Ten model to nadal przedstawiciel serii AERO od Gigabyte, a więc rodziny, która od lat próbuje stać gdzieś pomiędzy światem graczy i twórców. Nie jest to typowy laptop gamingowy z agresywną obudową, czerwonymi wstawkami i klawiaturą krzyczącą do właściciela z drugiego końca pokoju. Wedle zapewnień AERO X16 ma być bardziej stonowany, mobilny, uniwersalny i przyjemniejszy w codziennej pracy.

Różnica względem m.in. testowanego przeze mnie wcześniej AERO X16 2WH jest jednak zasadnicza, bo tym razem zamiast Ryzena AI 9 HX 370 i GeForce RTX 5070 dostajemy Ryzena AI 7 350 oraz RTX 5050. Na papierze brzmi to jak wyraźny krok w dół, ale to wcale nie musi być wada. Przy cenie w okolicach 4300-4400 zł Gigabyte AERO X16 1TH z RTX 5050 zaczyna bowiem grać w zupełnie innej kategorii niż droższe warianty tej samej konstrukcji. Pytanie brzmi więc prosto – czy AERO X16 w tańszej wersji nadal ma sens jako laptop do pracy, codziennego użytkowania, tworzenia i grania, czy może taka konfiguracja odbiera laptopowi zbyt dużo możliwości?
Gigabyte AERO X16 1TH z Ryzen AI 7 i RTX 5050 – co dokładnie dostajemy?
Sercem testowanego Gigabyte AERO X16 1TH jest AMD Ryzen AI 7 350, czyli 8-rdzeniowy i 16-wątkowy procesor z taktowaniem do 5 GHz. Jest to układ z rodziny Ryzen AI, więc poza klasycznym CPU oraz zintegrowaną grafiką dostajemy też NPU o wydajności 50 TOPS. Innymi słowy, laptop spełnia założenia Copilot+ PC i jest gotowy na lokalne funkcje SI w Windowsie (tutaj Windows 11 Home) oraz aplikacjach, które będą potrafiły z takiego układu korzystać. Pytanie, jak często faktycznie będziecie z tego korzystać dziś, pozostaje otwarte, ale sam kierunek jest jasny. Laptopy z tej półki coraz częściej mają być nie tylko maszynami do pracy i grania, ale też lokalnymi narzędziami do zadań wspomaganych przez sztuczną inteligencję.
Czytaj też: Test Lenovo Yoga Slim 7 14MH9. Zero cienizny i same konkrety


Do procesora Gigabyte dołożył GeForce RTX 5050 Mobile z 8 GB pamięci GDDR7 i jest to najniższy przedstawiciel mobilnej rodziny RTX 50 w tej konfiguracji AERO X16. Nadal jednak mówimy o karcie z dostępem do najnowszej wersji DLSS, generowania klatek, akceleracji AI i pełnego ekosystemu NVIDIA Studio. Ważniejszy od tego jest jednak limit energetyczny, bo w tym wariancie RTX 5050 pracuje z TGP na poziomie 70 watów i maksymalnym poziomem 85 watów, więc nie należy tym samym oczekiwać cudów znanych z dużych laptopów gamingowych. Ten sprzęt nie powstał jednak po to, żeby rywalizować z grubymi maszynami o zasilaczach wielkości cegły, tylko po to, żeby zamknąć sensowną wydajność w obudowie o grubości około 20 mm i masie 1,9 kg.





Testowany wariant ma też 16 GB pamięci DDR5 5600 MHz w formie pojedynczego modułu w jednym z dwóch dostępnych slotów, 1-terabajtowy dysk SSD M.2 PCIe oraz możliwość rozbudowy RAM-u do 64 GB. To od razu ustawia go trochę inaczej niż droższy AERO X16 2WH z 32 GB RAM-u. Szesnaście gigabajtów nadal wystarcza do codziennej pracy, przeglądarki, prostszej obróbki, większości gier i mniej wymagających projektów, ale w laptopie kierowanym także do twórców trzeba go potraktować jako absolutny punkt startowy, a nie zapas. Dobrze jednak, że ta pamięć nie jest wlutowana i można ją rozszerzyć, ale w sprzęcie mającym służyć kilka lat od razu myślałbym o wyborze wersji z 32 GB albo przynajmniej planowaniu przesiadki w najbliższym czasie.

