideo. Zwłaszcza produkcje typu RPG, które jak w przypadku Wiedźmina 3, mogą nam pożreć dobre sto godzin z życia.

Czytaj też: Prawdziwy powód dramatu Cyberpunk 2077 i co zyska na tym Wiedźmin 4

Dlatego też postanowiłem przygotować dla Was specjalne porównanie, które pokazuje różnice między dwoma wersjami gry. Naturalnie skupiłem się na tym, co widać na pierwszy rzut oka, a więc na grafice, a w dalszej części materiału dorzuciłem kilka różnych sekwencji walki. Materiały były nagrywane na ustawieniach RT Ultra, 4K, DLSS Jakość i bez generowania sztucznych klatek, ale kompresja YouTube zrobiła swoje i ścięła nieco z graficznej jakości. Porównanie mówi jednak samo za siebie. Obejrzyjcie sami:

Porównanie graficzne

Co wynika z tego porównania? Przede wszystkim to, że na wspomnianych ustawieniach rewolucji graficznej nie uświadczymy. W przeprowadzonych przeze mnie testach porównawczych “na ślepo”, to oryginalna jakość była wskazywana w większości przypadków na tą lepszą przez większość “respondentów”. Argumenty? Najczęściej pojawiała się kwestia wypranych kolorów w wersji Remaster, ale jednocześnie praktycznie wszyscy docenili mniej przesadne promienie słoneczne i głębsze cienie na twarzy Geralta w scenie w chacie. Czy możemy to uznać za kwestię gustu? Może. Jednak moim zdaniem wersja zremasterowana gry powinna wyglądać lepiej pod każdym względem, a nie wymagać od nas tego typu testów.

Background
Foreground
Remaster vs oryginał
Background
Foreground
Remaster vs oryginał

Mimo tego wszystkiego jak na dłoni widać jednak, że Remaster zapewnił nam znacznie więcej szczegółów (przybliżcie na brodę Geralta i materiał ubrań), lepszy wygląd wysokiej trawy i przede wszystkim zmienił w ogromnym stopniu oświetlenie, wzmacniając jego efekty. Ciemniejsza scena staje się więc ciemniejsza, a jaśniejsza robi się jaśniejsza. Wygląda to więc tak, jakby ktoś wziął jakiś suwak i z poziomu “baśń” przesunął go na “realizm”. 

Nie sposób też pominąć bardziej świecącej się skóry utopców na bagnie. Bagnie, które zresztą w Remasterze straciło odbicia w wodzie, a do tego stało się mniej mroczne i tym samym klimatyczne. Co ciekawe, kamera straciła w remasterze charakterystyczne zabrudzenia na “soczewce” w scenie z początku dodatku Krew i Wino.

Jeśli z kolei oglądaliście przejazd konno po ścieżce, to też zapewne wyłapaliście problem z horyzontem, ale o tym rozpiszę się w drugiej części tego materiału. Zanim jednak wejdziemy w szczegóły, spójrzcie na wyniki wydajności gry na dokładnie tej samej platformie i przy tych samych ustawieniach graficznych.

Wygląda na to, że wersja Remaster w większym stopniu obciąża sprzęt i nie są to wcale drobne różnice, a zaznaczam, że pomiary nie zostały wykonane z użyciem path-tracingu, który zawitał do Wiedźmina 3 właśnie dopiero w wersji Remaster.

Wiedźmin 3 Remaster na Steam Decku

Nie omieszkałem też sprawdzić tego, jak Remaster działa na Steam Decku, bo Redzi twierdzili, że i tam będzie się go dało ograć. Pierwsze wczytanie starego zapisu trwało wiele minut, ale było warto, bo gra wygląda teraz wręcz obłędnie w porównaniu do tych samych ustawień graficznych, czyli “Steam Deck”.

Background
Foreground
Remaster vs oryginał

Sęk w tym, że wygląda to bardziej na nieodpowiednie ustawienie całego presetu. Takie graficzne ulepszenie ma bowiem ponownie swoją sprzętowe cenę, bo poziom klatek na sekundę spadł i to zauważalnie. Na otwartych polach Vellen oscyluje już nie w okolicach 60 FPS, a w znacznie mniej sensownym przedziale 40-50 FPS, a na dodatek spada w mieście oraz przy większej akcji do 30-40 FPS. Do tego dochodzą częstsze nagłe dramatyczne spadki płynności, ale akurat w takiej grze i na sprzęcie tej klasy, niespecjalnie mnie one dziwią. 

