MSI świętuje 40-lecie laptopem-potworem. Titan 18 HX kupisz za cenę dobrego używanego auta

Od lat mam wrażenie, że najdroższe laptopy gamingowe są jednymi z najdziwniejszych produktów w świecie elektroniki. Z jednej strony każdy rozsądny głos podpowiada, że za takie pieniądze można złożyć bardzo mocnego peceta, dokupić dobry monitor i jeszcze zostawić sobie budżet na konsolę albo kilka nowych gier. Z drugiej jednak właśnie w tych przesadzonych, ciężkich i ekstremalnie drogich konstrukcjach najlepiej widać kierunek, w którym producenci chcą pchać mobilne granie, pracę kreatywną i lokalną moc obliczeniową.
MSI świętuje 40-lecie laptopem-potworem. Titan 18 HX kupisz za cenę dobrego używanego auta

Patrzę więc na MSI Titan 18 HX Dragon Edition Draco Epic nie jak na kolejnego laptopa “dla graczy”, ale jak na pokaz możliwości ubrany w kolekcjonerski kostium. Takie sprzęty zwykle nie odpowiadają na pytanie, co powinien kupić przeciętny użytkownik. Raczej sprawdzają, jak daleko da się przesunąć granicę między laptopem, desktopem, stacją roboczą i technologicznym artefaktem, którego bardziej eksponuje się na biurku niż po prostu wyciąga z plecaka.

MSI Titan 18 HX Dragon Edition Draco Epic, czyli smok zamiast skromności

MSI wprowadziło do Polski limitowaną edycję Titan 18 HX Dragon Edition Draco Epic w konfiguracji A2WJ-1271PL, która to została przygotowana z okazji 40-lecia marki. Sam ten opis wystarczyłby, żeby zapaliła mi się lampka ostrzegawcza, bo jubileuszowe edycje sprzętu komputerowego bardzo często kończą jako zwykłe konstrukcje z innym wzorem na obudowie i wyższą ceną. Tutaj jednak sprawa jest nieco ciekawsza, bo MSI nie sprzedaje wyłącznie “Titana z nadrukiem”, tylko pełny zestaw kolekcjonerski z ekskluzywnym opakowaniem, limitowaną monetą, myszą dla graczy i podkładką.

Najważniejszy jest jednak sam motyw smoka. MSI opiera tę edycję na konstelacji Smoka, mitologicznej opowieści i pięciowarstwowym sitodruku na szkle. Normalnie miałbym ochotę przewrócić oczami, bo gamingowy sprzęt przez lata zbyt często uciekał w agresywne linie, smoki, płomienie i hasła o potędze. W tym przypadku akurat rozumiem logikę. Jeśli laptop kosztuje 29999 zł, to przestaje być wyłącznie narzędziem. Kupujący płaci nie tylko za klatki na sekundę, ale też za przedmiot, który ma wyglądać jak limitowany sprzęt, a nie jak kolejna czarna cegła z podświetlaną klawiaturą.

Właśnie tutaj widzę największą różnicę względem klasycznych topowych laptopów gamingowych. Przy takich modelach jak MSI Titan 18 HX AI A2XWJG-477PL najważniejsze było pytanie, czy brutalna wydajność, ekran Mini LED, RTX 5090 i desktopowy charakter wystarczą, żeby usprawiedliwić pięciocyfrową cenę. W Dragon Edition Draco Epic MSI dokłada do tego drugi poziom, bo kolekcjonerską otoczkę, która ma sprawić, że nabywca nie będzie czuł, że kupuje tylko bardzo drogiego laptopa.

Pod maską jest sprzęt, który faktycznie ma prawo nazywać się Titanem

Sercem tej konfiguracji jest Intel Core Ultra 9 290HX Plus, czyli procesor z absolutnie wysokiej półki mobilnej. Za grafikę odpowiada NVIDIA GeForce RTX 5090 Laptop GPU z 24 GB pamięci GDDR7, oparta na architekturze Blackwell i wspierająca najnowsze wersje DLSS. MSI podaje też 270 watów łącznej mocy CPU i GPU w trybie OverBoost, co od razu pokazuje, że nie mówimy o lekkim laptopie, tylko o ciężkiej konstrukcji projektowanej wokół zasilania, chłodzenia i pracy pod dużym obciążeniem.

