Złodzieje rowerów dorobili się własnej mapy. Bardzo dobrze, bo sam padłem ich ofiarą

Nie ma to jak pewnego ranka zaplanować sobie cały rowerowy dzień, zejść do piwnicy i dopiero wtedy odkryć, że kłódka to za mało, aby odstraszyć złodziei rowerów. Jest to już niestety plaga i dotyka całego świata, co wraz ze wzrostem cen jednośladów i wzrostu popularności e-bike rodzi konkretne pytanie – jak zabezpieczać nasze pojazdy przed rzezimieszkami, którzy najczęściej pozostają nieuchwytni ze swoją zdobyczą?
Złodzieje rowerów dorobili się własnej mapy. Bardzo dobrze, bo sam padłem ich ofiarą

Zabezpieczenie roweru w miejscu publicznym to podstawa. Problem w tym, że proste zapięcia można przeciąć jednym ruchem, te bardziej zaawansowane obejść np. zdejmując koło, a kiedy łup jest szczególnie ciekawy, po prostu wziąć w łapę akumulatorową szlifierkę lub nawet wziąć rower z całym stojakiem. Dla chcącego nic trudnego. Dlatego właśnie nowa mapa kradzieży Litelok jest szczególnie dla mnie ciekawa, bo pokazuje, że zostawianie rowerów w konkretnych miejscach to proszenie się o kłopoty.

Uważajcie na swoje rowery. Ta mapa pokazuje niewygodną prawdę o miastach

Litelok uruchomił właśnie narzędzie Theft Intelligence, czyli interaktywną mapę mającą pokazywać, gdzie dochodzi do kradzieży rowerów, motocykli i skuterów. Dane mają być stale aktualizowane, a narzędzie obejmuje m.in. Wielką Brytanię, Niemcy, Francję, Holandię, Stany Zjednoczone oraz widok globalny, więc Polska również się na mapie znalazła. Sam pomysł jest prosty, bo stanowi ot próbę zebrania rozproszonych sygnałów o kradzieżach w jedno miejsce – zgłoszeń klientów, danych instytucji publicznych i informacji płynących ze społeczności. Cel? Pokazać nam, że nie liczy się tylko zabezpieczenie roweru, ale też miejsce, w którym go pozostawiamy.

Czytaj też: Rowerowa dętka zaczęła gadać z telefonem. Gwarantuję, że większej głupoty dziś nie przeczytasz

Mapa nie ogranicza się jednak wyłącznie do prostego “tam kradną, tam nie kradną”. Kradną akurat wszędzie, więc nie liczcie na to, że wasz rejon jest akurat bezpieczny, ale dzieło Litelok pozwala sprawdzić dokładnie, czy dana okolica ma historię kradzieży i czy problem nasila się w konkretnych porach. Theft Intelligence ma bowiem pokazywać m.in. hotspoty, statystyki godzinowe, średni koszt strat i wskaźnik odzyskanych rowerów. Oczywiście jednak taka niezależna mapa nigdy nie będzie mapą pełnej prawdy, więc brak punktu na mapie nie oznacza braku ryzyka. Innymi słowy, obszar bez zgłoszonego hotspotu nie powinien być traktowany jako bezpieczny z automatu.

Przy kradzieży roweru złodziej walczy tylko z czasem. Wystarczy, że ma kilka minut na swobodne działanie, trochę osłony, hałas miasta po swojej stronie i zabezpieczenie, które nie wytrzyma nożyc do metali, szlifierki kątowej albo jakiegoś sprytnego ataku na słaby punkt. Dlatego sama informacja o tym, gdzie i kiedy takie zdarzenia się kumulują, może być cenniejsza niż bardziej zaawansowane zabezpieczenie, które swoje przecież waży i trzeba je mieć gdzie wsadzić między postojami.

Czytaj też: Im więcej rowerów testuję, tym bardziej rozumiem ten absurd. Qwic wyrzucił prawie wszystko

Najciekawsze w tym wszystkim wydaje mi się jednak nie samo “śledzenie kradzieży”, a połączenie tego z ciągle rozrastającym się trendem elektryfikacji. W rowerach elektrycznych bezpieczeństwo to nie byle zapięcie. Ta kwestia coraz częściej wchodzi w konstrukcję roweru, napędu, akumulatora i aplikacji. Pisałem o tym przy cyfrowej blokadzie akumulatorów Boscha, gdzie zabezpieczenie ma utrudniać użycie skradzionego akumulatora w innym rowerze, a nawet przy jeszcze ciekawszym systemie Bafang i Comodule, który przenosi ochronę bliżej samego silnika.

Dobre dane mogą pomóc, ale złe mogą uśpić czujność

Mam jednak spory problem z samą naturą takich narzędzi. Dane o kradzieżach rowerów są zawsze niepełne, bo część ofiar kradzieży w ogóle nie zgłasza zdarzeń, część zgłasza je tylko policji, a część wyłącznie ubezpieczycielowi. Trudno się temu dziwić, kiedy rower był stary, tani albo sprawa wydaje się z góry przegrana. Jeśli myślicie inaczej, to zgłoszenie się na policję i podpytanie o przypadki odzyskania rowerów szybko zmieni wasze podejście. Do tego problemu trzy grosze dorzucają różnice między krajami, miastami i lokalnymi bazami danych, a nawet sam fakt, że mapka jest powiązana z konkretną firmą produkującą zabezpieczenia, której nie będzie w smak wspominanie o konkurencji. Dlatego właśnie Theft Intelligence może być użyteczne, ale nie powinno stać się wyrocznią co do tego, gdzie można zostawiać rower. Innymi słowy, to trochę jak z aplikacjami pokazującymi korki lub fotoradary. Ich siła rośnie wraz z liczbą użytkowników.

Czytaj też: Chiny szykują przewrót na rynku rowerów. Po samochodach podbiją nasze jednoślady?

W moich oczach największa wartość Theft Intelligence nie polega więc na tym, że nagle dostaliśmy magiczny radar na złodziei. Nie dostaliśmy. Dostaliśmy za to narzędzie, które może nauczyć rowerzystów myślenia sytuacyjnego. Jest to wbrew pozorom duża zmiana, bo bezpieczeństwo roweru zbyt długo sprowadzaliśmy do coraz to lepszego zapięcia czy alarmu. Jednak umówmy się, czy już dziś zaczniesz korzystać z tej mapy przy każdej rowerowej przejażdżce w nieznane? Patrząc zresztą na mapę, można powiedzieć, że Polska jest krajem bezpiecznym, bo kradzieże są nadmierne wyłącznie w Gdańsku, Wrocławiu, Krakowie i Warszawie, a w takim Londynie ponad 31240 kradzieży sugeruje, że ktoś tu próbuje pobić rekord Guinnessa. Innymi słowy, to, co mówią dane, może być bardzo złudne.

Źródła: Litelok, BikeRadar

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.