Wojna przyszłości zagląda pod pojazd i na jego dach. Tak wygląda ochrona załóg nowej ery

Tego jeszcze nie widziałem. Tym razem pewna firma wymyśliła system, który podrywa nogi żołnierza przed wybuchem i na tym się nie skończyło. Wszystko przez fakt, że wojna dronów robi się coraz dziwniejsza.
Wojna przyszłości zagląda pod pojazd i na jego dach. Tak wygląda ochrona załóg nowej ery

Przez dekady łatwo było patrzeć na opancerzenie wojskowe w bardzo prosty sposób. Grubszy pancerz oznaczał większą odporność, większy pojazd oznaczał większe szanse załogi, a cała reszta sprowadzała się do pytania, czy przeciwnik ma wystarczająco mocny pocisk. Takie myślenie nadal działa w pewnych sytuacjach, ale coraz częściej przypomina mapę starego miasta używaną w miejscu, które właśnie przeszło trzęsienie ziemi. Współczesna wojna rozbiła bowiem tę prostotę na kawałki.

Dziś zagrożenie nie nadlatuje już tylko z przodu, nie zawsze widać je w celowniku, nie zawsze ma postać klasycznego pocisku przeciwpancernego i nie zawsze uderza tam, gdzie konstruktorzy przez dekady dokładali najwięcej stali, ceramiki oraz kompozytów. Raz problemem jest tani dron, innym razem mina pod kadłubem, a jeszcze innym głowica kumulacyjna, która nie próbuje “przepchnąć” się przez pancerz siłą masy, tylko skupia energię w bardzo wąskim, piekielnie szybkim strumieniu. Jak więc z tym walczyć? Najnowszy zestaw rozwiązań izraelskiej firmy Plasan, czyli LAPS, ATHENA i TAPS próbuje odpowiedzieć na to pytanie.

Plasan pokazuje trzy systemy i każdy dotyka innego lęku załogi

Te trzy systemy od Plasan idealnie pokazują, jak bardzo rozsypał się dawny obraz pola walki. Plasan zapowiedział je 4 czerwca 2026 roku, a każdy z nich odpowiada na inny problem: wybuch pod pojazdem, głowice kumulacyjne i ataki z góry. Najdziwniejszy, a przez to najciekawszy, jest LAPS, czyli Leg Active Protection System. Sama nazwa może brzmieć jak coś z pogranicza egzoszkieletu i fotela bezpieczeństwa, ale mechanizm jest całkowicie praktyczny i potrzebny.

Czytaj też: Padnie rozkaz, a reszta zrobi się sama. Chiny pokazały algorytm dla pola bitwy przyszłości

W momencie wybuchu miny lub improwizowanego ładunku pod pojazdem fala uderzeniowa idzie przez konstrukcję w górę, a nogi załogi są jednym z najbardziej narażonych elementów ciała. Pancerz dna może przejąć część energii, ale nie usuwa całego impulsu, który przez podłogę, podnóżki i siedzisko dociera do człowieka. LAPS ma wykrywać takie zdarzenie i w milisekundach unosić nogi żołnierza zanim uderzenie z podłogi zrobi swoje.

Jest to właśnie ten moment, w którym przyszłość pancerna brzmi bardziej jak medycyna urazowa niż klasyczna inżynieria pancerna. Nie chodzi już tylko o to, żeby pojazd “przetrwał”. Chodzi o to, żeby ciało człowieka w środku nie przyjęło energii w najgorszy możliwy sposób. Wydaje mi się, że to bardzo ważna zmiana w myśleniu, bo współczesna ochrona załogi coraz mniej przypomina bierną skorupę, a coraz bardziej system reagujący na konkretny mechanizm obrażeń.

W przypadku LAPS mamy do czynienia z próbą wykorzystania bardzo krótkiego okna czasowego między wykryciem zdarzenia a dotarciem niszczącego impulsu do kończyn. Nie jest to żadne magiczne przewidywanie eksplozji, lecz walka o milisekundy. Plasan integruje system z konstrukcją fotela amortyzującego energię, a więc z elementem, który już wcześniej był ważną częścią ochrony przeciwminowej. Firma utrzymuje, że rozwiązanie nie wymaga dodatkowej przestrzeni ani zwiększania masy pojazdu, co w wozach bojowych ma ogromne znaczenie, bo każdy kilogram ochrony konkuruje z paliwem, amunicją, elektroniką, systemami obserwacji i mobilnością.

Czytaj też: Plastik i skała wulkaniczna trafiły do wojskowej łodzi. Tak wygląda improwizacja XXI wieku

Właśnie tu widzę najciekawszy aspekt całej sprawy. Odporność nie jest już wyłącznie pytaniem o to, ile pojazd “zniesie”. Coraz częściej jest pytaniem o to, jak rozprowadzi energię, jak ochroni ciało człowieka, jak zachowa się fotel, podłoga, podnóżek i pasy. Dopóki jednak nie znamy konkretnych wyników testów, warunków prób, poziomu zagrożenia, powtarzalności działania i kosztów integracji, dopóty LAPS pozostaje bardzo interesującą koncepcją, a nie dowodem na rozwiązanie problemu min. W pojazdach bojowych wszystko bowiem brzmi dobrze do momentu, w którym trzeba utrzymać system w błocie, mrozie, kurzu, po trafieniu odłamkami i po miesiącach eksploatacji przez zmęczone załogi.