Do tego dochodzi 16-calowy ekran IPS 16:10 o rozdzielczości 2560×1600 i z odświeżaniem 165 Hz, MUX Switch, certyfikacją Pantone, TÜV Rheinland Low Blue Light, 76-Wh akumulator, zasilacz o mocy 150 watów, kamera FHD IR z obsługą Windows Hello, Wi-Fi 6E, Bluetooth 5.2 i port Ethernet o prędkości 1 Gb/s.
Pierwsze chwile z Gigabyte AERO X16 1TH
AERO X16 nadal wygląda jak sprzęt, który nie przynosi od razu na myśl sprzętu gamingowego. Biała wersja, którą mam przed sobą, jest przyjemną odmianą od kolejnych czarnych i grafitowych laptopów, które po dwóch dniach często wyglądają jak historia aktywności palców. Nie jest to design przesadnie odważny, ale właśnie na tym polega jego zaleta. Taki laptop można zabrać na spotkanie, postawić przy biurku, podpiąć do monitora i nie mieć wrażenia, że obok dokumentów oraz notatek leży rekwizyt z działu gamingowego marketu.

Wymiary obudowy w formie aluminiowej pokrywy oraz podstawy zamykają się w okolicach 355 x 250,7 x 16,75-19,99 mm, a masa wynosi około 1,9 kg. W praktyce to więc nadal sprzęt bardzo przenośny, a nie stacjonarny zamiennik komputera. Oczywiście 16 cali swoje robi i nie jest to laptop, którego wrzuca się do małego plecaka “na wszelki wypadek”, ale w kontekście wydajnego komputera z osobną kartą graficzną, ekranem 165 Hz i 76-Wh akumulatorem jego mobilność wypada bardzo sensownie. Jest to bowiem jedna z tych konstrukcji, które można łatwo przenosić między pokojami, zabierać w podróż i używać poza biurkiem bez wrażenia korzystania z typowego kloca na kolanach.

Sam projekt laptopa jest znajomy, jeśli ktoś widział już wspomniany droższy wariant AERO X16. Mamy więc prostą bryłę, wcięcie na przedniej krawędzi ułatwiające otwieranie pokrywy, duże gumowe nóżki na spodzie, wloty powietrza na dolnym panelu i wyloty ciepła na bokach oraz z tyłu. Zawiasy nadal wyglądają nietypowo, bo pokrywa nie jest połączona z podstawą klasyczną szeroką belką, tylko przez dwa elementy na końcach podstawy. Na pierwszy rzut oka wygląda to delikatnie, ale w praktyce działa dobrze i możemy nawet liczyć na proste otwieranie klapy jedną dłonią, bo zawiasy działają na tyle dobrze, że podstawy nie trzeba podtrzymywać.



Nie jest jednak idealnie. Przy mocniejszym nacisku na środek klawiatury widać delikatne uginanie się całości, bo górna część podstawy jest po prostu kawałkiem plastiku. Nie jest to nic, co przeszkadzałoby w normalnym pisaniu albo graniu, ale jeśli ktoś oczekuje pancernej sztywności z najdroższych aluminiowych konstrukcji, to tutaj znajdzie powód do marudzenia. Z drugiej strony mówimy o laptopie znacznie tańszym niż topowe warianty AERO, a przy tej masie i tej grubości trudno oczekiwać cudów. Ważniejsze jest to, że obudowa nie sprawia wrażenia taniej, a całość wizualnie i dotykowo nadal broni się jako sprzęt z półki wyższej niż typowe laptopy gamingowe za podobne pieniądze.
Porty, kamera i codzienna funkcjonalność Gigabyte AERO X16 1TH
Ten model od Gigabyte nie zachwycił mnie szczególnie dostępnymi portami, ale też nie zrobił krzywdy minimalizmem w tym zakresie. Po lewej stronie znajdziemy wejście zasilania, RJ45, HDMI 2.1, USB-A 3.2 Gen 1 oraz USB-C w standardzie USB4 z DisplayPort 1.4 i Power Delivery 3.0. Po prawej stronie znalazły się zaś USB-A 3.2 Gen 1, USB-A 2.0 oraz złącze audio 3,5 mm. Problem? Wszystkie porty są w przedniej, a nie tylnej części, co powoduje znacznie gorsze “spagetti przewodowe” na biurku. Bierze się to z konstrukcji chłodzenia, które wydmuchuje ciepłe powietrze nie tylko “do tyłu”, ale też “na boki” laptopa.





