Coś paskudnego stało się z dodatkami do gier wideo

Jeszcze kilkanaście lat temu słowo “dodatek” miało dla mnie dosyć konkretne znaczenie. Wracałem do gry, którą zdążyłem już odstawić, pobierałem kilka czy tam kilkanaście gigabajtów nowych plików i tak oto dostawałem powód, żeby spędzić w niej kolejny tydzień. Nowa kampania, kraina, mechaniki, przeciwnicy, wyposażenie, a czasami nawet coś, co zmieniało zasady całej podstawki. Nie każdy dodatek był czymś w rodzaju Krwi i Wina do Wiedźmina 3, ale przynajmniej mniej więcej wiedziałem, czego spodziewać się po takim produkcie.
Coś paskudnego stało się z dodatkami do gier wideo

Oczywiście idealizowanie samych dawnych czasów nie ma większego sensu. Bethesda sprzedawała już przecież w 2006 roku słynny pancerz dla konia, gry dostawały mapy, skórki, bronie, a wydawcy testowali cierpliwość graczy na długo przed tym, zanim słowa “battle pass” nauczyły się nawet dzieci. Mam jednak wrażenie, że w ciągu kolejnych lat wydarzyło się coś znacznie ciekawszego niż zwykły wzrost cen gier wideo. Nie tylko zaczęliśmy płacić więcej. Zmieniło się przede wszystkim to, jak małą część gry można dziś wydzielić, nazwać DLC i wstawić do sklepu nawet w samym dniu premiery.

Artykuł w wersji wideo

Borderlands 4 rozebrał dodatek na części i wystawił każdą osobno

Najlepszy przykład jest świeżutki. Borderlands 4 dostał Pakiet Fabularny 2: FL4K i Ostatnia deska ratunku, a taki polski Xbox Store wycenia go na 89 zł. W środku mamy nową wyspę Przezorność, fabułę, misje dodatkowe, nowych bossów, przeciwników oraz wyposażenie. Brzmi jak całkiem klasyczne DLC fabularne i gdyby historia kończyła się właśnie tutaj, specjalnie bym się tej ceny nie czepiał. Tyle że obok niego stoi Hakerka Bezmiłosna za kolejne 45 zł. Nowa grywalna postać jest oficjalnie częścią zawartości związanej z Pakietem Fabularnym 2, ale przy zakupie samej części fabularnej jej nie dostajemy. Chcecie zarówno historię, jak i nową łowczynię skarbców? Rachunek wynosi już 134 zł.

Czytaj też: Nie Remaster, a Modaster, czyli dlaczego Wiedźmin 3 Remaster mnie rozczarował

Na tym zabawa w dzielenie się nie kończy. W tym samym polskim sklepie znajdziemy m.in. Pakiet Nagród 5: Amara i Nikczemne Cienie za 27 zł oraz osobną Kartę Skarbców 5 za następne 27 zł. Podobnie rozbito wcześniejsze pakiety. Są też Szelma H4-JS za 45 zł, Pakiet Fabularny 1 za 89 zł, pełny Pakiet Łowcy Skarbców z regularną ceną 229 zł oraz Zestaw Pakietu Nagród za 179 zł. Wygląda to więc tak, jakby ktoś w restauracji nagle stwierdził, że ziemniaki do schabowego powinny być osobną pozycją.

2K od początku projektowało popremierową monetyzację Borderlandsa 4 wokół dwóch większych zestawów, choć później układ Bounty Packów został zmieniony. Pierwszy Pakiet Nagród został udostępniony wszystkim za darmo, a płatny Bounty Pack Bundle obejmuje dziś pakiety od 2 do 5, czyli cztery mniejsze paczki. Vault Hunter Pack dwa nowe regiony, dwóch grywalnych łowców i dwie części fabularne. Problem w tym, że dziś możemy wejść do sklepu i kupować coraz drobniejsze kawałki tej układanki oddzielnie… i właśnie tutaj przypomniał mi się Borderlands 2.

