To jeszcze rower czy już elektryczny taran do lasu? YT wsadziło w Decoya absurdalny silnik

Wyścig konstruktorów, którzy sprawdzają, ile mocy, elektroniki i akumulatora da się jeszcze zamknąć w ramie, zanim ktoś zapyta, czy nadal mówimy o rowerze, trwa w najlepsze. Rynek rowerów elektrycznych tak naprawdę coraz rzadziej przypomina spokojną ewolucję klasycznego MTB i nowy model YT Decoy X CORE jest tego świetnym przypadkiem. Podnosi jednocześnie pytanie, czy to rzeczywiście nadal rower górski ze wspomaganiem, czy już elektryczny taran do lasu?
To jeszcze rower czy już elektryczny taran do lasu? YT wsadziło w Decoya absurdalny silnik

YT Decoy X CORE to nie jest rower dla kogoś, kto szuka lekkiego e-bike do spokojnych przejażdżek po szutrze. Mówimy tutaj bowiem o e-enduro z aluminiową, hydroformowaną ramą, zawieszeniem V4L z 160 mm skoku z tyłu, widelcem 170 mm z przodu i konfiguracją kół mieszaną, czyli 29 cali z przodu oraz 27,5 cala z tyłu. Wszystkie wersje CORE korzystają z tego samego systemu napędowego Avinox M2S i akumulatora o pojemności 800 Wh, a YT nie próbuje sprzedać tu idei uniwersalnego roweru “do wszystkiego”.

W ogólnym rozrachunku Decoy X CORE jest długi, niski, ma płaski kąt główki ramy 64,2 lub 63,9 stopnia zależnie od ustawienia flip-chipa, stromy kąt rury podsiodłowej 78,4 lub 78,1 stopnia i 442-milimetrowe tylne widełki we wszystkich rozmiarach. Reach zaczyna się od 435 mm w rozmiarze S i rośnie po 20 mm aż do 515 mm w XXL. Innymi słowy, ten rower ma stabilizować zjazd, pomagać na stromych odcinkach i wybaczać sporo tam, gdzie lżejszy sprzęt zaczyna już przypominać narzędzie do sprawdzania odwagi właściciela.

Avinox M2S jest tu najważniejszy, ale nie z powodu samej liczby watów

Na papierze Avinox M2S wygląda absurdalnie. Standardowo mówimy o maksymalnie 1300 watów mocy szczytowej i 130 Nm momentu obrotowego, a w trybie Boost o krótkich impulsach do 1500 watów i 150 Nm. W rowerze. Nie w skuterze, nie w lekkim motocyklu elektrycznym, a w maszynie, którą nadal prowadzi się nogami, balansem ciała i odrobiną zdrowego rozsądku. Wszystko to w czasach, kiedy jeszcze niedawno pełnoprawne mocne napędy e-MTB kręciły się w okolicach 85 Nm, więc skok w okolice 130-150 Nm nie jest byle czym.

Czytaj też: Złodzieje rowerów dorobili się własnej mapy. Bardzo dobrze, bo sam padłem ich ofiarą

Tutaj trzeba jednak uważać z interpretacją, bo sama liczba watów może prowadzić do złych wniosków. Europejski rower nadal musi trzymać się reguł związanych z mocą ciągłą i odcięciem wspomagania przed 25 km/h, więc nawet takie ekstremalne konstrukcje nie oznaczają automatycznie legalnego motocykla bez tablicy rejestracyjnej. Sedno leży gdzie indziej, bo w tym, jak napęd oddaje chwilową moc podczas podjazdu, ruszania z trudnego miejsca, przechodzenia przez techniczne sekcje i ratowania tempa tam, gdzie zwykły rower wymagałby zejścia z siodełka. Regulacja unijna wyłącza z homologacji pojazdów silnikowych rowery z pedałowaniem wspomaganym, gdy pomoc działa tylko podczas pedałowania, moc ciągła nie przekracza 250 watów, a wsparcie zanika przed 25 km/h.

Swoją drogą, zdradzałem już jakiś czas temu prawdę o elektrycznych rowerach, której się boisz, gdzie wyjaśniałem konsekwencje montowania elektrycznego napędu w rowerze. Nie rozpisałem tam jednak jednej szczególnej kwestii – możliwości silnika, który dziś przyjmuje formę zarówno delikatnego, jak i pełnego wspomagania mocą, której kilka lat temu nawet byśmy nie oczekiwali. Świat ma z tym jednak coraz większy problem. Kontynuację tego tematu znajdziecie w tym artykule.

