Oczy i komputer trafiły do pocisku. Zmiana wręcz przerażająca

Przez dziesięciolecia rozwój precyzyjnej broni sprowadzał się w dużej mierze do coraz dokładniejszego odpowiadania na jedno pytanie: “gdzie jestem?”. Pociski dostały systemy bezwładnościowe, mapy terenu, nawigację satelitarną, radary oraz głowice optyczne, a kolejne generacje schodziły z błędem trafienia z setek metrów do wartości liczonych wręcz w pojedynczych metrach. Współczesna wojna zaczyna podważać sam fundament takiego podejścia.
Głowica naprowadzająca firmy OSKI

Głowica naprowadzająca firmy OSKI

Im więcej piszę o walce elektronicznej, autonomicznych dronach i broni działającej w środowisku bez dostępu do GPS, tym bardziej odnoszę wrażenie, że właśnie w tym miejscu zachodzi jedna z najważniejszych zmian w uzbrojeniu XXI wieku. Nie chodzi już tylko o to, żeby pocisk dostał dokładniejsze współrzędne. Przyszłość zmierza w stronę broni, która po odpaleniu będzie mogła spojrzeć przed siebie, zrozumieć to, co widzi i samodzielnie doprowadzić atak do końca. Ten etap właśnie zaczyna przyjmować formę gotowego sprzętu.

OKSI chce włożyć “oczy” i komputer bezpośrednio do pocisku

Amerykańska firma OKSI zaprezentowała rodzinę inteligentnych głowic naprowadzających przeznaczonych dla pocisków oraz amunicji precyzyjnej. Mają one działać od prędkości poddźwiękowych aż po lot hipersoniczny. Zamiast polegać na stałym kontakcie radiowym, GPS-ie czy podświetlaniu celu laserem, mają one połączyć sensory elektrooptyczne i podczerwone z komputerem pokładowym, algorytmami widzenia maszynowego, rozpoznawaniem obiektów oraz sterowaniem lotem. Innymi słowy, najważniejsza część procesu naprowadzania trafiła do samej broni.

Czytaj też: Elektrownia nad naszymi głowami. Wojsko USA chce odbierać energię prosto z orbity

Pocisk JAGM

Według OKSI uzbrojenie wyposażone w taki system może samodzielnie wykrywać, rozpoznawać i śledzić cele statyczne oraz ruchome, a następnie prowadzić się w ich stronę bez komunikacji radiowej aż do momentu uderzenia. Dochodzi do tego tryb lock-on-after-launch, czyli możliwość namierzenia celu dopiero po odpaleniu pocisku. W klasycznym scenariuszu operator albo platforma musi wcześniej “nakarmić” broń odpowiednimi informacjami. Tutaj pocisk może zostać skierowany w określony rejon, a dopiero później rozpocząć właściwe poszukiwanie i tak też oto zmniejsza się liczba elementów, które przeciwnik może zakłócić lub zniszczyć.

GPS przestał być czymś, czego wojsko może być pewne

Pisałem już o problemie związanym z GPS m.in. przy nawigacji drona bojowego z wykorzystaniem pola magnetycznego Ziemi. Aktualnie chodzi nie o porzucanie tej formy nawigacji, ale o stworzenie maszyn, które nie staną się bezużyteczne w sekundę po odcięciu dostępu do satelitów lub łączności. Trend ten jest zresztą znacznie szerszy. DARPA uruchomiła w 2026 roku program PINPOINT, którego dalekosiężnym celem są systemy pozycjonowania i nawigacji niewymagające żadnych sygnałów zewnętrznych.

Czytaj też: Fałszywy raport AI poruszył wojsko. To już nie jest zabawna halucynacja chatbota

Innymi słowy, amerykańskie wojsko próbuje jednocześnie nauczyć maszyny ustalania własnego położenia bez GPS-u oraz dać uzbrojeniu możliwość samodzielnego rozpoznawania celu. Połączenie obu zdolności jest już znacznie ciekawsze niż każda z nich osobno, a podobny kierunek widać przy coraz większej autonomii wojskowych maszyn. Wcześniej komputer pomagał operatorowi. Następnie zaczął przejmować nawigację i sterowanie, a teraz coraz większa część całego łańcucha “znajdź, namierz, śledź i doprowadź broń do celu” trafia bezpośrednio do maszyny.

Jeden samolot może odpalić kilka pocisków i o nich zapomnieć

Opisując swoje dzieło, firma OKSI zwraca uwagę również na możliwość szybkiego odpalania kilku sztuk uzbrojenia przeciwko różnym celom. Każda głowica prowadzi własny proces śledzenia, więc platforma nie musi przez cały czas podświetlać laserem kolejnego obiektu ani utrzymywać stałego połączenia z pociskiem.

Łatwo dostrzec, co oznacza to dla samolotu, okrętu czy wyrzutni lądowej. Platforma staje się w większym stopniu nosicielem broni niż jej opiekunem. Odpala pociski, a ich pokładowe sensory i komputery przejmują część pracy, którą wcześniej wykonywał samolot, operator lub cała sieć rozpoznania.

Czytaj też: Granica między dronem i pociskiem rakietowym właśnie zaczyna znikać

Nie jest to całkowicie nowa idea. Współczesne pociski już od dawna korzystają z własnych radarów, sensorów podczerwonych czy systemów porównujących obserwowany teren z zapisanymi wcześniej danymi. Przy okazji ewolucji pocisków manewrujących widać jednak dobrze, jak długa droga prowadzi od TERCOM-u i zapamiętanej mapy terenu do broni próbującej rozumieć obserwowaną scenę w czasie rzeczywistym.

AI nie jest przerażające. Przerażające jest miejsce, do którego właśnie trafiło

OKSI zaprojektowało swoje głowice modułowo, bo zgodnie z podejściem MOSA i SOSA. Sensory, moduły obliczeniowe oraz oprogramowanie można więc zmieniać bez budowania całej głowicy od zera, a firma wymienia wśród potencjalnych zastosowań zwalczanie dronów, ataki na okręty i cele lądowe, ogień pośredni oraz przechwytywanie innych zagrożeń. Innymi słowy, oto nie powstał jeden niezwykły pocisk. Powstaje coś znacznie bardziej uniwersalnego, bo zestaw “oczu i mózgu”, który można próbować przenosić między kolejnymi rodzajami uzbrojenia i który zmienia to, co broń potrafi zrobić sama po opuszczeniu wyrzutni. Człowiek nadal może zdecydować o rozpoczęciu ataku, ale później oddaje maszynie coraz dłuższy fragment całego procesu.

Źródła: OKSI, DARPA

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.