Za 99 zł Gearbox sprzedawał kiedyś cztery kampanie

We wrześniu 2012 roku polski PlayStation Store wystawił do kupienia Season Pass do Borderlands 2 za 99 zł. Przepustka od początku zapewniała dostęp do czterech dużych DLC fabularnych, a w kwietniu 2013 roku jej posiadacze otrzymali dodatkowo bez opłaty Ultimate Vault Hunter Upgrade Pack, podnoszący maksymalny poziom postaci. Nie będę oceniał tych rozszerzeń, bo z tego co pamiętam przed laty, niespecjalnie mnie porwały swoją treścią, choć może to przez wymęczenie całej gry głównej. 

Jednak pierwszy odruch jest oczywisty. “Kiedyś cztery kampanie kosztowały 99 zł, a dziś jedna kampania i postać kosztują 134 zł”. Tyle że takie zestawienie byłoby zwyczajnie nieuczciwe. Według danych GUS ceny w Polsce od tamtego czasu wzrosły potężnie, a po przeliczeniu kolejnych wskaźników inflacji 99 zł z 2012 roku odpowiada dziś w bardzo dużym przybliżeniu około 160 zł. Nie mamy więc sytuacji, w której Gearbox dawniej brał “stówkę”, a teraz bez żadnego powodu chce półtorej. Realna wartość obu wydatków jest znacznie bliższa, niż sugerują nominalne liczby.

Tylko że właśnie po takim uczciwym przeliczeniu robi się dla współczesnego modelu DLC jeszcze ciekawiej. Około 160 dzisiejszych złotych kupowało w tamtym modelu cztery kampanie. Za 134 zł w Borderlands 4 dostajemy dziś jeden pakiet fabularny oraz jedną postać. Jeżeli chcemy szerszy zestaw popremierowej zawartości, to regularna cena samego Vault Hunter Packa wynosi już 229 zł, a Bounty Pack Bundle kolejne 179 zł.

Problemem nie okazuje się więc samo “wszystko podrożało”. Zmieniła się jednostka, w której zawartość jest nam sprzedawana.

Cywilizacja VII sprzedaje za 129 zł coś zupełnie innego niż “szóstka”

Jeszcze brutalniej widzę to przy nowej Cywilizacji, bo tutaj nominalne ceny można zestawić niemal jeden do jednego. Kolekcja Pędzla i Ostrza do Cywilizacja VII ma w Polsce regularną cenę 129 zł. Dostajemy w jej ramach dwóch przywódców, Toyotomiego Hideyoshiego oraz Yi Sun-sina, cztery cywilizacje, czyli Japonię Heian, Japonię Sengoku, Goryeo i Joseon, a także cztery cuda. Nie są to wyłącznie skórki. Każda cywilizacja oraz przywódca wpływa na sposób prowadzenia rozgrywki.

Zaś w 2018 roku premierowa sugerowana cena Cywilizacja VI: Rise and Fall wynosiła w Polsce… 128,90 zł. Dziesięć groszy mniej. Tyle że za tę kwotę Firaxis nie sprzedawało po prostu zestawu nowych nacji. Rise and Fall wprowadziło lojalność miast, Złote, Mroczne i Heroiczne Ery, siedmiu gubernatorów z drzewkami rozwoju, zmiany w dyplomacji i ustrojach oraz oś czasu. Dopiero do tego dochodziło osiem cywilizacji, dziewięciu liderów, osiem cudów świata, siedem cudów natury, nowe jednostki, dzielnice, budynki, ulepszenia i zasoby. Innymi słowy, gracz kupował zarówno wielką porcję zawartości, jak i przebudowę zasad gry.

Ponownie trzeba jednak wyciągnąć z szuflady inflację, bo te 128,90 zł z 2018 roku odpowiada dziś mniej więcej 205 zł, więc realnie Rise and Fall było zauważalnie droższym produktem niż obecne Pędzel i Ostrze za 129 zł. Wszystko fajnie, ale popatrzmy, jak wielką część gry dostawaliśmy w zamian za tę wyższą realną cenę.

W Rise and Fall nowe cywilizacje były dodatkiem do nowych systemów. W Pędzlu i Ostrzu nowe cywilizacje są systemem sprzedażowym samym w sobie. Możemy dyskutować, czy cztery nacje i dwóch liderów są warte 129 zł, ale trudno nie zauważyć, jak bardzo zmieniło się znaczenie słowa “rozszerzenie”.

