Pierwsze chwile z Aventho 200 w skrócie? W moim odczuciu te mobilne słuchawki nauszne od Beyerdynamic nie sprawiają wrażenia ani przesadnie plastikowych, ani przesadnie przekombinowanych. Producent postawił bowiem na prosty, schludny projekt z aluminiowymi elementami, miękkimi padami i pałąkiem z pianką memory. Firmie udało się też utrzymać masę na przyjemnym poziomie 293 gramów, więc nie mówimy o modelu, który już po wzięciu do ręki sugeruje ciężki, domowy charakter.
Dołączone wyposażenie i projekt Beyerdynamic Aventho 200
Na szczęście Beyerdynamic nie próbował udawać, że samo logo na pudełku wystarczy za całe doświadczenie po wyjęciu sprzętu z opakowania. O minimalizmie nie może być więc mowy, choć pewne braki od razu rzucają się w oczy. W zestawie znalazłem bowiem same słuchawki, przewód USB-A do USB-C, kabel AUX 3,5 mm, miękki worek transportowy oraz komplet podstawowej dokumentacji.





Nie ma tu może niczego przesadnie bogatego, ale też trudno mówić o totalnej biedzie. Jest dokładnie tyle, żeby Aventho 200 dało się od razu potraktować jako sprzęt zarówno typowo bezprzewodowy, jak i awaryjnie przewodowy. Szkoda jednak, że producent nie dorzucił do zestawu sztywnego etui, bo przecież Aventho 200 są konstrukcją składaną i dają się spłaszczyć do transportu, więc aż prosiło się o coś lepszego niż miękki worek. Z racji mobilnej natury i możliwości wymiany nauszników dziwię się też, że producent nie dorzucił materiałowego kompletu, który lepiej sprawdziłby się latem.
Czytaj też: Test Nothing Headphone (a). Tańsze jest lepsze



Jeśli już przy tym jesteśmy, Beyerdynamic Aventho 200 to ewidentnie bardziej stonowane niż ekstrawaganckie słuchawki. Ich projekt w połączeniu z dominującą bielą przeciętą srebrnymi akcentami, bo w sprzedaży jest też wariant czarny, przywodzi mi na myśl skandynawski styl, ale jednocześnie nie oznacza pójścia na uproszczenia.

Pod względem materiałów dominuje tu tworzywo sztuczne, które ustępuje miejsca aluminium w widełkach skrywających zarówno cienki biały przewód, jak i solidny zawias. Ten umożliwia nie tylko obracanie muszli w lewo i prawo, ale też ich składanie, co robi ze słuchawek poręczną bryłę przypominającą zestaw do VR. Ciekawym przełamaniem samej bieli są też wstawki ze śliskiego plastiku zarówno przy nausznikach, jak i na szczycie pałąka w formie nazwy producenta, który ewidentnie chce zrobić z klientów chodzące banery reklamowe, bo aż w trzech miejscach postanowił o sobie przypomnieć.

Samo zewnętrzne wyposażenie nie zaskakuje już specjalnie, bo obejmuje po prostu klasyczny zestaw elementów dla słuchawek nausznych. Na krawędzi lewej muszli znajdziemy port jack i USB-C do ładowania w towarzystwie diody informującej o poziomie naładowania akumulatora, a na prawej prosty przycisk do przełączania między trybami działania, czyli neutralnym, ANC i przejrzystością, diodę stanu połączenia oraz przełącznik on/off. Ten przełącznik można przesunąć nieco dalej, aby rozpocząć parowanie z urządzeniem po Bluetooth 5.4.