Background
Foreground
Remaster vs oryginał

Innymi słowy, coś za coś, ale spójrzcie tylko raz jeszcze na to graficzne porównanie. Niczym niebo a ziemia… ale czy aby na pewno nie wygląda to tak, jak sztuczne podbicie graficzne presetu kosztem płynności? Gdybym mógł grać tylko na Steam Decku, to byłbym rozczarowany. Bardzo.

Czego oczekiwałem po Wiedźmin 3 Remaster?

Mając już wgląd we wszystkie jednoznaczne zmiany, nadszedł czas na to, co racjonalni gracze, a nie szukający emocji internetowi krzykacze, lubią najbardziej, a więc sam feeling gry. Na drugim etapie weryfikacji tego remasteru i po zebraniu kilku godzin materiałów porównawczych, postanowiłem rozpocząć swoją przygodę w Wiedźminie 3 Remaster, rozgrywając dodatek Krew i Wino od samego początku. Najpierw na starej wersji, a po jakimś czasie na wersji nowej, która powitała mnie jedynie informacją o konieczności rozdysponowania punktów umiejętności. 

Niestety nie mam dla Was dobrych wieści. 

Zacznę może od tego, czego oczekiwałem od tej wersji gry na podstawie zapowiedzi, bo z nich mogliśmy wymalować sobie całkiem przyjemny dla oka obraz. Wiecie już z wcześniejszego fragmentu, jak podchodzę do kwestii nowej grafiki na najwyższych ustawieniach na pecetach, ale wbrew pozorom, jej poprawy wyczekiwałem najmniej, bo przez charakterystyczny kierunek stylistyczny Wiedźmin 3 nadal wygląda bardzo dobrze, jak na grę z 2015 roku. Najważniejsze kryło się dla mnie więc gdzieś indziej. 

Zmieniona walka sugerowała zupełnie nowy feeling i koniec z taktyką ciągłych uników. Przerobiony rozwój postaci zwiastował porzucenie pasywek na rzecz czegoś, co bardziej wpływa na walkę w toku zdobywania kolejnych poziomów. Ulepszony sposób poruszania się obiecywał mniej dziwnych akcji podczas przemierzania świata pieszo i na grzbiecie Płotki. Reszta zmian była dla mnie drobnicą, która nie wpłynęłaby aż tak grę, którą zna się na pamięć.

Jak gra się w Wiedźmina 3 Remaster?

Co więc z tego wszystkiego finalnie wyszło? Niestety w moich oczach spore rozczarowanie. Zwłaszcza jak na wersję Remaster tego typu gry wideo i to nawet jeśli weźmiemy pod uwagę darmowy charakter całej aktualizacji. Zwłaszcza że zrobiła już ona Redom świetny marketing.

Na podstawie zapowiedzi i faktu, że jest to poniekąd baza dla nowego płatnego rozszerzenia, oczekiwałem zmian tak namacalnych, że powrót do oryginału będzie wręcz druzgocącym przeżyciem. Jednak w ciągu ostatnich dni eksperymentowałem z przeskakiwaniem między tymi wersjami (niestety na różnych sejvach, bo te zrobione na Remasterze nie są zgodne ze starszymi) i finalnie zostało przy mnie wrażenie, że Wiedźmin 3 Remaster to coś w rodzaju nie jakiegoś oficjalnego Remastera, a gry podkręconej przez modyfikacje. Podkręconej zauważalnie, w wielu aspektach sensownie z punktu widzenia gracza, ale w taki charakterystyczny sposób, jak robią to właśnie modyfikacje, które skupiają się głównie na problemie, a nie wszystkim, co dzieje się wokół. 

Już tłumaczę skąd ten wniosek.

Jeśli kiedykolwiek bawiliście się w modowanie gier, to wiecie zapewne, z czym to się je – bierzemy np. moda na łatwiejsze zbieranie przedmiotów i cieszymy się z tego, że stado wilków możemy zlootować za jednym kliknięciem. Wiele więcej nas nie interesuje. Z punktu widzenia oszczędności czasu ma to sens, ale z punktu widzenia immersji już niekoniecznie, bo przez to taki Wiedźmin 3 zaczyna przypominać hack&slasha albo tanie MMO. Jednak przymykamy na to oko, bo modyfikacja, jak to modyfikacja, nie jest zwykle kompleksowym dodatkiem do gry, a ot prostym rozwiązaniem konkretnego problemu.

Inny przykład? Medytacja. Wcześniej byliśmy skazani na widok menu, a teraz widzimy, jak świat wokół nas żyje, podczas gdy Geralt chilluje sobie na klęczkach. Niby fajnie, niby spoko, ale wystarczy zacząć medytować w środku miasta albo gdzieś na odsłoniętym klifie i trafić na nagłe urwanie chmury, żeby cały czar prysł. Przechodnie nie zwracają większej uwagi na klęczącego godzinami wiedźmina, ograniczając się jedynie do zwracania ku niemu swojej głowy, a sam Biały Wilk ma dosłownie wywalone na fakt, że np. spędza pół nocy w ulewie i przemaka do suchej nitki, choć kilka metrów dalej mógłby znaleźć jakiekolwiek schronienie. 