Dla mnie najciekawsze w takich laptopach jest jednak coś innego niż sama liczba FPS. Kilka lat temu mobilna karta graficzna w laptopie była dla wielu osób kompromisem z definicji. Owszem, dało się grać, czasem nawet bardzo komfortowo, ale desktop pozostawał punktem odniesienia, do którego notebook tylko próbował się zbliżać. Dziś sytuacja jest znacznie bardziej złożona. Przy RTX 5090 Laptop GPU, DLSS 4.5, generowaniu klatek, mocnych rdzeniach Tensor i rosnącej roli lokalnych zadań AI, taki sprzęt staje się czymś więcej niż maszyną do Cyberpunka 2077 na ultra.

W praktyce Titan 18 HX Dragon Edition Draco Epic jest laptopem dla osób, które chcą mieć pod ręką mobilną stację roboczą do montażu wideo, renderingu, pracy z grafiką 3D, lokalnych modeli AI, programowania, testowania projektów w Unity czy Unreal Engine i grania bez ręcznego schodzenia z każdego suwaka jakości. Oczywiście jednak laptopowy RTX 5090 nie jest desktopowym RTX 5090, a fizyka chłodzenia robi swoje. Jednak przy 270 watów łącznego budżetu mocy i chłodzeniu z komorą parową MSI daje jasno do zrozumienia, że ten sprzęt nie powstał do okazjonalnego grania w pociągu. To raczej komputer stacjonarny w formie, którą da się przenieść z miejsca na miejsce.

Mini LED 4K 240 Hz to ważniejsza decyzja, niż może się wydawać

Ekran w Titanie 18 HX Dragon Edition Draco Epic jest jednym z tych elementów, przy których widać, że MSI nie chciało iść w półśrodki. Mamy tutaj bowiem 18-calowy panel Mini LED w proporcjach 16:10, rozdzielczości 3840 x 2400 pikseli, odświeżaniu 240 Hz, pełnym pokryciu DCI-P3 i certyfikacie DisplayHDR 1000.

Sam wybór Mini LED zamiast OLED-a jest tutaj bardzo rozsądny. O ekranach OLED w handheldach i VR pisałem już przy problemach z jasnością, energią i ryzykiem wypaleń, ale w dużych laptopach dla graczy argumenty są podobne. OLED zachwyca czernią i kontrastem, ale przy sprzęcie do pracy, gier, statycznych interfejsów i wielogodzinnego używania ryzyko retencji obrazu nadal istnieje. Mini LED nie jest rozwiązaniem idealnym, bo lokalne wygaszanie potrafi pokazać swoje ograniczenia, ale przy takim zastosowaniu daje bardzo atrakcyjny kompromis między jasnością HDR, kontrastem, bezpieczeństwem użytkowania i brakiem strachu przed paskiem zadań Windowsa.

Ciekawie wypada tu porównanie z testowanym wcześniej przeze mnie Titanem 18 HX AI. Tam również ekran Mini LED był jednym z najmocniejszych punktów konstrukcji, choć w praktyce wymagał kalibracji HDR, a wybór trybu kolorów miał znaczenie dla pracy z obrazem. W nowej jubileuszowej wersji MSI idzie dalej przez postawienie na odświeżanie rzędu aż 240 Hz, co w 4K na 18 calach jest parametrem trochę szalonym, ale właśnie w tym szaleństwie kryje się sens takich konstrukcji.

Wrażenia z testów poprzedniego Titana są tutaj najlepszym filtrem na marketing

Największym błędem przy Dragon Edition Draco Epic byłoby ocenianie go wyłącznie po specyfikacji. Dlatego tak ważny jest kontekst testu MSI Titan 18 HX AI A2XWJG-477PL, czyli bardzo bliskiej konstrukcji z RTX 5090, Core Ultra 9 285HX, Mini LED 4K i potężnym zapleczem sprzętowym. Tamten laptop był dokładnie tym, czego można było oczekiwać po 18-calowej bestii za około 28000 zł, bo był bardzo mocny, zaskakująco mobilny jak na rozmiar, świetny pod względem wydajności, ale niepozbawiony problemów.