Największym plusem jest obecność RJ45. W cienkich laptopach ten port coraz częściej znika, a tutaj nadal możemy podpiąć internet przewodowo bez konieczności korzystania z przejściówki. Przy pracy z dużymi plikami, pobieraniu gier, aktualizacjach projektów albo graniu online to nadal potrafi być bardzo wygodne. Obecność USB4 z obsługą obrazu i ładowania również cieszy, choć w praktyce i tak podstawowym sposobem zasilania pozostaje 150-watowy zasilacz. Ten laptop można więc podładować przez USB-C, ale jeśli chcecie korzystać z pełnej wydajności CPU i GPU, to klasyczny zasilacz nadal jest obowiązkowy.

Kamera FHD o przeciętnej jakości z podczerwienią obsługuje funkcję Windows Hello, co w codziennym użyciu jest po prostu wygodne. Otwieram laptopa, system rozpoznaje twarz, a ja po chwili pracuję. Brakuje mi natomiast fizycznej zaślepki kamery. W laptopie tworzonym także z myślą o pracy i mobilności taki drobiazg powinien być standardem.
Same mikrofony są przy kamerze, a dwa 2-watowe głośniki stereo wspierają Dolby Atmos. Do rozmów, YouTube’a i prostych materiałów wystarczy, ale do grania, filmu albo montażu i tak sięgałem po słuchawki.
Klawiatura, touchpad i codzienne pisanie na Gigabyte AERO X16 1TH
Klawiatura w AERO X16 jest podświetlana, ma 1-strefowe RGB, obsługuje N-Key i oferuje skok do 1,7 mm. Nie ma bloku numerycznego, co dla części użytkowników będzie wadą, ale ja w takim formacie zwykle wolę akurat kompletny brak numpada niż wciskanie go na siłę kosztem przesuniętej klawiatury i (o zgrozo) stosowania mniejszych klawiszy.

Pisze się na niej dobrze, choć nie jest to klawiatura, którą zapamiętam jako wyjątkową. Skok jest wystarczający, fizyczna odpowiedź klawiszy wystarczająca, a układ nie zmusza do ciągłego uczenia się układania palców na nowo. Do dłuższych tekstów, maili, CMS-a, pracy w dokumentach i prostego kodu nie miałbym większych zastrzeżeń. Do wielogodzinnej pracy i tak wolę zewnętrzną klawiaturę, ale to samo powiedziałbym o większości laptopów, które testuje.




Touchpad jest matowy, sensownej wielkości i nie drażni w codziennym użytkowaniu. Nie jest gigantyczny, nie próbuje zastępować połowy pulpitu roboczego i nie łapie przypadkowych kliknięć przy każdym oparciu dłoni. To sobie akurat cenię, bo w ostatnich latach część laptopów wpadła w dziwną obsesję powiększania gładzików bez zastanowienia, jak użytkownik faktycznie układa dłonie podczas pisania i tyczy się to nawet modeli za grubo ponad 30000 zł.
Ekran w Gigabyte AERO X16 1TH
Gigabyte oferuje AERO X16 1TH z dwoma typami ekranów, bo IPS WQXGA i IPS WUXGA, które różnią się nie tylko rozdzielczością (2560×1600 vs 1920×1200), ale też jasnością (400 vs 300 nitów), ale zachowują to samo 165-Hz odświeżanie. Trzeba jednak uważać podczas zakupu, aby upewnić się, co trafi w nasze ręce, choć przyznam, że przy 16-calowym ekranie rozdzielczość niższa nie jest aż tak problematyczna, bo przecież niegdyś standardem były modele 19-, a nawet 23/24-calowe o rozdzielczości Full HD.
Czytaj też: Test ASUS ROG Zephyrus Duo (2026) GX651. Nie będę ściemniał – to marzenie, a nie laptop