Boli to tym bardziej że książkowy pierwowzór wcale nie daje tutaj twórcom wygodnego usprawiedliwienia na takie zachowanie. Sapkowski rzeczywiście przedstawia Geralta siedzącego nieruchomo z zamkniętymi oczami przed walką ze strzygą, ale jest to część konkretnego przygotowania do starcia, połączona z zażyciem wiedźmińskich eliksirów, które pozwalają mu kontrolować pracę organizmu. Nie jest to więc jakaś ustanowiona zasada, wedle której wiedźmin potrafi po prostu wyłączyć się na kilka czy kilkanaście godzin bez względu na pogodę, miejsce i wszystko, co dzieje się wokół niego.

Ten cały odświeżony sposób przemierzania świata również nie został w moich oczach odpowiednio dopracowany. Porównując starego i nowego Geralta, nie odczuwałem specjalnej różnicy w pokonywaniu typowych przeszkód świata gry, a nawet nie dostałem tego, na co czekałem najbardziej, a liczyłem w sumie na niewiele. Oczekiwałem mądrzejszej Płotki, która wreszcie przestanie się blokować na byle przeszkodach i unosić w powietrzu na urwiskach, a do tego Geralta, który zamiast blokować się na byle murku, płotku czy drzewku, płynnie je przeskoczy lub obejdzie, uchylając ciała. Nadal zresztą występuje dręczący mnie od premiery problem konieczności “wyhamywowania” Geralta przed urwiskiem, bo kiedy tylko podczas biegu puścimy klawisz, to ten wykonuje kilka kroków dalej i z niego… spada. Szkoda, że nie został teraz nauczony, że jak spadnie, to może spróbować chwycić się krawędzi, a na takie właśnie drobne zmiany liczyłem.

Na koniec zostawiłem coś, na czym remaster zyskuje najbardziej – pracę kamery. Tutaj rzeczywiście widać ogromną różnicę względem oryginału, bo nowa, znacznie bardziej dynamiczna kamera jest po prostu pod każdym względem lepsza, co czuć zwłaszcza w walce i potyczka z Gryfem świetnie to pokazuje. Sęk w tym, że ponownie czuć tutaj bardziej moderski (z całym szacunkiem dla twórców modów) niż kompleksowy deweloperski sznyt, bo choć praca kamery została poprawiona, a obszar widzenia znacznie poszerzony, to jednocześnie deweloperzy nie zadbali o to, aby dostosować odpowiednio zasięg renderowania. Efekt? Jeszcze łatwiej dostrzegamy liczne doczytywanie się obiektów i tekstur w oddali, co nie jest żadnym downgradem względem oryginału, bo ten również na to cierpiał, ale było to znacznie mniej widoczne właśnie przez mniejszy obszar widzenia kamery. Możecie to zresztą obejrzeć na zamieszczonym wcześniej graficznym porównaniu na etapie przemierzania Toussaint o świcie.

To nie Wiedźmin 3 Remaster. To stary wiesiek na modach

Dlaczego o tym wszystkim wspominam i skąd te nawiązania do modyfikacji? Ano dlatego, że świetnie pokazuje to problem zmian w tym Remasterze, który sprawia dla mnie wrażenie gry nie zremasterowanej, a solidnie zmodyfikowanej. Zamiast zmieniać kluczowe podstawy mechanik, twórcy zdecydowali się je tylko przypudrować i zapomnieli o tym, że jedna zmiana musi nieść za sobą kolejne, aby można było ją uznać za kompletną. Podkreśla to fakt, że m.in. nowe zachowanie kamery i masowe grabienie zwłok można dezaktywować, co jednoznacznie sugeruje, że nawet twórcy nie byli w stu procentach pewni wyższości tych rozwiązań.

Gdyby jednak podczas masowego zbierania lootu z przeciwników pojawiała się np. opcjonalna cutscenka. Gdyby podczas medytacji ludzie zwracali na Geralta więcej uwagi, a sam Geralt nie stawał się bezmyślną skałą na klęczkach. Gdyby ustawienia renderowania wraz ze zmienioną kamerą uległy poprawie, aby zmniejszyć liczbę widocznych pop-inów. Wreszcie gdyby Geralt zaczął poruszać się jak zwinny zabijaka i przestał blokować się na byle drzewku czy beczce, to te wszystkie zmiany byłyby godne miana “Remastera”. Teraz jednak moim zdaniem są co najwyżej godne miana gry bardzo zmodowanej, ale nie zmienionej kompleksowo i z odpowiednią dbałością o detale.