Total War sprawdził już, gdzie kończy się cierpliwość graczy

Creative Assembly przeprowadziło podobny eksperyment kilka lat wcześniej, tyle że gracze wyjątkowo szybko pokazali producentowi, co sądzą o wyniku. The Prophet & The Warlock do Total War: Warhammer II kosztuje w polskim Steamie 40,99 zł. Jest to typowy stary Lord Pack: dwóch legendarnych lordów, ich frakcje, własne mechaniki oraz nowe jednostki. Nie wielkie rozszerzenie zmieniające całą grę, ale też cena nigdy nie próbowała udawać, że mamy do czynienia z drugą premierą.

Czytaj też: Zagraj w moją grę za darmo! Demo DIGSITE ZERO już dostępne na Steam

Potem do Total War: Warhammer III trafiło Shadows of Change za 89 zł. Cena przeskoczyła ponad dwukrotnie, a dodatek początkowo koncentrował się na trzech legendarnych lordach i zawartości dla trzech ras. Reakcja społeczności była tak zła, że później Creative Assembly przyznało oficjalnie, że studio nie spełniło oczekiwań dotyczących tego, czym powinno być DLC i zapowiedziało znaczące rozszerzenie Shadows of Change bez kolejnej opłaty. Aktualizacja 4.2 rzeczywiście dołożyła zawartość wszystkim właścicielom dodatku. Przy kolejnym rozszerzeniu twórcy otwarcie deklarowali już, że chcą zapewnić ilość treści oczekiwaną przez graczy przy takim poziomie cenowym.

Lubię ten przykład nie bez powodu, bo rozwala wygodne tłumaczenie pod tytułem “takie są teraz ceny, przyzwyczajcie się”. Nie. Czasami wydawca po prostu sprawdza, ile gracze są gotowi zapłacić i czasami w tych eksperymentach ostro przestrzeliwuje.

179,90 zł za dodatek przestało wyglądać dziwnie

Najlepszym przykładem normalizacji wysokich cen DLC nie jest jednak ani Borderlands, ani Total War. Wystarczy odpalić polski sklep z dodatkami do The Sims 4. Dochodowe hobby – 179,90 zł. Królewskie dziedzictwo – 179,90 zł. Czar natury – 179,90 zł. Wiejska sielanka – 179,90 zł. Zakochaj się! – 179,90 zł. Cztery pory roku – 179,90 zł. Licealne lata, Ranczo, Do wynajęcia, Życie i śmierć, Uniwersytet – ponownie 179,90 zł.

Część z nich dodaje nowe światy, kariery, systemy czy całe style rozgrywki i dla kogoś, kto spędza w The Sims setki godzin, wydatek może mieć więcej sensu niż zakup kolejnej pełnej gry, którą porzuci po weekendzie. Ciekawsza jest tutaj jednak sama granica psychologiczna. Dodatek za prawie 180 zł nie jest już dzisiaj czymś egzotycznym. Może być po prostu kolejną pozycją w rozwijanym przez lata katalogu DLC.

Czytaj też: Właśnie to chciałem usłyszeć o Wiedźminie 4. Teraz Redzi muszą to udowodnić

Dla porównania fabularne Shattered Space do Starfielda kosztuje w polskim Xbox Store 89,99 zł i daje nową planetę Va’ruun’kai, dużą historię związaną z Rodem Va’ruun, uzbrojenie, skafandry i wyposażenie. Cyberpunk 2077: Widmo wolności nadal ma na polskim Steamie regularną cenę 99,99 zł. Innymi słowy, na tym samym rynku możemy więc mieć rozszerzenie fabularne za około 90-100 zł, simowy pakiet za 179,90 zł, jedną postać Borderlands za 45 zł oraz kartę nagród za 27 zł. Efekt? Samo słowo “DLC” praktycznie przestało cokolwiek mówić o skali produktu.

