Odkąd piszę o inteligentnych kaskach, to mam dziwne wrażenie, że branża szuka odpowiedzi na bardzo niewygodne pytanie, bo ile to dokładnie technologii można wpakować na głowę motocyklisty, zanim ta zamiast pomagać, zacznie mu przeszkadzać? Jedni idą w wyświetlacze HUD, inni w kamery, jeszcze inni w systemy ostrzegania. Sena Outlander nie wybiera najbardziej widowiskowej drogi, ale moim zdaniem przez to jest ciekawszy. Nie udaje kasku z filmu o przyszłości. Bardziej przypomina próbę zrobienia sprzętu, który od początku powstał jako jeden, zintegrowany system.
Sena Outlander pokazuje, że “inteligentny kask” nie musi oznaczać ekranu przed oczami
Outlander jest pierwszym kaskiem dual-sport w historii Seny, czyli modelem przygotowanym z myślą o jeździe mieszanej, a więc asfaltowej, turystycznej i terenowej. Już sam wybór tej kategorii jest ważny, bo kaski tego typu mają trudniejsze zadanie niż klasyczne integralne modele szosowe. Muszą radzić sobie z większą wentylacją, goglami, daszkiem, zmiennymi warunkami, dłuższymi trasami i jazdą w grupie.
Czytaj też: Taki silnik w motocyklu był kiedyś marzeniem. Teraz jest cenowym szaleństwem

W takim środowisku zwykły interkom przyklejony do boku kasku nie zawsze wygląda jak eleganckie rozwiązanie. Wprawdzie działa, ale zostawia przewody, wystające moduły i kolejną rzecz, którą można zahaczyć, zgubić albo źle zamontować. Sena podchodzi do tematu inaczej. Outlander ma wbudowany system komunikacji, system audio Harman Kardon w formie 40-mm przetworników, mikrofon, przyciski, joystick, światła, aplikację, aktualizacje bezprzewodowe i redukcję hałasu opartą na sztucznej inteligencji.

Najważniejszym elementem Outlandera jest ewidentnie komunikacja. Mesh Intercom 3.0 pozwala łączyć się z grupą motocyklistów w zasięgu do 2 km w otwartym terenie. W trybie Open Mesh można korzystać z sześciu kanałów i komunikować się z praktycznie nieograniczoną liczbą uczestników, a Group Mesh obsługuje do 24 osób. Kiedy grupa rozciągnie się na większym dystansie, wchodzi do tego Wave Intercom, czyli komunikacja przez transmisję komórkową. W praktyce oznacza to, że kask nie jest uzależniony wyłącznie od klasycznego zasięgu między urządzeniami, a dla osób jeżdżących w większych grupach taki system ma ogromny sens.

Czytaj też: Przewrót na rynku motocykli. Harley-Davidson był dla elit, a teraz będzie dla wszystkich i tego się boję
Podobny kierunek opisywałem przy okazji Shoei GT-Air 3 Smart, gdzie kask dostał wyświetlacz head-up i zaczął przypominać coś z kokpitu nowoczesnego myśliwca. Jeszcze dalej szedł iC-R z kamerami i podglądem martwych punktów, który próbował rozwiązać problem widoczności przez elektronikę.
Bezpieczeństwo Outlander zaczyna się od skorupy
Największe ryzyko przy inteligentnych kaskach polega na tym, że elektronika potrafi przykryć rzecz najważniejszą. Kask najpierw ma chronić głowę, a dopiero później może grać muzykę, łączyć z grupą, aktualizować się przez aplikację i mrugać światłami. Outlander ma zaś skorupę z kompozytu włókna szklanego, wielogęstościowy EPS i certyfikację ECE R22.06 w Europie oraz DOT w USA. Wnętrze ma półowalny kształt, a materiał COOLMAX ma odprowadzać wilgoć i szybciej schnąć.
W projekcie kasku widać klasyczne elementy dual-sport, a więc wydłużoną szczękę, duży wlot powietrza na brodzie i daszek ograniczający odblaski. Osłonę można zdejmować bez narzędzi, a system wymiany wizjera działa bez demontażu daszka. Dla osób jeżdżących z goglami może to być istotne, bo kask tego typu musi łatwo przechodzić między trybem asfaltowym i terenowym. Wizjer jest przygotowany pod Pinlock 70, a przyciemniany wizjer i wkładka przeciwparowa są dostępne osobno.
Czytaj też: Ten motocykl nie powinien istnieć. Ferrari F355 oddało mu serce za ponad 1,8 mln zł

Najbardziej niejednoznaczny element Outlandera to zintegrowane oświetlenie. Z przodu znajduje się światło w okolicy szczęki, a z tyłu światło aktywowane przy hamowaniu. Tylne rozwiązanie rozumiem od razu. Dodatkowy sygnał hamowania na wysokości głowy może poprawić widoczność motocyklisty, a to szczególnie w grupie, przy kurzu, deszczu albo w ruchu miejskim. Zasila to wszystko akumulator o pojemności 1000 mAh, który ma wystarczać na 20 godzin rozmów. Pełne ładowanie trwa 2,5 godziny, a szybkie ładowanie przez 20 minut ma dawać około 3,5 godziny rozmów w Mesh.
Waga w rozmiarze M wynosi 1720 gramów z tolerancją do +/-50 gramów, więc jak na kask tego typu z pełną elektroniką nie wygląda to źle. Nadal mówimy jednak o sprzęcie, który po kilku godzinach jazdy będzie wyczuwalny na szyi, a to szczególnie poza asfaltem. Cena? W Europie 549 euro, czyli około 2330 zł, więc tanio nie jest, ale przy kasku zintegrowanym z pełnym interkomem, audio i dodatkowymi światłami nie jest to też poziom absurdalny.
Źródła: Sena