Ten test dotyczy zaś panelu o wyższej rozdzielczości, który może pochwalić się obsługą MUX Switch, certyfikatem Pantone i TÜV Rheinland Low Blue Light. Część konfiguracji ma ekran WQXGA 2560 x 1600, a część WUXGA 1920 x 1200. W laptopie z RTX 5050 ten szczegół ma większe znaczenie niż mogłoby się wydawać. Tyle w teorii, a w praktyce panel ten wypada… no cóż, niestety nie byłem w stanie przeprowadzić analizy z kolorymetrem, bo sprzęt go nie wykrywał i był to zresztą pierwszy laptop od lat, w którym zauważyłem ten problem.
Oceniając go “na oko” mogę jednak stwierdzić, że to ot typowy dobry panel IPS, którego nie dręczą problemy z leakami na krawędziach, zbyt niską jasnością, nierównym podświetleniem widocznym na pierwszy rzut oka czy przekłamanymi specjalnie kolorami. Na tle OLED-a oczywiście jego kolory wypadają blado.
Wydajność Gigabyte AERO X16 1TH z RTX 5050
Wydajnościowo AERO X16 z RTX 5050 trzeba oceniać z przymrużeniem oka, bo to nie jest laptop do konkurowania z modelami wyposażonymi w RTX 5070, RTX 5080 czy RTX 5090. Jest to raczej laptop, który próbuje dostarczyć przyzwoitą wydajność w rozsądniejszej cenie, zachowując przy tym smukłą obudowę, kulturę serii AERO i funkcje Copilot+ PC. Dlatego RTX 5050 należy traktować jako kartę do grania z pomocą DLSS i rozsądnych ustawień, a nie jako bilet do bezkarnego włączania wszystkiego na ultra.





Ryzen AI 7 350 z 8 rdzeniami (4P/4E) i 16 wątkami naturalnie bardzo dobrze radzi sobie w codziennym użytkowaniu, przeglądarce, pracy biurowej, obróbce projektów, kompilacji mniejszych projektów, aplikacjach kreatywnych i w grach. Znacznie istotniejsze ograniczenie to 16 GB RAM-u w formie pojedynczej kości DDR5-5600 SO-DIMM, bo to ograniczenie poczujecie szybciej. Przy pracy w stylu “przeglądarka z wieloma kartami, CMS, komunikatory, edytor zdjęć, proste środowisko programowania i coś w tle” 16 GB nadal wprawdzie wystarcza, ale do głosu dochodzi szybko plik stronicowania.

Przy Unreal Engine, Unity, większych projektach graficznych, montażu i równoległej pracy w kilku cięższych aplikacjach zaczyna się jednak czuć, że to podstawowa konfiguracja pamięci. W tej kwestii największym plusem tego modelu jest jednak możliwość rozbudowy do 64 GB DDR5, więc laptopa można sensownie doposażyć. Najgorsze byłoby tu oczywiście wlutowane 16 GB bez opcji rozszerzenia.
Czytaj też: Test Ninkear S13, czyli 13-calowego urządzenia 2w1 z Windowsem
Dysk SSD M.2 PCIe 4.0 o pojemności 1 TB to również rozsądny magazyn pamięci, ale w dzisiejszych czasach drugi slot M.2 jest tu bardzo mile widziany. Nawet jeśli pracuje jako PCIe Gen4x2, a nie pełne Gen4x4, bo przynajmniej nie czeka was dzięki temu reinstall systemu przy chęci poszerzenia dyskowej przestrzeni. Co ciekawe, producent zastosował na zamontowanym dysku specjalną osłonkę, pełniącą rolę chłodzenia pasywnego. Przechodząc zresztą do pomiarów, jest to dokładnie dysk Gigabyte AG450E1024-SI, który spisuje się bardzo dobrze, jak na tego typu SSD.



Gigabyte AERO X16 1TH w benchmarkach
Gigabyte AERO X16 1TH z Ryzen AI 7 350 i GeForce RTX 5050 wypada w klasycznych benchmarkach dokładnie jak sensowny laptop środka stawki, a nie maszyna, która ma ścigać się z grubymi konstrukcjami na RTX 5070, RTX 5080 czy RTX 5090. W 3DMark Speed Way uzyskał 2316 punktów, w Steel Nomad 2188 punktów, a w Geekbench 6 Pro GPU OpenCL 94979 punktów, więc jego GPU wyraźnie zostaje za mocniejszym AERO X16 2WH z RTX 5070, ale jednocześnie zostawia daleko za sobą laptopy oparte wyłącznie na grafice zintegrowanej. Ciekawiej wygląda procesor: 1962 punkty w Cinebench R23 Single Core i 16893 punkty w Multi Core pokazują, że Ryzen AI 7 350 nie jest tylko dodatkiem do taniej grafiki, bo w wielowątkowym Cinebenchu wypada nawet lepiej niż niektóre smukłe konfiguracje z wyższej półki. Geekbench 6 Pro jest dla niego mniej łaskawy w trybie Multi-Core, gdzie 10954 punkty ustawiają go bliżej niższego środka zestawienia, ale pojedynczy rdzeń z wynikiem 2835 punktów nadal trzyma bardzo dobry poziom.