Wiedźmin 3 pozostaje koszmarnie niewygodnym punktem odniesienia

Tutaj nie mogę nie wrócić do gry, która zepsuła nam wszystkim oczekiwania na lata. Dawniej rozszerzenie Serce z Kamienia kosztowało np. w polskim Xbox Store 39,99 zł. Dostajemy za to ponad 10 godzin historii z Olgierdem von Everecem i Panem Lusterko, nowe postacie, przeciwników, przedmioty oraz cały ciąg zadań, który do dziś uważam za jedną z najlepszych opowieści napisanych przez CD Projekt Red. Rozszerzenie Krew i Wino kosztowało zaś 79,99 zł, a zapewniało ponad 20 godzin przygody, całe Toussaint, wielka kampania, zadania poboczne, potwory i wyposażenie. Oba dodatki w Expansion Passie były wycenione razem na 99,99 zł. 

Tak, znowu to samo – inflacja. Serca z Kamienia za 39,99 zł z 2015 roku odpowiadałyby dziś mniej więcej 64 zł. Krew i Wino za 79,99 zł z 2016 roku to około 129 zł w dzisiejszych pieniądzach. Cały Expansion Pass za 99,99 zł z 2015 roku odpowiada mniej więcej 160 zł. Są to przybliżenia, ale wystarczają, żeby nie porównywać bezmyślnie nominałów oddalonych od siebie o dekadę.

Właśnie Krew i Wino daje chyba najlepsze porównanie, bo dzisiejsze około 129 zł odpowiada pod względem siły nabywczej jego ówczesnej cenie. Pakiet Fabularny 2 do Borderlands 4 razem z Hakerką Bezmiłosną kosztuje zaś dziś 134 zł. Po jednej stronie mamy Toussaint i ponad 20 godzin wielkiego RPG, a po drugiej jedną część fabularną i jedną nową postać.

Nie oczekuję oczywiście, że każdy producent za 130 zł zbuduje drugie Toussaint. Krew i Wino było absurdalnie hojnym dodatkiem nawet w 2016 roku i właśnie dlatego do dziś wracamy do niego w takich dyskusjach. Mimo wszystko trudno tego kontrastu nie zauważyć.

Co zabawne, Wiedźmin 3 właśnie wraca i robi wszystko odwrotnie

Najdziwniejsze w całym tym porównaniu jest jednak to, że Wiedźmin 3 nie jest już tylko reliktem, który wyciągamy z 2015 i 2016 roku, żeby zawstydzać współczesnych wydawców. Ta gra właśnie ponownie staje się aktualnym przykładem tego, jak można podejść do popremierowej zawartości.

29 września 2026 roku Wiedźmin 3: Dziki Gon otrzymał Remaster, który dla posiadaczy gry na kwalifikujących się platformach jest bezpłatną aktualizacją. Nie chodzi przy tym tylko o podbite tekstury czy wyższą rozdzielczość. CD Projekt Red zawarł w tym remasterze zmiany w grafice, wydajności, rozgrywce, walce, poruszaniu się i szeregu innych elementów. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że każdy posiadacz samej podstawowej wersji gry dostał przy okazji za darmo również Serca z Kamienia oraz Krew i Wino.

Tak, dobrze czytacie. Dwa dodatki, które jeszcze chwilę temu wykorzystałem jako przykład wyjątkowo dobrej relacji ceny do zawartości, w 2026 roku przestają być nawet płatnymi dodatkami dla obecnych właścicieli gry. W czasach, kiedy Borderlands 4 sprzedaje osobno pakiet fabularny za 89 zł i bohatera za 45 zł, CD Projekt Red bierze dwa ogromne rozszerzenia, wrzuca je wszystkim właścicielom podstawki i mówi “macie”. Oczywiście stoją za tym również czysto biznesowe powody. 

Wiedźmin 3 ma już ponad dekadę, sprzedał dziesiątki milionów egzemplarzy, a rozdanie starych dodatków pomaga przygotować graczy pod kolejną premierę. Nie zmienia to jednak faktu, że kontrast jest wręcz komiczny, a to zwłaszcza że na tym historia Wiedźmina 3 się nie kończy.