Czytaj też: Nowy standard kół rowerowych? Miały być tylko szybkie, a stały się czymś więcej

Decoy X Core 1

Swoją drogą, kiedy Avinox pojawił się w świecie e-MTB, wyglądał trochę jak technologia przeniesiona z innej branży i wsadzona w ramę rowerową. Ten wątek rozbierałem już przy tajemnicy potężnej mocy w rowerach elektrycznych DJI, bo wejście DJI do e-bike’ów od początku nie wyglądało jak grzeczna próba dorobienia kolejnego akcesorium. YT nie jest zresztą jedyną marką, która poszła w Avinox. Przy premierze nowego M2S wokół tego systemu pojawiło się około 20 marek zapowiadających własne modele.

Cztery wersje CORE, ale jeden charakter

Ceny naturalnie nie są niskie. Decoy X CORE 1 kosztuje 4499 euro, czyli po przeliczeniu około 19 tys. zł. CORE 2 za 5499 euro wychodzi za około 23,3 tys. zł, CORE 3 za 6499 euro to około 27,5 tys. zł, a CORE 4 za 7499 euro dobija do około 31,7 tys. zł. Launch Edition za 8499 euro to już okolice 36 tys. zł. Zakres jest więc szeroki, a wszystko zaczyna się od CORE 1, który nie wygląda jak smutny wariant zrobiony po kosztach. Ma Marzocchi Bomber Z1 Rail 2.0 z przodu, Marzocchi Bomber Air z tyłu, napęd SRAM Eagle 90 Transmission, hamulce SRAM DB8 Stealth z tarczami 220 mm z przodu i 200 mm z tyłu, koła WTB Sporterra Tough oraz opony Continental Kryptotal o szerokości 2,4 cala. Masa deklarowana w rozmiarze S wynosi 24,8 kg. Swoją drogą, jest to najlżejszy z modeli CORE, choć przy tej kategorii bardziej mówimy o czołgu na dwóch kołach niż o sprzęcie, który wnosi się na czwarte piętro z uśmiechem.

Decoy X Core 2

CORE 2 idzie w stronę mocniejszego osprzętu, bo ma Fox 38 Float Performance Grip z przodu, Fox DHX Performance z tyłu, SRAM Eagle 70 Transmission, hamulce SRAM Maven Base z tym samym układem tarcz 220/200 mm i koła DT Swiss H 1900 na piastach 370 LN. Masa w rozmiarze S rośnie do 25,4 kg. CORE 3 przeskakuje zaś na RockShox ZEB Ultimate Charger 3.2 i RockShox Vivid Ultimate, zostawia SRAM Eagle 90 Transmission, dorzuca hamulce SRAM Maven Silver oraz koła DT Swiss HX 1700 na piastach 350 DEG. Masa wynosi 25 kg w rozmiarze S.

Czytaj też: Wydawało mi się, że to normalny rower. Wtedy zobaczyłem jego tytanowe serce

Decoy X Core 3

CORE 4 jest najbardziej doposażoną wersją z nowej czwórki. Dostaje Fox 38 Float Factory GripX2, Fox X2 Factory, przewodowy SRAM S1000 AXS Transmission, hamulce SRAM Maven Silver, koła DT Swiss HX 1500 z piastami 240 DEG, opony Continental Kryptotal w mieszance Super Soft z przodu i Soft Downhill z tyłu, kierownicę Title AH1 35 o szerokości 800 mm i 38 mm wzniosu oraz sztycę YT Postman v2. Masa w rozmiarze S to 25,1 kg. Innymi słowy, CORE 4 celuje w klienta, który chce pełnoprawnego e-enduro bez sięgania po limitowaną Launch Edition.

 Decoy X CORE 4

YT Decoy X CORE pokazuje, że e-MTB przestają prosić o akceptację

Najważniejszy wniosek? Elektryczne rowery górskie przestały tłumaczyć się z własnego istnienia. Jeszcze kilka lat temu dyskusja często sprowadzała się do pytania, czy e-bike “oszukuje”. Dziś takie pytanie brzmi coraz bardziej jałowo, bo sprzęt typu YT Decoy X CORE nie próbuje zastępować klasycznego MTB. On tworzy osobną kategorię doświadczenia, bo znacznie cięższą, szybszą na podjazdach, bardziej zależną od elektroniki, droższą w serwisie, ale też otwierającą teren, który wcześniej dla wielu osób był zarezerwowany dla najmocniejszych nóg albo wyciągów. Dlatego patrzę na Decoya X CORE jak na rower, który nie wszystkim powinien się podobać i w sumie to dobrze. Nie każdy potrzebuje bowiem 800 Wh, 160/170 mm skoku, około 25 kg masy i napędu, który w trybie Boost dobija do 150 Nm. Jednak właśnie takie maszyny najlepiej pokazują, gdzie skręca branża, gdy przestaje udawać, że elektryfikacja ma być tylko cichą pomocą.

Źródła: Bikerumor, YT Industries

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.