W drugiej galerii widać, gdzie AERO X16 1TH zaczyna mieć dodatkowy sens poza samym graniem. W Procyon Computer Vision TensorRT Float16 osiąga 1846 punktów, w Stable Diffusion 1.5 Light TensorRT 16535 punktów, w Stable Diffusion 1.5 FP16 1240 punktów, a w Stable Diffusion XL FP16 995 punktów, więc RTX 5050 pozwala wejść w lokalne generowanie obrazu i zadania AI, ale bez złudzeń co do tempa pracy znanego z laptopów z RTX 5090. Najbardziej interesująco wypada OpenVINO NPU z wynikiem 13337 punktów, bo pokazuje, że część zadań AI może opierać się nie tylko na karcie graficznej, ale też na jednostce NPU w procesorze AMD. Mimo tego DirectML w Geekbench AI kończy się wynikiem 3338 punktów, więc nie każdy scenariusz akceleracji będzie dla tego laptopa równie korzystny. Najrozsądniej patrzeć na Gigabyte AERO X16 1TH jak na uniwersalny sprzęt do pracy, multimediów, lżejszej kreatywności i grania w rozsądnych ustawieniach, a nie jak na mobilną stację roboczą do ciężkiego AI czy flagowego gamingu.






Gry na GeForce RTX 5050 8 GB
Największym pytaniem przy AERO X16 z RTX 5050 jest oczywiście granie. Osiem gigabajtów GDDR7 wygląda dobrze na tle najtańszych kart i to zwłaszcza sprzed kilku lat, ale w 2026 roku nie daje poczucia pełnego spokoju i co druga gra nam o tym przypomina, podświetlając na czerwono zużycie VRAM. Widziałem to już przy RTX 5070 8 GB w droższym AERO X16 2WH, gdzie część nowych gier zaczynała bardzo brutalnie przypominać, że teraz to właśnie pokład pozornie wystarczających 8 GB pamięci VRAM stał się jednym z najważniejszych ograniczeń laptopów i to nawet w kwestii używania techniki DLSS.



Karta GeForce RTX 5050 ma ten sam rozmiar pamięci, ale słabszy rdzeń, więc tym bardziej trzeba podchodzić do ustawień gier z głową i nie ryzykować grania z wymaganiem VRAM ponad 8 GB. Istnieje ryzyko, że będziemy po prostu dostawać nie tylko regularne ścinki i doczytywanie się obiektów graficznych na naszych oczach, ale nawet regularne crashe gier w konkretnych sytuacjach, co zauważyłem m.in. w Borderlands 4, a więc produkcji, która ewidentnie nie należy do arcydzieł w kwestii optymalizacji.

Naturalnie w grach e-sportowych i lżejszych tytułach problemu nie ma. Valorant, Counter-Strike 2, Rocket League, Fortnite, Overwatch 2, League of Legends, Dota 2 czy starsze gry AAA dobrze dogadują się z takim zestawem nawet pomimo wysokiej rozdzielczości. Zwłaszcza gdy do akcji wkracza DLSS, który może odciążyć kartę. Właśnie tu widać największy sens RTX 5050 z nowej generacji. Nie chodzi o surową brutalną moc, tylko o korzystanie z rekonstrukcji obrazu i generowania klatek tam, gdzie gra to obsługuje. Wchodząc w szczegóły, wygląda to następująco w wybranych grach:









Szczerze? Jak dla mnie, to wręcz wielkie zaskoczenie, bo nie spodziewałem się od RTX 5050 aż tak wysokiej płynności działania gier, ale średnie ustawienia, generowanie klatek oraz DLSS robią robotę nawet w rozdzielczości 2560×1440. Widać to szczególnie na przykładzie gry Cyberpunk 2077:



Na sam koniec zostawiłem coś specjalnego – Gothic 1 Remake, który na RTX 5050 jest jak najbardziej grywalny, choć oczywiście nie jest wolny od regularnych problemów z płynnością czy wczytywaniem się tekstur, ale to jest związane z przeciętnym stanem technicznym:




Temperatury, hałas i pobór energii Gigabyte AERO X16 1TH
AERO X16 korzysta z chłodzenia WindForce Infinity, czyli układu z dwoma wentylatorami, pięcioma ciepłowodami i kilkoma wylotami powietrza. W droższym AERO X16 2WH chłodzenie miało bardzo trudne zadanie, bo musiało ogarnąć mocniejszy procesor i RTX 5070. Tutaj konfiguracja jest słabsza, więc teoretycznie laptop powinien mieć łatwiej w kwestii trzymania temperatury w ryzach.