W 2027 roku zadebiutują Pieśni przeszłości, czyli trzeci pełnoprawny dodatek fabularny, który CD Projekt Red tworzy wspólnie z Fool’s Theory. Geralt wróci w nim do zupełnie nowej przygody w regionie Letten, a twórcy mówią wprost o dużym rozszerzeniu, które ma stanowić brakujący rozdział historii Dzikiego Gonu. Jego ceny jeszcze nie znamy, więc nie da się zestawić Pieśni przeszłości z Borderlands 4, Cywilizacja VII czy Shadow of the Erdtree. Jednak sam fakt powrotu do modelu dużego dodatku fabularnego jest jednak ciekawy. Tym bardziej że twórcy zdradzili ostatnio, iż część pomysłów na Pieśni przeszłości była możliwa dopiero dzięki technicznym zmianom wprowadzonym w Remasterze.

Wiedźmin 3 robi więc w 2026 roku coś wyjątkowo przewrotnego. Najpierw jego dwa stare dodatki stają się darmowe dla posiadaczy podstawki, potem cała gra dostaje bezpłatny Remaster, a na końcu ma dostać jeszcze jeden klasyczny, duży expansion pack. Na rynku, który coraz chętniej sprzedaje nam bohatera, kartę nagród i fabularny fragment jako trzy osobne produkty, brzmi to wręcz staromodnie i chyba właśnie dlatego tak dobrze.

Nie gry podrożały najbardziej. Podrożały kawałki, na które można je pociąć

Nie widzę dowodu na to, że każdy współczesny dodatek daje mniej niż dawniej. Shadow of the Erdtree właściwie wyśmiewa taką tezę. Widmo wolności również. Całe porównanie komplikuje inflacja, większe zespoły, droższa produkcja, wyższe wynagrodzenia i fakt, że 100 zł kilkanaście lat temu naprawdę bolało portfel znacznie bardziej niż dzisiaj. Zmieniło się coś innego. bo oto na naszych oczach rynek nauczył się sprzedawać grę w coraz mniejszych elementach.

Najpierw mieliśmy duże rozszerzenie. Potem kilka DLC. Później season pass. Następnie pakiety postaci, map, kosmetyki, przepustki, karty nagród, waluty, deluxe upgrade’y oraz zestawy skupiające inne zestawy. Borderlands 4 jest świetnym przykładem tej ewolucji, bo w polskim sklepie obok siebie widzę fabułę za 89 zł, bohatera za 45 zł, kartę za 27 zł i kolejny miniaturowy pakiet za następne 27 zł. Każdy zakup z osobna wygląda jeszcze w miarę niewinnie, ale dopiero po złożeniu wszystkiego zaczyna być widać, ile kosztuje całość i być może właśnie do tego przyzwyczailiśmy się najbardziej.

Nie do DLC za 100, 150 czy nawet 180 zł, bo dobra zawartość potrafi być warta takich pieniędzy. Przyzwyczailiśmy się do tego, że “dodatek” nie musi już oznaczać kompletnego rozszerzenia. Może być bohaterem. Kartą. Kilkoma misjami. Jednym fragmentem większego zestawu, którego pozostałe elementy czekają dwie pozycje niżej w sklepie.

Kiedyś wydawca próbował zaś nas przekonać, że za ułamek ceny podstawowej gry dostaniemy powód, żeby wrócić do niej na kolejnych kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin. Dziś jednak coraz częściej mam wrażenie, że najpierw sprawdza, na ile osobnych przycisków “Kup” uda się ten powód podzielić.

Źródła: Xbox – Borderlands 4: Pakiet Fabularny 2, Xbox – Borderlands 4 i ceny pozostałych DLC, PPE – Borderlands 2 SeasonPass i polska cena z 2012 roku, PlayStation – Cywilizacja VII: Kolekcja Pędzla i Ostrza, Poltergeist – Cywilizacja VI: Rise and Fall i cena premierowa, 2K – zawartość Cywilizacja VI: Rise and Fall, IsThereAnyDeal – Total War: Warhammer II The Prophet & The Warlock, IsThereAnyDeal – Total War: Warhammer III Shadows of Change, Creative Assembly – rozszerzenie Shadows of Change, Xbox – The Sims 4 i ceny dodatków, Xbox – Starfield: Shattered Space, Gram.pl – Cyberpunk 2077: Widmo wolności i polska cena, Allegro – Elden Ring: Shadow of the Erdtree, Xbox – Wiedźmin 3: Pakiet Dodatków, GUS – miesięczne wskaźniki inflacji, GUS – roczne wskaźniki inflacji

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.