Niedawno podobny kierunek było widać przy kontroli trakcji w nowych rowerach Gianta, a teraz do gry ponownie wchodzi Bosch. Aktualizacja eBike Flow 1.38 daje bowiem użytkownikowi kontrolę nad funkcją, która jeszcze niedawno była zarezerwowana dla konkretnych trybów jazdy.
Bosch pozwala zdecydować, jak bardzo elektronika ma walczyć o przyczepność
Najważniejszą nowością eBike Flow 1.38 jest rozszerzenie kontroli trakcji na aktualne jednostki Bosch Performance Line CX, Performance Line CX-R oraz Cargo Line oznaczone jako BDU384Y. Sam mechanizm nie jest zupełną nowością, bo Bosch wykorzystywał już Dynamic Control między innymi w trybie eMTB+, ale wcześniej użytkownik nie miał większego wpływu na sposób jego działania. Teraz z kolei dostajemy cztery ustawienia, bo niskie, średnie, wysokie oraz całkowite wyłączenie kontroli trakcji. Możemy więc dopasować reakcję napędu do tego, czy jedziemy po suchym asfalcie, mokrych korzeniach, śniegu, piachu czy stromym podjeździe pokrytym luźnym podłożem.
Czytaj też: Ten polski e-bike przejedzie 120 km. Najciekawsze jest to, skąd ten rower bierze energię

Nie oznacza to oczywiście, że Bosch właśnie oszukał fizykę. Kontrola trakcji nie zmieni kiepskiej opony w dobrą, nie zastąpi prawidłowego ciśnienia i nie sprawi, że na mokrym korzeniu nagle pojawi się przyczepność. Elektronika może jednak odpowiednio ograniczyć moment dostarczany przez silnik, zanim tylne koło zacznie mielić podłoże. Właśnie dlatego uważam tę funkcję za szczególnie interesującą teraz, kiedy Bosch pozwala wybranym napędom osiągać nawet 120 Nm. Przy Performance Upgrade 2.0 pisałem już, że pogoń za momentem obrotowym ma swoje granice. Możemy przecież mieć 120, 150 albo i 200 Nm, ale jeśli przy mocniejszym naciśnięciu pedału opona zacznie wyrzucać spod siebie piach, to część tej przewagi zostaje zmieniona głównie w fontannę ziemi.
W przypadku Boscha nie jest to zresztą wyłącznie teoria. Performance Upgrade 2.0 pozwolił zwiększyć maksymalny moment Performance Line CX i CX-R z bazowych 85 do nawet 120 Nm, a maksymalne wspomaganie może sięgać 600 procent w określonych trybach i sytuacjach. Moc jest więc już na takim poziomie, że coraz ważniejsze staje się nie jej dalsze zwiększanie, a kontrolowanie tego, kiedy i w jaki sposób trafi na tylne koło. Kontrola trakcji próbuje więc rozwiązać problem, który sami producenci stworzyli, zwiększając osiągi napędów i nie piszę tego jako zarzutu. Wręcz przeciwnie – to naturalny etap dojrzewania technologii.
Łańcuch ma być gotowy, zanim moc trafi na koło
Drugą ważną zmianą jest szersza dostępność funkcji Drivetrain Tensioner. Bosch wprowadził ją już wcześniej dla trybów eMTB+ oraz Race, ale wersja 1.38 pozwala korzystać z niej także w pozostałych trybach jazdy kompatybilnych jednostek Performance Line CX, CX-R oraz Cargo Line. Jej działanie jest stosunkowo proste, bo w jej ramach silnik utrzymuje minimalne wstępne naprężenie napędu, ale jeszcze nie wprawia roweru w ruch. Dzięki temu po naciśnięciu na pedał pierwszy impuls nie musi zostać wykorzystany na napięcie łańcucha między tarczą a kasetą i reakcja układu może być bardziej bezpośrednia.

