Lockheed Martin najwyraźniej nie chce więc sprawdzić wyłącznie tego, czy jego nowy bezzałogowiec stealth będzie w stanie wzbić się w powietrze. Firma już teraz przygotowuje się do znacznie trudniejszego etapu – zbudowania go szybko i za pieniądze, które nie zrobią z niego kolejnego lotniczego eksponatu dla najbogatszej armii świata. Właśnie to najbardziej przyciągnęło moją uwagę, bo samo hasło “dron współpracujący z myśliwcami” przestało już robić takie wrażenie jak kilka lat temu.
Lockheed nie zbuduje jednego Vectisa. Powstanie pięć maszyn
Lockheed Martin potwierdził w połowie września 2026 roku, że do pierwszego powstającego już Vectisa dołączą cztery kolejne egzemplarze. Łącznie daje to pięć maszyn, które mają pozwolić przyspieszyć próby w locie, ale przede wszystkim sprawdzić aktualny proces produkcyjny. Pierwszy Vectis ma wzbić się w powietrze do końca 2027 roku, więc sytuacja jest dosyć wymowna, bo oto właśnie producent inwestuje we flotę prototypów, zanim ten pierwszy w ogóle oderwał się od pasa.

Dlatego też nie znamy jeszcze jego realnego zasięgu, udźwigu, charakterystyki stealth ani osiągów, a Lockheed nie ujawnił nawet, ile zamierza wydać na cały program. Skunk Works najwyraźniej chce więc uczyć się budowania tych maszyn równolegle wraz z uczeniem się ich latania. Podejście ciekawe, trzeba przyznać, a i tak nie jest jedynym, co zaskakuje, bo tempo dotychczasowych prac jest nietypowe. Od pierwszego projektu do sprawdzianu w tunelu aerodynamicznym miały minąć mniej niż dwa miesiące, pierwszy kompletny cyfrowy model powstał w pół roku, a po ośmiu miesiącach firma wypuściła pierwszy element do produkcji. Lockheed pokazał też pełnowymiarową makietę Vectisa podczas Air, Space & Cyber Conference 2026.

Dron wielkości Reapera, ale zaprojektowany do zupełnie innej wojny
Vectis mierzy około 10,4 metra długości i ma rozpiętość skrzydeł na poziomie 11,6 metra. Pod względem długości jest więc zbliżony do MQ-9 Reaper, a szerokością przypomina bardziej pełnoprawny samolot bojowy niż klasycznego drona obserwacyjnego. Lockheed klasyfikuje go jako dużą maszynę zaliczającą się do Grupy 5 i przeznaczoną do misji powietrze-powietrze, powietrze-ziemia oraz rozpoznania, obserwacji i zwiadu.
Czytaj też: Armia USA pokazała fabrykę wojny przyszłości. Powstał szybciej niż obiad, a potem latał przez niemal 9 godzin

Różnica względem Reapera jest jednak fundamentalna. Vectis ma działać w środowisku, w którym przeciwnik dysponuje zaawansowanymi radarami, myśliwcami oraz obroną przeciwlotniczą. Stąd bezogonowy układ, rozwiązania ograniczające wykrywalność czy głęboko schowany wlot powietrza znajdujący się na górnej części kadłuba. Taka konstrukcja ma ograniczać opór, pomagać w obniżaniu sygnatury i jednocześnie zmniejszać ryzyko zassania zanieczyszczeń podczas działania z kiepsko przygotowanych lotnisk. Nowe wizualizacje pokazują też wewnętrzną komorę uzbrojenia mieszczącą przynajmniej dwie sztuki amunicji wielkości średnich pocisków powietrze-powietrze, ale szczegółów nie znamy.

Sama idea jest za to dobrze znana. Pisałem już o tym, jak F-35 zmienia się w centrum dowodzenia dla bezzałogowców, a później o tym, że jeden człowiek ma zarządzać wieloma autonomicznymi maszynami naraz. Podobny kierunek pojawiał się też przy modernizacji F-22 właśnie pod współpracę z lojalnymi skrzydłowymi. Vectis wygląda jak kolejny fizyczny element tej układanki.
Samolot stealth składany trochę jak meble z Ikei
Najciekawsza rzecz w tym projekcie kryje się w fabryce. Skunk Works wykorzystuje metodę określaną jako minimal tooling determinate assembly, której założeniem jest zmniejszenie liczby specjalistycznych narzędzi, ręcznego dopasowywania elementów i całej pracy wykonywanej przy montażu. Ron Fehlen z Lockheed Martina porównał ogólną ideę do składania mebli z Ikei, a firma twierdzi, że w niektórych przypadkach udało się dzięki temu ograniczyć liczbę roboczogodzin potrzebnych do budowy samolotu nawet o 80 procent.
Czytaj też: Pancerz już nie wystarcza. Chiny wsadziły broń przyszłości na swojego pancerniaka Typu 19


Właśnie tutaj widzę prawdziwą przyszłość wojskowego lotnictwa. Dziś bowiem nie wystarczy zaprojektować cudu techniki, jeśli potem da się go produkować w tempie kilku egzemplarzy rocznie i za cenę, przy której każda strata staje się narodową tragedią pokroju utraty B-2 Spirit. Vectis nie ma być tanim jednorazowym dronem, ale Lockheed jednocześnie podkreśla, że chce zmieścić się w kosztach konkurencyjnych dla rynku Collaborative Combat Aircraft. Konkretnej ceny nadal nie podał.
Przyszłość już nadchodzi, ale Vectis musi jeszcze udowodnić, że potrafi latać
Dziś program CCA ma już własne maszyny FQ-42 i FQ-44, producenci rozwijają systemy autonomii, a samoloty F-35 oraz F-22 są przygotowywane do zarządzania bezzałogowcami. Niedawno przy Wildfire, który ma przejąć część zadań rodziny Reaperów, zwracałem uwagę na dokładnie ten sam trend – pojedynczy dron powoli przestaje być osobnym narzędziem, a staje się elementem większej sieci.


Czytaj też: Polacy chcą uprościć wojnę dronową do kliknięcia myszką. TASACK zaskakuje i przeraża
Vectis nadal pozostaje jednak obietnicą. Lockheed Martin nie ma jeszcze seryjnego kontraktu na tę maszynę, pierwszy lot jest dopiero przed nią, a najważniejsze parametry pozostają tajemnicą. Uważam więc, że znacznie ciekawsza od pytania “czy Vectis będzie świetnym dronem?” jest dziś inna kwestia. Bo czy Skunk Works potrafi zbudować zaawansowaną maszynę stealth tak, aby później dało się robić ją szybko i wystarczająco tanio? Jeśli odpowiedź okaże się twierdząca, to za kilka lat pilot F-35 może już nie być wyłącznie pilotem jednego myśliwca. Stanie się dowódcą niewielkiej powietrznej formacji.
Źródła: Lockheed Martin

