Tatusiostwo w kosmosie – recenzja gry Pragmata  

Nie tak dawno temu Capcom, studio odpowiedzialne za ocenianą dziś Pragmatę, wypuściło inną udaną grę, jaką jest Resident Evil Requiem. Dlaczego w takim razie studio zdecydowało się na kolejną premierę w tak krótkim czasie? Prawdopodobnie stało się tak dlatego, że twórcy nie byli pewni odbioru Pragmaty będącej czymś zupełnie nowym w ich portfolio. Japoński deweloper ma w swoim dorobku wiele świetnych marek, a powszechna opinia głosi, że ich produkcje są dopracowane, więc chociaż cena jest wysoka, to gracz przynajmniej dostaje kompletny produkt. W kwestii Pragmaty już teraz mogę potwierdzić, że nic się w tej materii nie zmieniło. Jednak czy to kolejny hit, na który może rzucić się każdy?
Tatusiostwo w kosmosie – recenzja gry Pragmata  
Przemysław Dwojacki

Ci, którzy znają historię Capcomu, wiedzą, że studio od dawna nie stworzyło nowej marki, coraz mocniej polegając na swoich zakorzenionych w popkulturze „dzieciach”. Pragmata to na ich tle coś świeżego i momentami eksperymentalnego (chociażby z perspektywy systemu walki), a jednak w ogólnym rozrachunku jest to produkcja bardzo bezpieczna i grzeczna. Często o tym piszę w recenzjach, ale podkreślę to kolejny raz – nie jest to gra dla każdego. Głównie ze względu na wspomnianą „strefę komfortu”, ponieważ tytuł ten unika uderzania w kontrowersyjne tony, pozostając rozrywką stonowaną i przewidywalną w swojej strukturze. 

Fabułakolejna stacja na ksieżycu z poważnym problemem

W tym tytule nie spotkamy się z niczym odkrywczym, świat oraz fabuła bazują na elementacj dość pospolitych w gatunku sci-fi. W Pragmacie ludzkość opanowała technologię pełnej replikacji za pomocą drukarek wykorzystujących nici lunarytu. Kilkadziesiąt lat po odkryciu tego surowca strategiczna stacja na Księżycu nagle milknie. Na miejsce zostaje wysłana grupa interwencyjna, która wpada w sam środek katastrofalnego wstrząsu sejsmicznego. W wyniku tych zdarzeń Hugh Williams zostaje odseparowany od oddziału i odnosi ciężkie rany. 

Czytaj też: Skyrim na miarę 2026 roku. Recenzja Crimson Desert 

Zaraz po katastrofie Hugh zostaje odnaleziony przez samoświadomego androida, jednostkę typu Pragmata. To tajemnicza postać o posturze dziecka, stworzona z samej materii lunarytu, którą badali naukowcy. Główny bohater którego losy leżą w naszych rękach, nadaje jej imię Diana, co stanowi pierwszy krok w budowaniu tej nietypowej, ojcowskiej więzi. 

To co najważniejsze, to że na stacji doszło do wypadku, po którym opiekuńcza sztuczna inteligencja zawiadująca placówką, zwana IDUS, uznała ludzi za intruzów. Maszyna nieustannie „drukuje” bojowe boty, mające nas wyeliminować, podczas gdy naszym jedynym celem pozostaje ucieczka z tego mechanicznego koszmaru i powrót na Ziemię.

Rozgrywka i mechanikahakowanie i strzelanie, czyli nowe standardy na księżycowym froncie

Tym, co wysuwa się na pierwszy plan, jest walka, którą gra serwuje nam od samego początku. Podczas przemierzania pustej księżycowej placówki naszych pleców jest uczepuiona Diana. To ona łamie kody dostępu każdego napotkanego przeciwnika, dając nam swobodę w kolejnym kroku eksterminacji, jakim jest wpakowanie całego magazynka we wrogiego robota. 

System walki jest intrygujący, choć dla niektórych może okazać się wyzwaniem, ponieważ opiera się na niezbędnym elemencie hakowania. Mimo że gra informuje nas, iż czynność ta nie jest przymusowa, rezygnacja z niej byłaby czystym szaleństwem. Przykładowo, jeśli przeciwnik ma 4000 HP, a nasza podstawowa broń zadaje zaledwie 5 obrażeń, to po udanym zhakowaniu wartość ta wzrasta do 200. To kolosalna różnica, która całkowicie zmienia dynamikę starć. 