Dochodzą też do tego błędy. Po spędzeniu w Wiedźminie 3 prawie 150 godzin na przestrzeni 10 lat, dopiero Remaster zaserwował mi taki oto widok:

Dodatkowo raz gra dosłownie wczytała mi kawał góry w środku wiedźmińskiej siedziby i pokazywała górzysty teren w niskiej jakości.

Samo nowe drzewko rozwoju ewidentnie nie zostało odpowiednio przetestowane, bo np. nie odświeża informacji o zwiększeniu poziomu umiejętności po jej wykupieniu, a na dodatek umiejętności w użyciu nie są tak dobrze podkreślone, jak moim zdaniem powinny i w sumie cały proces przydzielania ich od zera na starym zapisie był dla mnie małą udręką. UX-owo jest tam ewidentnie sporo do poprawienia, co jest dziwne, bo całe menu gry zostało bardzo dobrze przebudowane i jest bardziej intuicyjne. 

Na zmiany w drzewku umiejętności patrzę przychylniej, ale ciężko się tym zachwycać. Skończył się wprawdzie prosty podział na kolumny, ale dotychczasowe umiejętności pozostały w głównej mierze te same, a tym samym ostały się proste procentowe bonusy. Najwięcej zmian zaliczyło drzewko ogólnych umiejętności, ale zabawa w procentowe zyski jest powszechna również tam.  Jednocześnie system walki nadal jest w gruncie dokładnie taki, jaki był. Zmiany są zbyt subtelne, żeby móc w ogóle docenić w większym stopniu Białego Wilka tańczącego pośród wilków, bandytów czy bardziej wymagających przeciwników.

Jednak w tych akurat dwóch kwestiach trudno mi specjalnie narzekać i powód co do tego jest prosty – Redzi mają ogromne wyzwanie z uzasadnieniem, dlaczego Geralt miałby zaliczać jakiś spektakularny rozwój umiejętności w walce, kiedy jest już legendarnym wiedźminem. Szkoda jednak, że jakiegoś większego urozmaicenia i tak zabrakło, a robienie młynka jest jedną z niewielu umiejętności, która rzeczywiście zmienia coś podczas walki. Zwłaszcza że sami wrogowie w Remasterze również nie zaczęli mnie jakkolwiek zaskakiwać w walce. Jeśli coś w tych kwestiach mi umknęło, to… no cóż, albo szczegóły są zbyt drobne, albo niepotrzebnie oczekiwałem czegoś, czego prawa oczekiwać nie miałem w takim Remasterze.

Nie Remaster, a Modaster, ale gra ciągle zacna

Mimo tego wszystkiego Remaster i tak sprawił, że wreszcie po latach wróciłem na dłużej do Wiedźmina 3 i przez pierwsze godziny wręcz nie mogłem się od niego oderwać, śledząc główny wątek dodatku Krew i Wino. Jestem więc pewny, że mimo tych potencjalnych problemów, Redzi już zdobyli to, co chcieli – uwagę graczy. Dla mnie jednak nie zrobili tego, czego oczekiwałem. Nie poprawili Wiedźmina 3 tak, jak powinni po tylu latach, a darmowa natura Remastera moim zdaniem nie jest żadnym wytłumaczeniem braku dbałości o szczegóły i stricte moderskiego sznytu większości zmian, wśród których tylko nowe UI broni się na każdym froncie. 

Czytaj też: Redzi zasypali fanów Wiedźmina konkretami o nadchodzących grach

Z drugiej jednak strony… może Wiedźmin 3 jest po prostu tak dobry, że Remaster nie miał czego poprawiać, bo gruntowne zmiany bolączek tego tytułu wymagałyby już Remake’u? A może w tym wszystkim po prostu przesadzam? Jedno jest pewne – studio CD Projekt Red w tym wszystkim na pewno ma przysłowiowe czyste rączki, bo wszystkie oficjalne zapowiedzi tego Remastera rzeczywiście nie były odrealnione. Tyle tylko, że finalnie kryło się za nimi mniej niż mogłoby się wydawać.

Background
Foreground
Remaster vs oryginał

Koniecznie dajcie znać w komentarzach, co myślicie na temat tego Remastera, a jeśli chcecie powyzywać mnie za obrażanie Wiedźmina 3, to pamiętajcie, że demo mojej gry DIGSITE ZERO jest już dostępne na Steam za darmo, a nic nie boli tak, jak krytyka owocu czyjejś pracy. Dzięki za uwagę, do przeczytania w komentarzach i usłyszenia w innym materiale.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.