
Południowokoreańska armia rozpoczęła proces wprowadzania do jednostek liniowych systemu rakietowego, który ma na celu zmianę strategicznej gry. Mowa o pocisku balistycznym Hyunmoo-5, a więc broni prezentującej zupełnie nowy poziom możliwości uderzeniowych. Chociaż pełne zdolności operacyjne osiągnie dopiero w nadchodzących latach, to sama jego obecność w arsenale stanowi czytelny i jednoznaczny komunikat.
Hyunmoo-5 to broń zintegrowana z doktryną odwetu i potężnego odstraszenia
Rozwój pocisku Hyunmoo-5, który został sfinalizowany już w 2023 roku (towarzyszyła temu publiczna prezentacja), był możliwy po tym, jak w 2021 roku Stany Zjednoczone zniosły ograniczenia hamujące rozwój południowokoreańskich pocisków balistycznych. Dziś z kolei ta broń staje się wręcz namacalnym ucieleśnieniem zmiany doktryny, mając nieść głowicę bojową o masie sięgającej nawet ośmiu ton.
Czytaj też: Abrams M1E3 ma więcej ekranów niż przycisków. Czołg USA nowej generacji wywołał dyskusje
Hyunmoo-5 nie jest samotnym projektem, lecz kluczowym elementem szerszej strategii obronnej znanej jako Korea Massive Punishment and Retaliation (KMPR). Ta doktryna, tuż obok koncepcji uderzenia wyprzedzającego Kill Chain oraz systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, tworzy trójfilarową strukturę mającą gwarantować bezpieczeństwo państwa. Hyunmoo-5 ma być w tej układance narzędziem ostatecznego odwetu, bo został on zaprojektowany głównie do misji niszczenia umocnionych obiektów, które są głęboko ukryte na terenie wrogiego państwa.
Lee Il-woo z Korea Defense Network wskazuje, że przy lżejszym ładunku pocisk mógłby teoretycznie pokonać dystans około 3000 kilometrów, co sytuuje go w pobliżu rakiet międzykontynentalnych, mimo oficjalnej klasyfikacji jako broń krótkiego zasięgu. Wcześniej, bo w 2023 roku, pisaliśmy, że ten pocisk ma zasięg od 300 do 3000 km, a jego głowica bojowa waży od 8 do 9 ton, co czyni go najcięższym wśród konwencjonalnych pocisków balistycznych i zapewnia możliwość penetrowania struktur znajdujących się ponad 100 metrów pod powierzchnią ziemi. Wspominało się nawet, że samo jego uderzenie w cel z prędkością do nawet Mach 10 jest w stanie wywoływać sztuczne trzęsienia ziemi.
Fizyczne granice penetracji i realne możliwości pocisku Hyunmoo-5
Mimo imponujących specyfikacji oraz wielkich obietnic i zapowiedzi, Hyunmoo-5 napotyka fundamentalne bariery, które są wspólne dla wszystkich konwencjonalnych pocisków przeznaczonych do niszczenia bunkrów. Lee Il-woo przyznaje, że głównym wyzwaniem jest północnokoreańska geologia. Wiele kluczowych instalacji przeciwnika znajduje się na głębokości 100-150 metrów pod powierzchnią i to często w litej, granitowej skale.
Czytaj też: Cichy jak cień, a uzbrojony jak kilka wyrzutni lądowych. Chiny budują podwodnego potwora
Analityk jest w tej kwestii jednoznaczny, twierdząc, że całkowite zniszczenie najgłębiej ukrytych celów za pomocą samej konwencjonalnej głowicy jest praktycznie niemożliwe. Stanowi to ograniczenie natury fizycznej, którego nie przezwycięży sama masa czy prędkość uderzenia. Z drugiej strony prawdopodobieństwo, że północnokoreańska obrona przeciwrakietowa byłaby w stanie przechwycić nadlatujący Hyunmoo-5, ocenia się aktualnie jako znikome. To daje stronie południowej istotną przewagę i pewność, że w razie konieczności cios dotrze do celu.
Czytaj też: Cały arsenał na jednym superżołnierzu. Chiny testują wizję piechoty przyszłości
Patrząc na to wzmocnienie Korei Południowej z nieco dalszej perspektywy, możemy uznać, że wdrożenie Hyunmoo-5 to wyraźny krok w militaryzacji regionu, ale też logiczna odpowiedź na realne zagrożenie. Jego siła ma działać prewencyjnie, mając nadzieję, że nigdy nie będzie musiała zostać użyta. Mimo technologicznych ograniczeń w walce z najtwardszymi bunkrami, sam fakt jego istnienia znacząco komplikuje strategiczne kalkulacje w Korei Północnej, wprowadzając nowy element do delikatnej równowagi strachu.