ATHENA, czyli pancerz reaktywny bez wybuchu na zewnątrz

Drugi system, ATHENA, dotyka starszego, ale wciąż śmiertelnego problemu. Głowice kumulacyjne od dekad są jednym z najważniejszych sposobów niszczenia pojazdów opancerzonych. Nie muszą mieć gigantycznej masy, bo ich siła bierze się ze skupienia energii w wąskim strumieniu, który potrafi przebijać pancerz nie dzięki “taranującej” sile, lecz dzięki prędkości i koncentracji energii. Klasyczna odpowiedź to pancerz reaktywny, który eksploduje na zewnątrz i zaburza działanie takiego strumienia. Problem w tym, że eksplodująca osłona bywa niebezpieczna dla piechoty działającej blisko pojazdu i dla elementów zamontowanych na samej maszynie.

ATHENA ma iść inną drogą. Plasan opisuje ją jako nieeksplozywne rozwiązanie reaktywne, łączące pancerz kompozytowy z rozszerzającą się warstwą pośrednią. Po trafieniu strumieniem kumulacyjnym ta warstwa ma mechanicznie zakłócić penetrator, ale bez generowania wybuchu na zewnątrz. System ma przeciwdziałać głowicom kumulacyjnym, RPG, penetratorom formowanym wybuchowo oraz zagrożeniom kinetycznym.

Jest to dla mnie ciekawy kompromis między “twardą” ochroną a bezpieczeństwem otoczenia pojazdu. Na współczesnym polu walki wóz bojowy nie działa bowiem w jakimś sterylnym laboratorium. Obok są żołnierze, drony, anteny, czujniki, kamery, systemy łączności, zagłuszarki, elementy aktywnej ochrony i cała masa wyposażenia, które może zostać uszkodzone przez własną osłonę reaktywną. Jeśli da się zakłócić penetrację bez dodatkowej eksplozji, to kierunek jest logiczny. Pytanie tylko, ile trzeba zapłacić za to masą, ceną, grubością modułu i odpornością na powtarzalne trafienia.

TAPS odpowiada na najbardziej upokarzającą lekcję wojny dronów

Trzeci system, TAPS, jest najbardziej oczywistym dzieckiem ostatnich lat. Drony, amunicja krążąca, granaty zrzucane z quadkopterów, subamunicja artyleryjska i pociski atakujące od góry brutalnie przypomniały, że dach pojazdu jest najczęściej znacznie słabiej chroniony niż przód kadłuba czy wieży. Kiedyś miało to sens, bo pojazdy były projektowane głównie pod starcie z zagrożeniami nadlatującymi z kierunku przeciwnika. Teraz jednak przeciwnik potrafi patrzeć z góry, krążyć, czekać, korygować atak i uderzać w pokrywy silnika, włazy albo cienkie powierzchnie wieży.

TAPS jest dodatkowym systemem montowanym nad górnymi powierzchniami pojazdu. Ma chronić przed zagrożeniami kinetycznymi i odłamkami artyleryjskimi nadlatującymi z góry, a Plasan twierdzi, że rozwiązanie zostało przetestowane przez kilka zachodnich armii oraz dopuszczone do wdrożenia polowego. Nazwy państw i programów nie zostały jednak ujawnione.

Tego typu rozwiązanie widać jednak przy ochronie chińskich czołgów Typu 96A przed nowoczesnymi środkami rażenia, gdzie kluczowa nie jest już tylko grubość pancerza, lecz warstwowa odpowiedź na drony, amunicję krążącą i pociski przeciwpancerne. Widać go też przy amerykańskim pomyśle na XM30 jako następcę Bradleya, bo nowe bojowe wozy piechoty muszą przetrwać w świecie, w którym samo “bycie solidnym” przestało wystarczać.

Największy problem? Pancerz nie może zamienić pojazdu w bunkier na gąsienicach

Odkąd obserwuję rozwój pojazdów wojskowych, mam wrażenie, że każda generacja musi rozwiązywać ten sam konflikt w nowej wersji. Żołnierze chcą ochrony. Konstruktorzy chcą utrzymać mobilność. Dowódcy chcą zasięgu, łatwego serwisowania i możliwości transportu. Logistycy chcą mniej nietypowych części. Politycy chcą akceptowalnej ceny. Wojna dronów dorzuciła do tego jeszcze jeden wymóg – pojazd musi mieć dach, elektronikę i systemy ochrony gotowe na atak z kierunku, który przez dekady traktowano jako drugorzędny.

Czytaj też: Sprytniejszej broni przeciwpancernej nie widziałem. Superpancerz czołgów do kosza?

Dlatego trzy rozwiązania Plasana są dla mnie ciekawe nie dlatego, że nagle czynią pojazdy niezniszczalnymi. Nie czynią. Drony nadal będą tanie, miny nadal będą paskudnie skuteczne, a głowice kumulacyjne nie znikną tylko dlatego, że pojawiła się kolejna generacja pancerza. Ważniejsze jest co innego, bo fakt, że ochrona przestaje być pojedynczą warstwą i zaczyna przypominać układ wielu wyspecjalizowanych reakcji. Jedna warstwa ma rozpraszać energię wybuchu pod kadłubem. Druga ma pilnować nóg załogi. Trzecia ma zakłócać strumień kumulacyjny. Czwarta ma ograniczać skutki ataku z góry. Piąta, być może aktywna, będzie próbowała zestrzelić zagrożenie zanim to dotknie pojazdu.

Ten sam motyw zaobserwowałem przy Abramsach uzbrajanych przeciwko dronom w szybkostrzelne rozwiązania, gdzie reakcją na nowe zagrożenie nie jest elegancka rewolucja, ale szukanie praktycznych sposobów zalania nieba ogniem. Widać go również przy szwedzkich CV9035 MkIIIC, gdzie modernizacja BWP obejmuje nie tylko uzbrojenie, lecz także cyfrową świadomość sytuacyjną, opcjonalny pancerz modułowy i aktywną ochronę.

Źródła: Defence Blog, Plasan

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.