W codziennym rowerze różnica może wydawać się kosmetyczna. Na technicznym podjeździe, gdzie próbujemy ruszyć pomiędzy kamieniami albo dozować moc na granicy przyczepności, takie drobiazgi zaczynają jednak nabierać sensu. Nie jest to jednocześnie funkcja pozbawiona kompromisów. W rowerach z pełnym zawieszeniem wstępne napięcie napędu może w pewnym stopniu wpływać na pracę tylnego zawieszenia, odbierając mu odrobinę czułości oraz swobody ruchu. Dobrze więc, że wybór istnieje. Zwłaszcza że mocniejsze silniki mają też drugą stronę, o której łatwo zapomnieć. Większy moment nadal przechodzi przez łańcuch, kasetę i pozostałe elementy napędu, więc elektronika nie anuluje mechanicznego zużycia. Szerzej opisywałem już ten problem przy wadach oraz zużyciu osprzętu w rowerach elektrycznych. W mocnym e-bike sam silnik wcale nie musi być tym elementem, którym powinniśmy przejmować się najbardziej.
Bosch przygotowuje e-bike na kolejne funkcje
Pozostałe zmiany w wersji 1.38 są mniej istotne, ale dobrze pokazują, jak daleko współczesny rower elektryczny odszedł od prostego zestawu “akumulator plus silnik”. Trick Check, czyli funkcja rozpoznająca skoki, wheelie, manuale oraz stoppie, może teraz dostać własny pełnoekranowy ekran jazdy. Wynik ostatniego wykrytego manewru pozostaje na nim do momentu zarejestrowania kolejnego, zamiast znikać po kilku sekundach. Rozwiązanie działa z kompatybilnymi napędami Smart System oraz wyświetlaczami Kiox 300, Kiox 400C, Kiox 500, Purion 200 i Purion 400.
Czytaj też: Decathlon wszedł do MTB i od razu wyrzucił rowerowy standard 29 cali

Znacznie bardziej praktyczna jest informacja o pozostałym czasie ładowania. Po podłączeniu ładowarki kompatybilne wyświetlacze pokażą teraz szacowany czas do osiągnięcia 100 procent. Drobiazg, ale taki, który rzeczywiście może przydać się przed wyjazdem. Szkoda tylko, że równie wygodne sprawdzanie tego z poziomu aplikacji jest powiązane z ConnectModule oraz płatną usługą Flow+.
W ustawieniach pojawiła się również opcja szybkiego ładowania, która na razie właściwie niczego nie zmienia. Jest przygotowaniem oprogramowania pod zapowiedzianą ładowarkę Bosch 12A, której debiut przewidziano na końcówkę 2026 roku. Tutaj robi się już ciekawiej. Dzięki tranzystorom GaN nowa ładowarka ma dostarczać około 500 W, a Bosch deklaruje około trzykrotnie szybsze ładowanie względem modelu 4A. PowerTube 800 ma osiągać około 50 procent poziomu naładowania w mniej więcej godzinę,.
Coraz ważniejsze staje się nie to, ile mocy mamy, ale co rower z nią robi
Jeszcze kilka lat temu kupowaliśmy rower i jego charakter właściwie pozostawał niezmienny aż do wymiany części. Dzisiaj producent może znacząco zmienić sposób działania napędu aktualizacją aplikacji. W przypadku Boscha aktualizacja 1.38 pokazuje, że charakter współczesnego e-bike coraz mniej zależy wyłącznie od elementów, które zamontowano w nim w fabryce. Ten sam silnik może po aktualizacji dostać wyższy moment obrotowy, inaczej dozować wspomaganie, utrzymywać napięcie napędu albo pilnować przyczepności zgodnie z ustawieniami użytkownika.
Czytaj też: Wsadzili do roweru kontrolę trakcji rodem z samochodu

Doskonale widać to zresztą nie tylko u Boscha. Niedawno opisywany przeze mnie Giant Trance Advanced E+ wykorzystuje kontrolę trakcji, a producenci coraz częściej dokładają do e-bike czujniki, elektroniczne zawieszenia, bezprzewodowe przerzutki i systemy analizujące zachowanie roweru. Rower nadal pozostaje rowerem, tylko coraz więcej rzeczy dzieje się pomiędzy ruchem nogi a tym, co ostatecznie zrobi tylne koło. Ma to oczywiście również mniej przyjemną stronę, bo wraz z rozwojem oprogramowania pojawiają się konta, aplikacje, abonamenty i funkcje zamykane za usługami pokroju Flow+.
Na razie kierunek obrany przez Boscha oceniam jednak pozytywnie. Skoro producent wcześniej dał kompatybilnym jednostkom nawet 120 Nm, to dobrze, że teraz daje również więcej możliwości zapanowania nad tym momentem.

