Zdjęcia zrobione smartfonem wyglądają lepiej. Tym lepiej, im trudniejsze są warunki
Do napisania tego tekstu zmotywował mnie materiał serwisu PhoneArena, w którym porównane zostały zdjęcia zrobione iPhonem 17 Pro oraz Canonem R6 II. Dla uwiarygodnienia porównania użyto w aparacie obiektywu o tych samych parametrach – RF 24 mm f/1.8 Macro STM, czyli dokładnie takich samych, jakie mamy w aparacie iPhone’a. Cena? Aparat obecnie kosztuje ok 7 000 zł, a obiektyw ok 2 000 zł. Jasne, to niewiele więcej niż iPhone, ale równie dobrze można było tutaj użyć Canona R1. Efekty naprawdę byłyby takie same.
Porównanie wypadło bardzo korzystnie dla smartfonu. Szczególnie wszędzie tam, gdzie warunki były trudniejsze i w kadrze było dużo cienia, ciemnych elementów, albo zdjęcie było robione pod silne światło. Fotografie zrobione iPhonem są jaśniejsze, wyraźniejsze, bardziej kolorowe.
Dla zobrazowania, poniżej macie kilka moich przykładowych zdjęć zrobionych aparatem głównym iPhone’a 17 Pro oraz Sony A7 III z obiektywem Sigma 24-70 mm f/2.8 Art II na ogniskowej 24 mm. Zdjęcia z iPhone’a są po lewej, z Sony po prawej:
Dalej mamy to samo, zdjęcia ze smartfonu wyglądają lepiej. Są jaśniejsze, mają ładniej nasycone kolory. Czy to oznacza, że iPhone ma lepszy aparat? W żadnym wypadku.
Czytaj też: Test Huawei FreeBuds Pro 5 – najlepsze połączenie komfortu i jakości
Smartfony nadal nie mają startu do aparatów fotograficznych. Wszystko zależy od tego, co porównujemy

Gdzie jest haczyk? W formacie zdjęć. Zdjęcia z obu urządzeń są plikami JPEG. Czyli skompresowanymi, automatycznie wygenerowanymi i zapisanymi przez smartfon i aparat. Czy nie tak właśnie powinno być? Nie do końca.
Zacznijmy od aparatu, bo tu sprawa jest prosta. Wbrew pozorom aparaty nie mają drastycznie słabszych procesorów niż smartfony, są one zwyczajnie używane inaczej. Zdjęcie JPEG z profesjonalnego aparatu (później sobie to rozwiniemy) służy bardziej celom demonstracyjnym. Producenci tego typu sprzętu wychodzą, ze słusznego założenia, że użytkownik będzie to zdjęcie później edytować i zdjęcie w JPEG-u nie jest tym, na czym mu najbardziej zależy. Aparat skupia się na zachowaniu tekstur i detali, naturalnych kolorów i jak najmniejszym przetworzeniu kadru. Do tego, co jest bardzo ważne, wykonuje jedno zdjęcie.

Jak to wygląda w przypadku smartfonu? Zdjęcie, które otrzymujemy to bardzo skomplikowany proces. Nierzadko to wcale nie jest jedno zdjęcie, a scalonych nawet kilkanaście ujęć. Następnie zachodzi cały proces agresywnej edycji – wyostrzanie, odszumianie, poprawa kolorów, często z wykorzystaniem algorytmów AI. Ingerencja w pierwotne ujęcie jest ogromna. W jakiś sposób trzeba kompensować braki wynikające choćby z małej matrycy.
Czytaj też: Chcę zacząć nagrywać filmy do Internetu. Jakim sprzętem to robić?
Porównanie zdjęć JPEG z aparatu i smartfonu jest niesprawiedliwe. Smartfon jest lepszy jako narzędzie – tu i teraz

Wręcz krzywdzące dla aparatu, bo to nie jest porównanie miarodajne. Jest to porównanie dwóch kompletnie innych procesów. Sprawiedliwe byłoby w tym przypadku porównanie zdjęcia JPEG ze smartfonu ze zdjęciem JPEG z aparatu, ale po wcześniejszym edytowaniu go z surowego pliku RAW. Bo na dobrą sprawę właśnie tym jest fotografia zrobiona smartfonem.
Tyle tylko, że smartfon robi to tu i teraz. Cała zaawansowana edycja zdjęcia odbywa się w czasie rzeczywistym, nawet jeszcze przed wciśnięciem przycisku migawki. W przypadku aparatu jest to skomplikowany proces. Trwający od kilku minut do nawet godzin. Wymaga to odpowiedniego oprogramowania i wiedzy. Niemniej efekty będą niemal zawsze znacznie lepsze niż w przypadku smartfonu.
Wróćmy do tych samych zdjęć, które mieliśmy wyżej. Ale tym razem zdjęcia z aparatu były edytowane. Różnica jest od razu widoczna. Ponownie zdjęcia ze smartfonu po lewej, z aparatu po prawej.
Czytaj też: Po 1,5 roku z MacBookiem wiem jedno – za Windowsem szybko nie zatęsknię
Internetowe porównania zdjęć ze smartfonów oraz smartfonów i aparatów na ogół nie mają sensu

To właśnie z opisywanych wyżej powodów prawie wcale nie publikuję porównań zdjęć wykonanych smartfonem i aparatem. Są to dwa kompletnie różne procesy i tak, jak najbardziej można pokazać ich efekt finalny w bezpośrednim porównaniu, ale jest to sztuka dla sztuki. To, czy ktoś na co dzień robi zdjęcia smartfonem czy aparatem jest kwestią indywidualnego wyboru wynikającego z konkretnej potrzeby – zdjęcie słabsze, choć nadal dobre, tu i teraz czy zdjęcie lepsze, ale wymagające czasu na jego edycję i przygotowanie.
Idąc dalej, porównania zdjęć wykonanych smartfonami też nie ma większego sensu, póki są nazwane porównaniem aparatów. To nie do końca jest prawda. Porównując dwa zdjęcia wykonane smartfonami nie porównujemy ich aparatów, a algorytmy ich automatycznej edycji. Aparty mogą być identyczne, ale algorytmy powiedzmy Xiaomi i Samsunga będą zupełnie inne, więc inne będą efekty.
Czytaj też: Szeroki monitor to obowiązkowe wyposażenie mojego biurka. Czy takie ekrany są dla każdego?
A gdyby aparat robił zdjęcia jak smartfon?

Cały czas, jak wspomniałem wcześniej, mówimy tu o aparatach profesjonalnych lub półprofesjonalnych. W których pliki JPEG są przetwarzane w bardzo małym stopniu. Co możemy zmienić poprzez zastosowanie różnego rodzaju filtrów.
Są jednak aparaty, które oferują znacznie bardziej agresywne przetwarzanie zdjęć, przez co jest im bliżej do smartfonów. Są to dla przykładu Canon PowerShot G7 X Mark III z instagramowymi, podbitymi kolorami, Ricoh GR IIIx z klimatycznym, nieco brudnym stylem czy modny Fujifilm X100VI, oferujące rozbudowane filtry kolorystyczne, przez co zdjęcia są od razu gotowe do publikacji w mediach społecznościowych.
Tyle tylko, że w sieci jak na lekarstwo jest porównań zdjęć ze smartfonów i modeli takich, jak wymienione wyżej. Przede wszystkim dlatego, że to nie wywoła sensacji. Są to kompaktowe aparaty, które nie dadzą takiego efektu wow!, jak przy porównaniu smartfonu z wielkim aparatem wyglądającym jak mityczna lustrzanka.
