W eksploracji surrealistycznych korytarzy, będących przedziwną mieszanką stacji kosmicznej, amerykańskiego miasta lub lasu, często mamy do czynienia z wieloma przeciwnikami. Do walki z nimi, poza możliwością hakowania dzięki Pragmacie, w nasze ręce zostaje oddany klasyczny arsenał broni , który dzieli się na cztery główne rodzaje. Od początku korzystamy z pistoletu z automatycznie ładującą się amunicją, który jest naszym podstawowym narzędziem. Do tego dochodzą bronie o dużej sile rażenia, jak shotguny, oraz uzbrojenie środowiskowe pozwalające spowalniać wrogów lub zmniejszać ich pole hakowania. Ostatnim typem jest broń dywersyjna, tworząca iluzje odciągające uwagę przeciwników. Obsługa całości jest intuicyjna i zamyka się w czterech klawiszach, a fakt, że bohater nonszalancko wyrzuca zużytą broń za siebie, dodaje grze filmowości. Na szczęście w terenie jest jej na tyle dużo, że nie trzeba martwić się o chomikowanie amunicji. 

Czytaj też: Recenzja Pokémon Pokopia. Definicja chillery i utopii

Sama Diana z czasem odblokowuje coraz potężniejszy arsenał wirusów. Dzięki nim możemy hakować całe grupy wrogów naraz, przeciągać ich na swoją stronę lub błyskawicznie obniżać ich pasek życia, by Hugh nie musiał marnować naboi. Pragmata często prowadzi nas przez wąskie przejścia, ale kiedy już trafiamy do większych sal, zachwycają one widokami. Dodatkowo gra oferuje sporo zagadek środowiskowych odblokowujących nowe możliwości pary bohaterów, a dla kolekcjonerów przygotowano sektory zamknięte na czerwoną kartę, do których trzeba się dostać – co ucieszy osoby lubiące maksować tytuły. Sercem progresji jest Azyl, nasza baza wypadowa, w której rozwijamy skafander, broń i umiejętności hakerskie. Znajdujemy tam również plany do druku 3D, pozwalające tworzyć przedmioty codziennego użytku czy zabawki dla Diany, co służy pogłębianiu więzi między postaciami. 

Do Azylu dostajemy się poprzez liczne włazy, które pełnią funkcję punktów zapisu, co wielu graczy słusznie porównuje do ognisk z serii Dark Souls. To jednak jedyne podobieństwo do produkcji FromSoftware, ponieważ śmierć w Pragmacie nie jest dotkliwa, nie tracimy ekwipunku, a jedynie wracamy do bazy, skąd możemy łatwo ruszyć dalej po wzmocnieniu postaci. Dodatkowo, po odblokowaniu pierwszego poziomu bazy, otrzymujemy dostęp do specjalnych wyzwań. Nie są one przesadnie trudne, a oferują cenne nagrody przyspieszające rozwój duetu. Warstwa mechaniczna może wydawać się rozbudowana, jednak poza świeżym systemem hakowania całość pozostaje bardzo intuicyjna. Capcom świetnie zbalansował rozgrywkę, więc gra nie zmusza do żmudnego grindu, dając rzadkie poczucie lekkości w gatunku wymagających gier akcji. 

Muzyka i grafikaw kosmosie nikt nie usłyszy Twojego pięknego graficznie krzyku

Za ścieżkę dźwiękową odpowiada Yasumasa Kitagawa, znany z pracy nad serią The Great Ace Attorney oraz Mega Man. Muzyka to intrygujący miks minimalistycznych dźwięków sci-fi z silnym ładunkiem emocjonalnym. Utwory takie jak “Intuition” budują gęstą atmosferę niepewności, podczas gdy motywy bitewne potrafią być znacznie bardziej dynamiczne. Kiedy odsłuchałem ścieżkę dźwiękową osobno, trafiłem na prawdziwe perełki, jednak tutaj pojawia się pewien problem. Podczas ogrywania całości, poza dynamicznymi utworami w trakcie walki, nie zapamiętałem właściwie niczego. No, może jeszcze smutne melodie w Azylu, które jednak słabo korespondowały z lżejszym tonem historii. Muzyka sama w sobie jest świetna, ale w jakiś sposób ginie podczas samej rozgrywki. Być może to kwestia udźwiękowienia lub miksu, ponieważ dopiero po włączeniu jej na kanale YouTube byłem zdziwiony, jak wiele ciekawych motywów przeoczyło moje ucho. 

