Dziś bezzałogowe maszyny nie mają już wyłącznie latać obok myśliwców i wykonywać jednego prostego zadania. Dostają coraz więcej autonomii, coraz bardziej zaawansowane sensory i przede wszystkim coraz szerszy arsenał. FQ-44 Fury firmy Anduril jest chyba jednym z najlepszych przykładów tego, dokąd może nas to doprowadzić, bo lista broni przygotowywanej dla tego drona zaczyna przypominać wyposażenie normalnego wielozadaniowego samolotu bojowego.
Fury dostał bomby i rakiety. Lista robi się coraz ciekawsza
Anduril pokazał właśnie nowe konfiguracje uzbrojenia Fury, a najciekawsze jest nie tyle samo podwieszanie kolejnych “zabawek” pod drona, ile ich różnorodność. Na zdjęciach widać m.in. 227-kilogramowe bomby kierowane, a w tym GBU-54 Laser JDAM, mniejsze GBU-39/B Small Diameter Bomb oraz zasobniki LAU-131A/A dla rakiet kalibru 70 mm. Gdyby tego było mało, firma pracuje również nad integracją innych rodzajów uzbrojenia oraz wyposażenia zależnie od rodzaju misji.
Czytaj też: Chiny budują okręt, jakiego jeszcze nie było. Ma wypuszczać podwodne giganty

Pamiętajmy jednak, że Fury nie lata jeszcze z całym tym arsenałem i nie zrzuca seryjnie bomb. W przypadku najnowszych fotografii mówimy przede wszystkim o sprawdzaniu fizycznej oraz konstrukcyjnej zgodności uzbrojenia i prowadzeniu prac integracyjnych. Dopiero później przychodzą próby w locie, loty z podwieszonym uzbrojeniem i wreszcie jego użycie.

Nie znaczy to jednak, że FQ-44 jest dziś tylko atrapą z dokręconymi bombami. W lipcu 2026 roku prototyp YFQ-44A rzeczywiście przeprowadził próbę bojową z pociskiem AIM-120 AMRAAM przeciwko cyfrowemu celowi nad pustynią Mojave. Wcześniej zaś firma wykonała zarówno loty z nieaktywnym uzbrojeniem, jak i testy połączenia między maszyną a systemem pocisku.
Z “lojalnego skrzydłowego” robi się bezzałogowy myśliwiec wielozadaniowy
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to CCA przestanie oznaczać po prostu drona, który niesie dodatkowe AIM-120 dla F-35. Ten sam samolot może zwalczać inne maszyny, polować na drony i pociski manewrujące, atakować cele naziemne, przenosić sensory albo wykonywać zadania w szczególnie niebezpiecznej przestrzeni.

Pisałem już o tym szerzej przy nadchodzącej wojnie autonomicznej. Coraz wyraźniej widać jednak, że rozwój maszyn bojowych zmierza w stronę rozdzielenia samej platformy od jej “inteligencji”. Kadłub dostarcza paliwo, sensory oraz uzbrojenie, podczas gdy zachowanie w czasie misji może być rozwijane jako osobna warstwa oprogramowania. Warto zresztą przypomnieć, że sam Fury jeszcze w 2025 roku był przede wszystkim obietnicą, podczas gdy dziś odpala już prawdziwe pociski.
Podobny kierunek w jeszcze bardziej ekstremalnej formie widać przy programie LongShot, gdzie bezzałogowiec sam ma przenosić własne pociski i rozszerzać zasięg rażenia załogowej maszyny. Wygląda więc na to, że zamiast budować jeden samolot, który musi być jednocześnie niewykrywalny, szybki, doskonale uzbrojony i piekielnie drogi, można zacząć rozrzucać te zdolności pomiędzy większą liczbę współpracujących platform.
Setki maszyn zamiast garstki perfekcyjnych myśliwców
Skala całego programu robi zresztą równie duże wrażenie jak broń. FQ-44 Fury Andurila i konkurencyjny FQ-42 Vengeance firmy General Atomics wyszły już poza etap zwykłych demonstratorów. USAF oficjalnie potwierdziły plan zbudowania około 1000 bojowych CCA, a 500 z nich ma być dostępnych już do 2032 roku.

W takim układzie F-35 pozostanie znacznie bardziej zaawansowanym samolotem, ale też ma swoje problemy, bo wymaga pilota, gigantycznego zaplecza i jest aktywem, którego dowódca nie będzie bez potrzeby wystawiał na ryzyko. Bezzałogowy Fury pozwala potencjalnie zmienić tę kalkulację. Wysunąć sensory dalej. Dołożyć kolejne pociski. Wysłać maszynę w rejon, do którego człowieka wysyłać zwyczajnie szkoda.
Warto zresztą pamiętać, że cały program zalicza również problemy. W kwietniu pisałem o rozbiciu prototypowego YFQ-42A i co tu dużo mówić. Właśnie takie wydarzenia najlepiej studzą opowieści o rewolucji, która “już się dokonała”. Nie dokonała się. USA dopiero uczą się, jak zbudować, obsługiwać i wykorzystywać takie maszyny na skalę znacznie większą niż kilka demonstratorów.
Najtrudniejsza część dopiero przed Fury
Łatwo spojrzeć na zdjęcie drona z bombami i uznać, że właśnie narodził się bezzałogowy odpowiednik F-16. Jeszcze tam nie jesteśmy. Integracja uzbrojenia to jedno, ale niezawodne rozpoznawanie sytuacji, współpraca z innymi samolotami, podejmowanie decyzji przy zakłóconej łączności i bezpieczne używanie broni w skomplikowanym środowisku to zupełnie inna liga problemów. Jednocześnie granica między “dronem wspierającym myśliwiec” a “bezzałogowym myśliwcem” zaczyna robić się wyjątkowo cienka.

Czytaj też: Jeden operator i 35 latających kolosów. Gamera chce zastąpić legendarne wojskowe uzbrojenie
Jeszcze niedawno wyobrażaliśmy sobie autonomicznego skrzydłowego jako dodatek do samolotu przyszłości. Teraz ten dodatek dostaje bomby, rakiety, pociski powietrze-powietrze oraz własny coraz dłuższy katalog misji. Przyszłość lotnictwa bojowego może więc nie polegać na zastąpieniu pilotów robotami. Znacznie ciekawszy wydaje mi się świat, w którym jeden drogi załogowy myśliwiec staje się centrum większej formacji, a otaczające go bezzałogowe maszyny przejmują poszczególne części zadania. Jedna szuka celu, druga niesie dodatkowe pociski, trzecia atakuje radar, a czwartą można świadomie wysłać tam, gdzie jej szanse powrotu są niewielkie. Dziś nie jest to wcale takie odległe.
Źródła: Siły Powietrzne USA#1, Siły Powietrzne USA #2, The Aviationist