Z ciekawszych dodatków musicie wiedzieć zarówno o nausznikach montowanych na zatrzaski, więc ich wymiana jest uproszczona, jak i o obecności czujnika (ten czarny kawałek plastiku) w lewej słuchawce. Odpowiada on za wykrywanie tego, czy zdjęliście albo założyliście słuchawki, aby odpowiednio wstrzymać lub wznowić odtwarzanie. Innymi słowy, jeśli polegacie na tej automatyce, to przy rozmowie z kimś podnoście nie prawą, a lewą słuchawkę, ale najlepiej okażcie wtedy trochę kultury i po prostu zdejmijcie Aventho 200 z głowy.
Beyerdynamic Aventho 200 na co dzień
Na przestrzeni ostatnich dni słuchawki Aventho 200 bardzo szybko pokazały mi, że Beyerdynamic dobrze rozumie, czym różnią się mobilne słuchawki “na chwilę” od modelu, który faktycznie ma spędzać z użytkownikiem większą część dnia. Korzystałem z nich bowiem blisko 10 godzin dziennie, oczywiście z przerwami, zarówno w pracy stacjonarnej, jak i w ruchu, choć tutaj od razu zaznaczę, że do bardziej dynamicznego sportu te słuchawki się nie nadają. Trucht jeszcze można przełknąć, ale zdecydowanie bez ANC, bo ciągłe ruchy słuchawek na głowie prowadzą wtedy do dziwnych wrażeń dźwiękowych.

Dużo daje tu również sama ergonomia obsługi. Szybkie wyciągnięcie z torby, założenie, przesunięcie suwaka, automatyczne połączenie z telefonem i laptopem, a potem zwykłe korzystanie – właśnie tak powinno to wyglądać. Multipoint z aktywnym połączeniem z dwoma urządzeniami bardzo łatwo docenić po kilku dniach, bo oto przestajemy traktować słuchawki jak sprzęt tylko do jednego urządzenia. Laptop, smartfon, komputer stacjonarny, a nawet handheld – to wszystko jest w zasięgu Aventho 200, które zawsze można też wpiąć po przewodzie do konsoli czy sprzętu pozbawionego Bluetooth i zapomnieć o akumulatorze.

W codziennym użytkowaniu czuć też, że Aventho 200 nie zostały zaprojektowane wyłącznie pod słuchanie muzyki. Podcasty, rozmowy, praca przy komputerze, szybkie przełączanie się między urządzeniami czy po prostu zwykłe wyjście z domu z jednym źródłem dźwięku w uszach – ten model odnajduje się w tym wszystkim bez problemu. Poniżej możecie zresztą sprawdzić, jak radzą sobie jego mikrofony:
Brzmienie Beyerdynamic Aventho 200 trafia w złoty środek
Najprostszy przepis na byle słuchawki jest prosty – podbić bas, podkreślić górę i po robocie. Większość tańszych modeli idzie właśnie w tę stronę, bo nawet przy gorszych przetwornikach trudno całkowicie zepsuć taki efekt. Beyerdynamic nie uciekł jednak przy Aventho 200 w przesadnie efektowne strojenie, bo ten model nie próbuje kupić użytkownika samym basem ani sztucznie podkręconą górą.

Dół pasma ma odpowiednią energię i masę, ale nie idzie w stronę dudnienia, które robi wrażenie przez kilka minut, a później zaczyna męczyć. Średnica pozostaje dzięki temu naturalna i odpowiednio obecna, a same wokale nie chowają się za basem, instrumenty nie zlewają się ze sobą i nie ma tu tego charakterystycznego wrażenia, że jeden zakres ma przykryć słabszy fragment strojenia. Góra z kolei pozostaje czysta i przyjemna, ale bez przesadnej agresji. W efekcie brzmienie jest dojrzałe i zwyczajnie przyjemne, a jego jakość wspiera obsługa kodeków aptX Adaptive, aptX Lossless, AAC i SBC.

Na całe szczęście jak na mobilne, zamknięte słuchawki bezprzewodowe, model Aventho 200 spisuje się dobrze w sferze sceny muzycznej. Nie sprawia bowiem wrażenia grania “ściśniętego i zamkniętego w środku głowy”. Oczywiście nie oczekujcie tutaj przestrzeni znanej z dużych modeli otwartych, ale ewidentnie da się wyczuć, że Beyerdynamic nie zamknął wszystkiego w małej, klaustrofobicznej bryle dźwięku, co spotęgowałyby m.in. dobrze izolujące skórzane nauszniki.