Dźwięki otoczenia są natomiast dopracowane wzorowo, szczególnie w etapach lotu lub w próżni. Karabinki i pistolety wydają satysfakcjonujące odgłosy, a wrogowie posiadają charakterystyczne sygnały dźwiękowe, które dodatkowo alarmują nas o ich nadchodzących akcjach. Silniki w skafandrze, pomagające nam szybciej biegać czy unosić się, brzmią poprawnie, choć ich specyficzny świst momentami przypominał mi pracę palnika w kuchence gazowej. 

Czytaj też: Kurier z dostawą do Waszych blaszaków. Recenzja Death Stranding 2 w wersji PC 

Wizualnie Pragmata to prawdziwy pokaz siły silnika RE Engine, ale to techniki RTX sprawiają, że gra wygląda jak interaktywny film science-fiction. Kluczowym elementem jest tutaj Full Ray Tracing, znany jako Path Tracing. Różnica między tradycyjnym oświetleniem a PT jest kolosalna. Przy wyłączonym śledzeniu ścieżek gra wciąż wygląda dobrze, ale brakuje jej wizualnej głębi, ponieważ cienie są uproszczone, a odbicia w wizjerze hełmu bohatera czy na pancerzach wrogów wydają się statyczne. Po włączeniu PT każda cząsteczka światła jest liczona fizycznie, dzięki czemu odbicia stają się idealnie ostre i wielowarstwowe, a ciemne korytarze bazy nabierają naturalnego, mrocznego klimatu. 

Ponieważ Path Tracing wiąże się z ogromnym kosztem wydajnościowym, kluczową rolę odgrywa NVIDIA DLSS 4 dla słabszego sprzetu. Dzięki zastosowaniu Multi Frame Generation (MFG) oraz Ray Reconstruction, gra staje się nie tylko płynna, ale i znacznie czystsza wizualnie. Ray Reconstruction skutecznie eliminuje szumy, które wcześniej były zmorą efektów śledzenia promieni, sprawiając, że tekstury pod światło przestają nieprzyjemnie „pływać”.  

W dynamicznych starciach nieoceniony okazuje się NVIDIA Reflex, który drastycznie redukuje opóźnienia systemowe. Przy szybkim tempie hakowania i strzelania każdy ułamek sekundy ma znaczenie, a Reflex sprawia, że responsywność sterowania jest niemal natychmiastowa. Na uznanie zasługuje również design przeciwników, ponieważ każdy ich rodzaj mocno różni się od reszty i już samym wyglądem sygnalizuje nam, jaką taktykę walki powinniśmy przyjąć.

Michał Andruszkiewicz

Rasteryzacja, ray tracing i path tracing w połączeniu z DLSS

Jak zawsze na początek zobaczmy porównanie obrazu przy różnych opcjach. Warto też zwrócić uwagę, jak ten tytuł prezentuje się w połączeniu z DLSS: Jakość.

Background
Foreground
Rasteryzacja vs ray tracing
Background
Foreground
Ray tracing vs path tracing + DLSS: DLAA + RR
Background
Foreground
Rasteryzacja vs path tracing + DLSS: DLAA + RR
Background
Foreground
Rasteryzacja vs rasteryzacja + DLSS: Jakość
Background
Foreground
Ray tracing vs Ray tracing + DLSS: Jakość
Background
Foreground
Path tracing + DLSS: DLAA + RR vs path tracing + DLSS: Jakość + RR

Przejdźmy teraz do wyników wydajności. Wykorzystałem tutaj naszą platformę testową do recenzji kart graficznych. Sterowniki to najnowsze Nvidia Game Ready 596.21. Tym razem sprawdziłem działanie karty ZOTAC GeForce RTX 5070 Ti AMP Extreme Infinity w rozdzielczości 3840 x 2160.

Zacznijmy od rasteryzacji. Karta zapewnia średnio ponad 60 fps bez wsparcia DLSS. Dodanie tej technologii nawet tylko w trybie jakość zapewnia ok. 100 fps, a jeśli dodacie generator klatek w trybie x4 to możecie liczyć na nawet ok. 250 fps.