Powyżej możecie zaobserwować stan laptopa podczas grania, co pokazuje m.in. maksymalne taktowanie rdzenia 5040 MHz, temperaturę maksymalną na poziomie 88,2 stopni w przypadku procesora i 83,7 stopni dla procesora graficznego RTX 5050, który osiągał 2782 MHz taktowania. Pobór mocy przez CPU i GPU wyniósł z kolei maksymalnie odpowiednio 51 i 98 watów.
W kwestii poziomu głośności, nie liczcie na tryb silent, bo tego w tym modelu nie ma. Bez obciążenia wentylatory delikatnie się kręcą w bezgłośny sposób, a laptop pożera około 25 energii. Lekka praca podbija pobór do 50-70 watów i wprawia wentylatory w ruch w stopniu sensownym, bo generują wtedy tylko cichy szum. Maksymalny odnotowany hałas sięgał z kolei prawie 56 dBA pod pełnym obciążeniem i 54-55 dBA podczas grania. Wtedy też ładowarka pożerała około 135 watów, ale kiedy laptop się ładował, to ta liczba zbliżała się do 150 watów, co wskazuje, że ładowarka ma bardzo mały energetyczny bufor, co utrudnia ładowanie sprzętu pod znacznym obciążeniem.
Akumulator Gigabyte AERO X16 z RTX 5050
Gigabyte AERO X16 ma akumulator o pojemności 76 Wh, czyli dokładnie taki sam poziom, który widziałem w droższym wariancie. Różnica polega na tym, że RTX 5050 i Ryzen AI 7 350 powinny być łatwiejsze do okiełznania energetycznie niż Ryzen AI 9 i RTX 5070. W praktyce jednak nie ma co liczyć na cuda, bo Gigabyte AERO X16 1TH wypada w kwestii wytrzymałości na jednym ładowaniu po prostu dobrze.


Przy włączonym podświetleniu klawiatury i pracy na Wi-Fi, godzinne granie w tytuły AAA drenuje akumulator w godzinę, w te prostsze (albo z ograniczeniem klatek na sekundę) pogracie 2-3 godziny, a typową pracę biurową bez angażowania dGPU i zależnie od jasności ekranu będziecie w stanie realizować przez 5-7 godzin. Wszystko to po ładowaniu, które do 100% trwa od 70 do 100 minut zależnie od tego, czy jednocześnie pracujecie na laptopie. W pół godziny akumulator dobija zaś z okolic 5% do 50-60%.
Oprogramowanie GiMATE dręczy jeden wielki problem
Oprogramowanie GiMATE wraca również w tym modelu i moje podejście do tego oprogramowania pozostaje podobne. Funkcjonalnie jest tu sporo rzeczy: profile pracy, kontrola wydajności, ustawienia chłodzenia, monitoring, zarządzanie laptopem i elementy związane z lokalnym asystentem. Problem polega na tym, że samo podanie tych funkcji nadal nie jest tak eleganckie, jak mogłoby być. Widziałem oprogramowanie bardziej przejrzyste, szybsze i mniej przytłaczające. Nie znaczy to, że GiMATE jest bezużyteczny. Wręcz przeciwnie, przy laptopie z kilkoma trybami pracy, osobnym GPU i funkcjami SI takie centrum dowodzenia ma sens.






Miałem jednak po raz kolejny problem z laptopem Gigabyte wykorzystującym GiMATE, który powodował, że sprzęt sprawiał wrażenie uszkodzonego. Przeprowadziłem wstępną konfigurację Windowsa, wszystkie aktualizacje systemu, a jak sterowników do GeForce nie było, tak te się “nie pojawiły”, a klikanie w ich ikonę w zasobniku informowało o błędzie. Menager urządzeń nie wskazywał w ogóle na obecność GeForce w laptopie. Kiedyś poradziłem sobie z tym poprzez wymuszenie aktywnego dGPU z poziomu BIOSu, ale można zrobić to prościej, bo przełączając tryb działania graficznej karty z automatycznego na hybrydowy Optimus.


