Kolejny bezzałogowy myśliwiec oderwał się od ziemi. Wyścig trwa

Przez ostatnie lata określenie “lojalny skrzydłowy” zdążyło przejść ciekawą drogę. Najpierw brzmiało jak odległa przyszłość, później pojawiły się demonstratory, pierwsze loty i testy autonomii, a dziś mam coraz większy problem z nazywaniem całego tego segmentu “przyszłością”. Przyszłość bowiem właśnie zaczyna kołować po pasach startowych, choć jeszcze niedawno zastanawialiśmy się, czy bezzałogowy samolot rzeczywiście będzie potrafił działać obok F-35, F-22 czy przyszłych maszyn szóstej generacji.
Kolejny bezzałogowy myśliwiec oderwał się od ziemi. Wyścig trwa

Northrop Grumman poinformował 3 października, że YFQ-48A Talon Blue wykonał pierwszy lot nad Mojave w Kalifornii. W ramach tego sprawdzianu maszyna samodzielnie przeprowadziła całą sekwencję obejmującą kołowanie, start, manewry w powietrzu oraz lądowanie. Jest to ważne rozróżnienie, bo “autonomiczny lot” nie oznacza jeszcze autonomicznej walki, wyboru celu czy samodzielnego użycia uzbrojenia. Pokazuje jednak, że podstawowy system sterowania wyszedł już daleko poza symulator i stanowisko naziemne.

Talon Blue wzbił się w powietrze i zrobił to autonomicznie

Sam Talon Blue nie jest projektem zamówionym np. przez Pentagon. Northrop finansuje go z własnych środków w ramach Project Talon, próbując tym samym przygotować platformę przede wszystkim pod przyszłe potrzeby programu Collaborative Combat Aircraft, a w tym kolejną fazę Increment 2, której ostateczne wymagania nadal nie zostały publicznie określone. Maszynę zbudowała należąca do koncernu firma Scaled Composites, a jej konstrukcja ma być modularna, możliwie lekka i łatwiejsza do produkowania dzięki ograniczeniu liczby części. Widać też górny wlot powietrza, szeroko rozstawione podwozie i wewnętrzną komorę uzbrojenia.

Czytaj też: Fałszywy raport AI poruszył wojsko. To już nie jest zabawna halucynacja chatbota

Ta maszyna jest przy tym tylko połową całego pomysłu. Drugą stanowi Talon IQ, wcześniej znany jako Beacon, czyli oparty na samolocie Model 437 latający poligon doświadczalny dla systemów autonomii. Northrop testuje na nim nie tylko własne oprogramowanie Prism, ale też rozwiązania innych firm, czego przykładem był lot z Hivemind od Shield AI. Dla mnie właśnie tutaj kryje się jeden z najważniejszych elementów tej historii, bo przyszły “dron-myśliwiec” może zmieniać swoje oprogramowanie znacznie szybciej niż sam płatowiec.

Konkurencja nie stoi w miejscu

Chociaż sam pierwszy lot YFQ-48A robi wrażenie, to firma Northrop nie wchodzi na pusty rynek. Siły Powietrzne USA podpisały już kontrakty rozwojowo-produkcyjne na FQ-42 Vengeance firmy General Atomics oraz FQ-44 Fury od Andurila, a do końca dekady chcą otrzymać ponad 150 bojowych CCA. Cały plan jest jeszcze większy, bo amerykańskie lotnictwo mówi o około 1000 takich maszyn w dłuższej perspektywie i 500 gotowych bojowo do 2032 roku.

Czytaj też: Elektrownia nad naszymi głowami. Wojsko USA chce odbierać energię prosto z orbity

Co ważniejsze, mówimy już o sprzęcie, który zaczyna dotykać prawdziwego uzbrojenia. W lipcu YFQ-44A odpalił AIM-120 do cyfrowego celu podczas próby uzbrojenia. Pisałem niedawno o tym szerzej przy FQ-44 Fury i jego coraz bardziej myśliwskim arsenale. Boeing z kolei rozwija MQ-28 Ghost Bat, który zaliczył już ponad 150 lotów i w 2026 roku brał udział w ćwiczeniach Valiant Shield razem z F-35, F-15EX oraz innymi maszynami. Lockheed Martin przygotowuje natomiast kilka egzemplarzy bezogonowego Vectisa jeszcze przed jego pierwszym lotem, a Kratos od lat rozwija FQ-58 Valkyrie.

Właśnie dlatego Talon Blue jest dla mnie ciekawszy jako sygnał rynkowy, bo oto kolejny wielki producent uznał po prostu, że nie może pozwolić sobie na pozostanie poza tym segmentem.

Northrop potrzebuje Talon Blue bardziej, niż może się wydawać

Moment pierwszego lotu jest zresztą wyjątkowo wymowny. Zaledwie kilka dni wcześniej Boeing wygrał rywalizację o F/A-XX, czyli przyszły pokładowy myśliwiec szóstej generacji amerykańskiej marynarki. Northrop Grumman był z kolei drugim finalistą tego programu, więc porażka zamknęła mu jedną z najważniejszych dróg powrotu do pierwszej ligi taktycznego lotnictwa załogowego. Tym większe znaczenie może mieć teraz dla firmy cały program CCA.

Mam zresztą wrażenie, że rynek wojskowego lotnictwa zaczyna rozdzielać się na dwa zupełnie inne światy. W jednym będą ekstremalnie zaawansowane, drogie i produkowane w relatywnie ograniczonych liczbach F-47, F/A-XX czy B-21. W drugim znacznie liczniejsze autonomiczne maszyny, które mają przenosić sensory i broń, zakłócać przeciwnika, lecieć pierwsze w najbardziej ryzykowne rejony i w razie potrzeby zostać utracone bez śmierci pilota.

Czytaj też: Granica między dronem i pociskiem rakietowym właśnie zaczyna znikać

F-47

Już przy modernizacji F-22 pod współpracę z CCA było widać, że pilot przyszłości może coraz mniej przypominać samotnego operatora jednej maszyny, a coraz bardziej dowódcę niewielkiej powietrznej formacji. Dziś ten obraz zaczyna dostawać fizyczne kształty.

Źródła: Northrop Grumman, The War Zone

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.