Czytaj też: Gratka dla fanów Star Wars. Tylko 500 takich kart graficznych MSI trafi do Europy

Najbardziej zapamiętałem z tamtego testu pewien rozdźwięk. Z jednej strony mechaniczna klawiatura Cherry MX Ultra Low Profile była świetnym uzupełnieniem topowej specyfikacji, ekran Mini LED potrafił zachwycić, a wydajność w grach i zadaniach obliczeniowych stawiała sprzęt w ścisłej czołówce. Z drugiej jednak touchpad wypadał słabo, wykonanie również dawało wiele do życzenia w tak elitarnym sprzęcie, a pod pełnym obciążeniem nie dało się udawać, że laptop o takim apetycie na energię jest tylko zwykłym notebookiem.

Właśnie dlatego Dragon Edition Draco Epic jest dla mnie ciekawy. MSI najwyraźniej zrozumiało, że przy laptopie za 30000 zł sama moc już nie wystarcza. Użytkownik kupujący taki sprzęt nie chce mieć poczucia, że dostał zwykłego Titana z absurdalną ceną. Oczekuje czegoś bardziej kompletnego, bardziej dopracowanego i bardziej “premium” w sensie fizycznym, a nie tylko benchmarkowym. Pięciowarstwowy sitodruk, niewidoczny haptyczny touchpad RGB, kolekcjonerskie dodatki i jubileuszowa oprawa są próbą odpowiedzi właśnie na ten problem.

Laptop za 29999 zł pokazuje, gdzie zmierza “mobilny desktop”

Cena jest bezlitosna. 29999 zł to nie jest kwota, którą można zbyć prostym “drogo, ale wydajnie i solidnie”. Za tyle kupujemy sprzęt, który musi uzasadniać swoje istnienie czymś więcej niż tylko najlepszym mobilnym procesorem, kartą graficzną i pokaźnym RAM-em. Zwłaszcza że konfiguracja A2WJ-1271PL ma 96 GB pamięci DDR5 6400 MHz oraz dwa dyski SSD o łącznej pojemności 4 TB, z czego jeden na PCIe Gen5x4 i drugi na PCIe Gen4x4. Dochodzi do tego obsługa Super RAID 5 z deklarowanymi prędkościami odczytu do 18000 MB/s, dwa porty Thunderbolt 5 z przepustowością do 120 Gb/s, HDMI 2.1, RJ-45, czytnik kart SD, 6-głośnikowy system Dynaudio, Wi-Fi 7, kamera IR FHD i akumulator 99,9 Wh.

Czytaj też: Test płyty głównej MSI MPG X870I EDGE TI EVO WIFI. Mini ITX z dużymi możliwościami

Taki zestaw nie jest projektowany dla kogoś, kto pyta “czy pójdzie mi nowy Battlefield?”. Bardziej pasuje do osoby, która chce jeden komputer do grania, pracy kreatywnej, lokalnego AI, wielu monitorów, szybkich dysków zewnętrznych i wyjazdów, podczas których nie chce tracić dostępu do prawie desktopowej mocy. W podobnym duchu pisałem już przy wyjątkowym ASUS ROG Zephyrus Duo (2026) z dwoma ekranami, gdzie wyjątkowa forma laptopa miała sens dopiero wtedy, gdy patrzyło się na sprzęt jak na całe przenośne stanowisko pracy, a nie tylko klawiaturę z ekranem, choć ten sprzęt miał znaczne ograniczenia w zakresie wydajności pomimo posiadania RTX 5090.

Dla zwykłego gracza Titan 18 HX Dragon Edition Draco Epic będzie niemal absurdalny. Za jedną trzecią tej kwoty można kupić bardzo mocny laptop. Za ułamek ceny można kupić konsolę i dobry telewizor. Nawet w świecie handheldów, o których pisałem przy temacie PC, konsola czy handheld w 2026 roku, taka suma wygląda jak z innej planety. Jednak takie porównanie jest trochę nieuczciwe, bo Titan nie startuje w kategorii “najrozsądniejszy zakup”. On startuje w kategorii “chcę możliwie najmocniejszy mobilny komputer i chcę, żeby wyglądał jak sprzęt unikalny”.

Źródła: MSI Polska

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.