Jeśli już przy kwestii izolacji jesteśmy, to ANC w Aventho 200 jest po prostu dobre. Nie jest to poziom absolutnej czołówki, który wywołuje wrażenie całkowitego odcięcia od świata po założeniu słuchawek, ale na najwyższym z trzech trybów sprawdza się na tyle dobrze, że pozwala odciąć się od typowych domowych i miejskich hałasów. Wyposażony również w trzy poziomy regulacji tryb transparentny wypada z kolei użytecznie, ale nie idealnie. Działa, zapewnia kontakt z otoczeniem i pozwala nie zdejmować słuchawek przy prostszych interakcjach, ale jednocześnie zniekształca głos i wyraźnie podbija szumy.
Komfort zaburzony jedną decyzją i sensowne funkcje
Komfort to ewidentnie jedna z najważniejszych zalet Aventho 200. Beyerdynamic zastosował miękkie pady, pałąk z pianką memory i wyraźnie zadbał o rozłożenie nacisku na głowę. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal mamy do czynienia z konstrukcją opartą na skórzanych padach. Ma to swoje zalety, bo pomaga w izolacji i buduje bardziej zamknięty charakter słuchawek, ale w cieplejsze dni nie jest już tak komfortowe jak alternatywa z materiału.

Po stronie funkcji Aventho 200 nie próbują udawać modelu naszpikowanego wszystkim, co akurat modne. Bluetooth 5.4, multipoint, Google Fast Pair, czujnik założenia, panel dotykowy na lewej muszli, osobny przycisk ANC, fizyczny przełącznik zasilania i możliwość pracy przewodowej po kablu 3,5 mm składają się na zestaw cech, które w tego typu sprzęcie mobilnym dla wymagającego użytkownika ewidentnie wystarcza.
Dobrze wypada też sam sposób sterowania. Panel dotykowy działa sprawnie i responsywnie, a osobny przycisk ANC upraszcza przełączanie między trybami ANC, transparency i off. Szkoda tylko, że nie ma szerszej personalizacji gestów, bo skoro producent zdecydował się na taki system, to aż chciałoby się większej swobody dopasowania go pod własne przyzwyczajenia.

Na całe szczęście firma pozwoliła nam jednak wyłączyć komunikaty głosowe związane ze stanem słuchawek, choć języka polskiego niestety zabrakło. Jest to możliwe z poziomu aplikacji mobilnej, która zresztą dobrze wpisuje się w charakter całego produktu. Jest prosta, czytelna i odwiedza się ją tak często, jak powinno – raz, góra dwa razy, na samym początku użytkowania.
















Z jej poziomu da się zaktualizować oprogramowanie, skorzystać z 5-pasmowego equalizera i przejrzeć podstawowe ustawienia, a nawet sprawdzić, jak aktualny stopień naładowania przekłada się na szacowany czas pracy. Niestety tutaj wkradł się producentowi błąd, bo przy 3% słuchawki się wyłączają, choć aplikacja dumnie wskazuje jeszcze 1,5-godzinną wytrzymałość. Gdyby tego było mało, zmiana trybu działania (ANC, przejrzystość, off) nie aktualizuje czasu wytrzymałości, zmuszając nas do ręcznego odświeżenia interfejsu.
Akumulator Beyerdynamic Aventho 200 sprawi, że zapomnicie o ładowaniu
Niewątpliwą zaletą słuchawek nausznych jest niezmiennie pojemność akumulatora, a tym samym imponująca wytrzymałość na jednym ładowaniu, dzięki której możecie zapomnieć o ładowaniu sprzętu na wiele dni. Beyerdynamic Aventho 200 według producenta ma wytrzymywać do 40 godzin pracy z ANC i do 63 godzin bez ANC, a do tego w razie nagłych potrzeb możecie liczyć na szybkie ładowanie, które po 15 minutach ma zapewniać do 16 godzin odtwarzania.
Czytaj też: Test Huawei FreeBuds Pro 5 – najlepsze połączenie komfortu i jakości