Ray tracing trochę obniża wyniki, ale nadal jest świetnie i bez DLSS nadal możecie cieszyć się z płynnej rozgrywki. Jeśli dodacie DLSS: Jakość i generator x4 to ilość klatek na sekundę może sięgnąć aż ok. 240.

Path tracing wymusza włączenie DLSS oraz ray reconstruction. Bardzo mocno obciąża on kartę i bez DLSS nie ma mowy o płynnej rozgrywce – mamy zaledwie ok. 17 fps. Dopiero po włączeniu trybu jakość i dodaniu generatora klatek x2 zanotowałem średnio ponad 60 fps. Jeśli też przełączycie się na tryb x4 to możecie cieszyć się z rozgrywki w ponad 100 fps.

Przemysław Dwojacki

Podsumowaniejesteś fajna, ale to chyba ze mną jest coś nie tak 

Klasycznie przy każdym tytule spędzam około dziesięciu godzin i tak też było w tym przypadku, choć wiedziałem, że ostatni boss powoli jawił mi się już na horyzoncie, zwiastując finał gry. Nie byłem jednak w stanie dokończyć Pragmaty, ponieważ od samego początku nie zrobiła ona na mnie większego wrażenia. Nie była to wina systemu walki, który moim zdaniem wcale nie jest taki ciężki. Lubię gry osadzone w kosmosie oraz tytuły oparte na motywie „tatusiowania”, które znamy z The Last of Us, God of War czy częściowo Death Stranding. Jednak tamte produkcje mają w sobie „to coś” – moim zdaniem, głębię – której w Pragmacie po prostu nie odczułem. 

Czytaj też: Recenzja Resident Evil Requiem. Czy to będzie najlepszy horror roku?

Przed spisaniem swoich przemyśleń sprawdziłem, co w trawie piszczy i spotkałem się z ogromnym entuzjazmem wielu recenzentów. To tylko pogłębiło moje zastanowienie nad własnymi odczuciami. Być może powodem jest wspomniane na wstępie ugrzecznienie całości, ponieważ gra wydaje się na wskroś niewinna. Nawet przeciwnicy nie budzą lęku, a prawdziwe dylematy moralne pojawią się pewnie dopiero wtedy, gdy nasza androidka podrośnie i odkryje internet. 

Mimo wszystko, muszę przyznać, że gra jest po prostu ładna, a czas potrzebny na jej przejście został idealnie skrojony pod poszukiwacza singlowych doświadczeń z niedzielnej kanapy. Studio naprawdę przyłożyło się do balansu, dlatego ani razu nie odczułem zmęczenia walką, a bronie dawały satysfakcję, podobnie jak wysiłek włożony w odkrywanie ukrytych zakamarków mapy. Zwyczajnie zgadzam się z opinią, że to świetna produkcja, od której ja się po prostu odbiłem. 

Przejdźmy jednak do konkretów, czyli stosunku czasu gry do ceny. Na platformie Steam oraz na konsolach PlayStation tytuł ten kosztuje około 260 złotych. Co otrzymujemy w zamian? Szybki gracz może ukończyć kampanię w 9 godzin, średni czas to około 12 godzin, jednak jeśli lubisz zaglądać w każdy kąt, możesz rozciągnąć ten czas nawet do 25 godzin. Dodatkowo po przejściu gry Pragmata oferuje tryb Nowa Gra Plus oraz dodatkowy, wysoki poziom trudności. Czy to się opłaca? Zdecydowanie tak. Gra bywa momentami śliczna, a czas potrzebny na jej ukończenie jest optymalny – ani za długi, ani za krótki. Warto przypomnieć, że niektóre tytuły AAA potrafią dziś kosztować nawet 360 złotych, więc tu nie jest aż tak źle. Życzę udanego i beztroskiego rodzicielstwa, póki mała jest jeszcze na Księżycu! 

Napisane przez
Michał AndruszkiewiczM

Michał Andruszkiewicz

Szef działu TestySprzętem komputerowym interesuję się od dziecka, a ponad 15 lat piszę testy. Uwielbiam także dobrą książkę, grę czy serial, w szczególności jeśli jest to związane z fantastyką lub wymaga mocnego rozkminiania fabuły.
Specjalizacje
Sprzęt komputerowyHardwareTesty sprzętuNowe technologieGaming