Im dłużej obserwuję rowerową branżę, tym częściej mam wrażenie, że uwielbia ona sprzedawać nam specjalizację, a potem po cichu próbuje z niej uciec w maksymalizację wszechstronności. Osobny rower do asfaltu, osobny do szutru, osobny do przygód w terenie i osobny do codziennej jazdy po mieście – czy to ma sens? Jak na moje, kompletnie nie, a przynajmniej kiedy mówimy o “typowym użytkowniku roweru”. Kwestia żonglowania kołami schodzi więc w to rowerowe bagienko jeszcze głębiej, ale nowy model Comete 50 ma być akurat sprzętem praktycznie do wszystkiego.
Mavic Comete 50 wyglądają jak spóźniona odpowiedź, ale chyba właśnie dlatego są ciekawe
Firma Mavic ewidentnie nie należy do tych producentów na rynku rowerów, którzy rzucają się na każdą rynkową modę. Jest w tym ewidentnie zaleta, bo konserwatyzm akurat w obręczach rowerowych nie zawsze jest wadą. Problem zaczyna się wtedy, gdy “sprawdzone podejście” zbyt długo przypomina stanie z boku, podczas gdy reszta rynku przesuwa granice szerokości obręczy, integracji z oponą i aerodynamicznego myślenia o całym zestawie. Dlatego zresztą Comete 50 wyglądają tak, jakby Mavic mówił coś w stylu “dobrze, współczesna szosa naprawdę się zmieniła”.
Czytaj też: Wydawało mi się, że to normalny rower. Wtedy zobaczyłem jego tytanowe serce

Obręcz Comete 50 ma 50 mm wysokości, 23 mm szerokości wewnętrznej i 30 mm zewnętrznej, więc nie mówimy o wąskim “aero relikcie” z czasów, gdy opona 25 mm uchodziła za rozsądny kompromis między komfortem a prędkością. Tutaj punktem odniesienia jest opona o szerokości rzędu 28 mm, a kompatybilność obejmuje przeogromny zakres od 28 do 65 mm. W praktyce oznacza to obręcz projektowaną pod nowy standard jazdy, w którym szersza opona nie jest już jakimś wstydliwym ustępstwem wobec wygody, a częścią pakietu prędkości. Oczywiście jednak 50-mm profil robi wrażenie na pierwszy rzut oka, ale tak głębokie obręcze rowerowe od dawna nie są egzotyką.

Podobny kierunek zauważyłem już przy wyścigowych kołach Enve G SES, gdzie szeroka opona i obręcz zaczęły działać jako jeden układ aerodynamiczny. Tam wprawdzie chodziło o gravel, a tutaj o szosę, ale cała logika jest podobna – koło przestaje być jedynie obręczą z piastą i szprychami. Zaczyna być fragmentem większego systemu przepływu powietrza, kontaktu z nawierzchnią i kontroli roweru.
Szprychy są efektowne, ale też ryzykowne
W modelu Comete 50 poza wielką obręczą najbardziej rzucają się w oczy płaskie szprychy z włókna węglowego. Mavic zastosował ich po 21 na koło, w układzie 14 krzyżowanych i 7 radialnych. Według danych marki taki układ ma pogodzić przenoszenie mocy, aerodynamikę, stabilność napięcia i masę, a musimy pamiętać, że takie szprychy potrafią być błogosławieństwem i przekleństwem jednocześnie.
Czytaj też: Patrzę na Throwdown i widzę rower, który powinien blokować się bez kasku u rowerzysty

Z jednej bowiem strony dają sztywność, małą masę, precyzyjny kształt aerodynamiczny i potencjał do tłumienia drgań. Z drugiej strony wymagają bardzo dobrej kontroli naprężenia, precyzyjnego montażu i sensownego zaplecza serwisowego. Mavic próbuje odpowiedzieć na to systemem Locked-In Spoke Head, który ma stabilizować główki szprych i utrzymywać napięcie w czasie, więc nie jest to produkt, który rozsypie się po jednym sezonie. Przynajmniej w teorii.
Kto kupi Comete 50 do swojego roweru?
Mavic twierdzi, że Comete 50 mają dawać do 12 sekund zysku na dystansie 50 km względem Cosmic SLR 45. Innymi słowy, zapewne ten sam fakt pokazuje, dla kogo jest ten produkt. Podkreśla to zresztą cena rzędu 2299 funtów, co daje około 11300 zł po przeliczeniu. Jest to oczywiście dużo, ale nie mówimy tutaj o kwocie oderwanej od segmentu topowych obręczy rowerowych z włókna węglowego. Niedawno przy Scribe Ultra też widać było ten sam mechanizm, bo w obu tych przypadkach w grę wchodzi produkt, który ma wyglądać jak osprzęt dla wąskiej grupy ścigających się maniaków, a jednocześnie coraz mocniej próbuje przemawiać do ambitnych amatorów.
Czytaj też: Jeździsz na rowerze? Siadaj i słuchaj, bo pewnie tego nie wiedziałeś
Mavic Comete 50 ważą 1315 gramów za komplet, z czego przednie koło ma 600 gramów, a tylne 715 gramów. Jak na 50-milimetrowe koła aero z karbonowymi szprychami, ceramicznymi łożyskami i szeroką obręczą jest to wynik bardzo solidny. Musimy oczywiście pamiętać, że w całej gamie produktów Mavica są lżejsze zestawy, ale Comete 50 nie próbują być skrajną wspinaczkową fanaberią. Ich sens polega na czymś innym. Tym, że mają być na tyle lekkie, żeby nie denerwować na podjazdach i na tyle aerodynamiczne, żeby nie ograniczały kolarza. Nieprzypadkowo ogłoszenie wspomina o testach w tunelu aerodynamicznym w Genewie, pracy przy bocznych podmuchach i ponad 250 godzinach walidacji.
Źródła: Mavic