Beyerdynamic Aventho 200 w praktyce wypadają (wedle moich pomiarów) nawet lepiej w kwestii samej wytrzymałości, bo po naładowaniu ich do 100% spędziłem z nimi pięć dni roboczych w trybie mieszanym i dopiero w piątkowy wieczór słuchawki przypomniały o sobie informacją o niskim poziomie naładowania. Innymi słowy, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, bo Beyerdynamic zaprojektował ten model tak, aby możliwa była wymiana wbudowanego akumulatora w razie jego awarii lub znacznej degradacji po latach. Jeśli jednak dacie się zaskoczyć najgorszemu, to proces ładowania jest na szczęście możliwy przy ciągłym odsłuchu.
Pełne ładowanie trwa około 45-50 minut, choć już tylko trzy minuty wystarczą, żeby podbić poziom od 3 do 10 procent, w siedem podbijecie naładowanie do 20%, a w piętnaście minut do 45%. Im akumulator jest pełniejszy, tym naturalnie ten proces zwalnia, bo takie 60% wymaga już dwudziestu minut pod zasilaniem, a 80% już minut trzydzieści. Jest to fenomenalny wynik, bo jeśli będziecie pamiętać, żeby ot co jakiś czas ładować słuchawki, to nawet kilkuminutowe sesje wystarczą, aby nigdy nie dać się zaskoczyć ich totalnym rozładowaniem.

Producent powinien jednak dodać dodatkowe ostrzeżenie o “krytycznym stanie akumulatora”, bo informacja o niskim poziomie naładowania (“Battery Low”) pojawia się nie tylko przy kilkunastu, ale też przy kilku procentach naładowania i nawet wtedy, kiedy słuchawki są o sekundy od wyłączenia. Raz mnie to zmyliło.
Test Beyerdynamic Aventho 200 – podsumowanie
Dziwne byłoby, gdyby wycenione na 1049 złotych słuchawki firmy z tak mocną pozycją w świecie audio okazały się sprzętem pełnym poważnych wad z perspektywy zwykłego użytkownika, który szuka po prostu dobrych, mobilnych słuchawek nausznych do codziennego życia. Rzeczywiście, Aventho 200 nie są modelem, który na każdym kroku prowokuje do narzekania. Wręcz przeciwnie – im dłużej oceniam, co oferują, tym wyraźniej widzę sprzęt zwyczajnie dopracowany w rzeczach, które przy takim formacie mają największe znaczenie.

Beyerdynamic Aventho 200 bronią się przede wszystkim tym, że łączą wygodę, sensowny zestaw funkcji i brzmienie, które nie próbuje kupić użytkownika tanim efektem basu z piekła rodem. Dostajemy tu bardzo dobrą obsługę kodeków, Bluetooth 5.4, multipoint z dwoma aktywnymi połączeniami, bardzo długi czas pracy, szybkie ładowanie, wygodny przełącznik zasilania, czujnik założenia, sprawnie działające sterowanie, prostą aplikację i konstrukcję, która sprawia wrażenie zaprojektowanej z myślą o regularnym używaniu, a nie tylko dobrym pierwszym wrażeniu. Do tego dochodzi brzmienie, które stawia na dojrzalszy, bardziej zbalansowany charakter, a właśnie to w takich słuchawkach cenię najbardziej.
Czytaj też: Test Teufel Airy Sports TWS 2. Czy sportowe TWS-y mogą być po prostu wygodne?
Oczywiście Beyerdynamic Aventho 200 do ideałów nie należy, ale tak naprawdę dręczą ten model głównie drobnostki albo cechy produktu same w sobie. Nie znajdziemy tutaj bowiem możliwości personalizacji gestów panelu dotykowego, a niektóre osoby może irytować brak wsparcia Dolby Atmos, LC3 i adaptacyjnego ANC czy nienaturalny, choć odpowiednio głośny tryb transparentny. Mi z kolei najbardziej przeszkadza w Aventho 200 zarówno brak twardego etui do transportu, jak i wymiennych nauszników z materiału o bardziej otwartej charakterystyce, które byłyby świetnym zamiennikiem tych skórzanych na letnie dni i zawsze wtedy, kiedy nie zależy nam na odcinaniu się od otoczenia.

Jeśli więc Beyerdynamic Aventho 200 wpadły Wam w oko i chcecie konkretnie tego typu słuchawek mobilnych, to nie widzę powodu, aby z nich rezygnować. Jeśli jednak szukacie modelu możliwie najbardziej wszechstronnego, a nawet bardziej gamingowego, to ciekawie na tle Aventho 200 wypada propozycja od SteelSeries, która w ostatnim czasie doczekała się obniżki ceny z racji poszerzenia portfolio. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj, ale uprzedzam, że ich cena jest wyższa, a tak dobrego ANC oraz elementów sterujących w nich nie uświadczycie.