Jednak nawet po tej operacji sterowniki NVIDIA mogą pokazywać błąd i w efekcie trzeba je reinstalować ręcznie. Nie jest to coś, co powinno spotykać klientów po uruchomieniu laptopa. Zwłaszcza że ewidentnie nie jest to błąd występujący wybiórczo.
Monitor Gigabyte MO27Q3 OLED jako uzupełnienie laptopa
Jeśli jednak 16-calowy ekran AERO X16 okaże się dla was zbyt mały do codziennej pracy, to bardzo naturalnym uzupełnieniem takiego laptopa jest monitor Gigabyte MO27Q3 OLED. Jest to 27-calowy QD-OLED o rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli i odświeżaniu 360 Hz, więc po podpięciu laptopa do biurkowego stanowiska dostajemy zupełnie inny komfort pracy oraz grania. Przy edycji tekstu, pracy w CMS-ie, obróbce zdjęć, montażu czy projektach w Unity i Unreal Engine dodatkowa przestrzeń robocza ma ogromne znaczenie, a czerń, kontrast i szybkość OLED-a sprawiają, że gry oraz filmy wyglądają znacznie lepiej niż na typowej matrycy IPS w laptopie. Trzeba tylko pamiętać, że RTX 5050 nie jest kartą, która w nowych grach AAA będzie regularnie wykorzystywać 360 Hz w QHD, ale w tytułach e-sportowych, starszych produkcjach i grach wspieranych przez DLSS taki monitor ma już bardzo dużo sensu.




MO27Q3 pasuje do AERO X16 również ze względu na funkcje stanowiskowe. HDMI 2.1, DisplayPort 1.4, USB-C, hub USB i KVM pozwalają zbudować biurko, przy którym laptop może działać jak komputer główny, a po chwili ustąpić miejsca stacjonarce albo konsoli bez przepinania klawiatury oraz myszy. Szkoda jedynie, że Power Delivery w monitorze kończy się na 18 W, ale dla pełnej mocy AERO X16 i tak będzie wymagał własnego zasilacza do normalnej pracy pod obciążeniem. Jako monitor do laptopa MO27Q3 wypada bardzo sensownie, bo nie próbuje być tylko większym ekranem. Daje lepszą jakość obrazu, wyższą płynność, wygodniejszą pracę na biurku i robi z mobilnego AERO X16 znacznie pełniejsze stanowisko po powrocie do domu.
Test Gigabyte AERO X16 z RTX 5050 – podsumowanie
Gigabyte AERO X16 1TH z RTX 5050 jest laptopem, który najmocniej broni się balansem możliwości, a nie jednym efektownym parametrem. Nie udaje mobilnej stacji roboczej ani gamingowego potwora, tylko oferuje rozsądną wydajność, smukłą 16-calową obudowę, stonowany wygląd, dobry ekran IPS i konfigurację, która przy cenie około 4300-4400 zł zaczyna mieć sens z perspektywy typowego użytkownika. Ba, GeForce RTX 5050 pozytywnie mnie wręcz zaskoczył, bo przy DLSS, generowaniu klatek i rozsądnych ustawieniach pozwala grać znacznie wygodniej, niż mogłoby się wydawać.

Największe ograniczenia też są jasne. 16 GB RAM-u traktowałbym jako punkt startowy, a nie zapas na lata, a to szczególnie przy pracy w Unity, Unreal Engine, montażu czy większej liczbie aplikacji naraz. Kultura pracy pod obciążeniem nie jest wzorowa, zasilacz ma mały zapas mocy, porty mogłyby być lepiej rozmieszczone, a GiMATE i problemy z wykrywaniem GeForce’a po pierwszej konfiguracji to rzecz, która w gotowym laptopie zwyczajnie nie powinna się zdarzać.
Mimo tych wad AERO X16 1TH oceniam jako bardzo sensowny wybór dla osób szukających jednego laptopa do pracy, nauki, codziennego użytkowania i grania po godzinach. Jeśli oczekujecie najwyższych ustawień w nowych grach AAA przez kolejne lata, szukałbym mocniejszej konfiguracji. Jeśli jednak chcecie mobilnego, spokojnie wyglądającego sprzętu z niezłą wydajnością, dobrym ekranem i możliwością rozbudowy RAM-u, tańszy AERO X16 z RTX 5050 wypada wręcz lepiej, niż początkowo zakładałem.

