Rower ENGWE ZIP chce rozwiązać problem, którego większość e-bike nawet nie dotyka

Miejski e-bike wreszcie do noszenia, a nie tylko do składania. Model ZIP próbuje to udowodnić jako najnowszy rower elektryczny firmy ENGWE.
Rower ENGWE ZIP chce rozwiązać problem, którego większość e-bike nawet nie dotyka

Rynek rowerów elektrycznych stworzonych typowo do codziennych dojazdów od dawna próbuje sprzedać nam tę samą obietnicę. Ma być wygodniej, szybciej i nowocześniej, a przy okazji bardziej miejsko. Problem w tym, że codzienność mieszkańca bloku, pasażera pociągu albo osoby pracującej w biurze rzadko rozbija się o samą moc czy zasięg na jednym ładowaniu. Znacznie częściej chodzi o schody, ciasną windę, brak miejsca w przedpokoju i moment, kiedy rower trzeba po prostu wziąć w ręce i przenieść. Właśnie tutaj większość składanych e-bike’ów zaczyna przegrywać, bo owszem, da się je złożyć, ale potem nadal zostaje nam ciężki, niewygodny pakunek. ENGWE ZIP został pomyślany dokładnie pod ten problem.

Mechanizm składania i niska waga to podstawa ENGWE ZIP

ENGWE ZIP to nie kolejny duży, turystyczny składak z grubymi oponami i wielkim akumulatorem, ale próba wejścia przez tę firmę w segment, który kojarzy się raczej z poręcznością i redukowaniem kłopotu niż z surową mocą. Z tyłu głowy warto mieć choćby Brompton T Line Electric, czyli ultralekkiej i bardzo drogiej interpretacji miejskiej mobilności, oraz nową generację Tern Vektron, gdzie akcent pada bardziej na użytkowość i dopracowanie niż na walkę o każdy gram. Na tym tle ENGWE próbuje znaleźć własny sposób na wyjątkowość, która przejawia się 3-elementowym mechanizmem składania w trzy sekundy oraz masą na poziomie 16,9 kg bez akumulatora.

Czytaj też: Test elektrycznego roweru Engwe P275 SE. To tani e-bike dla każdego i całej rodziny

Jak na “legalnego w Europie” e-bike przystało, ENGWE ZIP ma do zaoferowania silnik o mocy 250 watów, który znalazł się w tylnej piaście i podczas jazdy zapewnia do 40 Nm momentu obrotowego. Jego aktywacja jest podyktowana nie kadencją, a siłą wywieraną przez rowerzystę, więc same starty nawet pod znaczną górkę będą proste i przyjemne. Zwłaszcza że w grę wchodzą małe koła o średnicy 16 cali, na których znalazły się miejskie opony o szerokości 1,95 cala. Producent dorzucił też do napędu trzy poziomy wspomagania o różnym poziomie mocy, nad czym kontrolę uzyskujemy na poziomie 3,2-calowego kolorowego ekranu.

Idąc dalej, ENGWE ZIP ma też do zaoferowania zestaw hydraulicznych hamulców tarczowych, 7-biegową przerzutkę tylną Shimano, mocowany nad przednim kołem akumulator “w torbie” o pojemności 360 Wh (36V/10 Ah), amortyzowaną sztycę, wsparcie aplikacji na telefon oraz wbudowaną ładowarkę GaN o mocy 100 watów przez USB-C z PD 3.0. Wszystko to zachowane w wadze na poziomie 16,9 kg bez akumulatora i 19,4 kg z akumulatorem, co wprawdzie nie jest rekordowo niskim wynikiem, ale nadal dobrym, jak na stalową ramę i elektryczny napęd. Najciekawiej będzie jednak sprawdzić w praktyce, jak ta waga rozkłada się po złożeniu do bryły o wielkości 62,6 x 67,3 x 37,5 cm.

ENGWE ZIP to rower dla miasta, nie do wszystkiego

Największa zaleta ZIP-a polega na tym, że cały projekt jest zaskakująco spójny. Czujnik momentu powinien dawać bardziej naturalne wspomaganie niż prostszy czujnik kadencji, hydrauliczne hamulce pasują do segmentu i gwarantują pewność wysokiej wydajności, a amortyzowana sztyca ma sens tam, gdzie małe koła same z siebie nie wybaczają nierówności. Tak samo logiczne są 3 poziomy wspomagania i podawane przez ENGWE zasięgi na poziomie 120, 85 i 60 km zależnie od trybu wspomagania. Nie jest to oczywiście rower na długie wyprawy poza miasto, ale jako narzędzie do codziennych dojazdów, krótkich przesiadek i jazdy między domem, biurem a stacją, ten model może być idealny.

Czytaj też: Test elektrycznego roweru miejskiego Engwe N1 Air

Oczywiście pierwsze pytanie, jakie warto zadać, sprowadza się do materiału ramy. Stal ma swoje zalety pod kątem trwałości, wytrzymałości (maksymalny udźwig 120 kg mówi sam za siebie) i ceny produkcji, ale nie wnosi tu żadnej magii. ENGWE wyraźnie uznało, że dla tego modelu ważniejsze od sportowej lekkości będzie sztywność i niska cena, bo rower ten ma kosztować 1099 euro. Jednak z okazji premiery ZIP można kupić za 999 euro (4250 zł) i poza rowerem oferta obejmuje aktualnie dodatkowy zestaw o wartości rynkowej na poziomie 257 euro, w którego to skład wchodzi tylny bagażnik, uchwyt na telefon, alarm antykradzieżowy i limitowany zestaw prezentowy z okazji 12. rocznicy ENGWE.

Czytaj też: Test elektrycznego roweru ENGWE L20 3.0 Boost. W pełni legalny, ale ma asa w rękawie

Właśnie dlatego ZIP wydaje się ciekawszy niż wiele cięższych składaków elektrycznych. Dobrze widać to nawet wewnątrz oferty samego ENGWE. L20 3.0 Boost daje pełne zawieszenie, większy akumulator i 75 Nm, ale kosztuje około 1399 euro i wyraźnie ciąży w stronę klasycznego, większego e-bike. Sprawdziłem zresztą w praktyce, że taki duży składany rower potrafi być po prostu za ciężki dla osób, które naprawdę muszą go nosić. ZIP stawia więc na coś odwrotnego. Rezygnuje z części ambicji, żeby bardziej zmieścić się w prawdziwym mieście i ja tę wizję kupuję.

Źródła: Materiały prasowe

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.