Najpiękniejsza konsola w historii? Nowy Xbox to hołd dla tradycji i designerskie cudo

Nie będę udawał — od zawsze byłem i nadal jestem fanem PlayStation. To na konsolach Sony spędzałem najwięcej czasu, to ich ekosystem był mi najbliższy i to niebieska krew od lat bije w moim gamingowym sercu. Ale czasami pojawia się sprzęt, przy którym wszystkie sympatie czy infantylne wojny konsolowe można na chwilę odłożyć na bok. Nowy Xbox Series X25 Limited Edition jest właśnie takim przypadkiem, bo wizualnie Microsoft kupił mnie całkowicie, łącząc hołd dla tradycji i moją słabość, czyli transparentną technologię.
Źródło: Xbox

Źródło: Xbox

O co chodzi? Xbox zaprezentował limitowaną kolekcję przygotowaną z okazji 25-lecia marki. W jej skład wchodzi Xbox Series X25 Limited Edition oraz Xbox Wireless Controller X25 Special Edition. Oba urządzenia nawiązują do oryginalnego Xboksa, a najważniejszym elementem całej edycji jest półprzezroczysta obudowa w kolorze OG Green. I napiszę to wprost — pod kątem estetycznym absolutnie wszystko się tutaj zgadza.

Transparentna elektronika ma w sobie coś wyjątkowego. Kojarzy się z przełomem lat 90. i 2000., z czasami, kiedy sprzęt nie musiał wyglądać jak sterylna bryła do ustawienia pod telewizorem, tylko mógł być trochę dziwny, odważny i ekscentryczny. Przezroczyste Game Boye, kontrolery, obudowy komputerów, akcesoria — to wszystko miało swój niepowtarzalny i chwytający za serce klimat. Nowy Xbox bardzo świadomie sięga po tę nostalgię, ale robi to bez taniego przebrania retro. To nadal współczesny Xbox Series X, tylko ubrany w projekt, który dużo mocniej odwołuje się do historii marki.

Czytaj też: Microsoft wreszcie pokazał gry na Xboxa. Namieszał jednak tak, że nie wiem, co to ekskluzywność

Xbox Series X25 Limited Edition to współczesna konsola z duszą pierwszego Xboksa. A poza tym jest piękna

Microsoft podkreśla, że po raz pierwszy wprowadza transparentny design do Xbox Series X. Konsola ma półprzezroczystą obudowę w kolorze OG Green, inspirowaną oryginalnym Xboksem i zielenią, która od początku była jednym z najważniejszych elementów tożsamości marki. W środku nadal mamy znany sprzęt z rodziny Series X — czyli konsolę oferującą wydajność obecnej generacji i 1 TB przestrzeni na dane.

Najważniejsze są tu jednak detale. Po uruchomieniu konsoli charakterystyczny znak „X” podświetla się na zielono, co ma być ukłonem w stronę startowego ekranu pierwszego Xboksa. Na froncie pojawia się również logo 25-lecia, a cała konstrukcja została zaprojektowana tak, by przypominać o klasycznym sprzęcie Microsoftu i społeczności, która przez lata budowała markę Xbox — a od kiedy Asha Sharma objęła stanowisko CEO, wydaje się to wyjątkowo istotne dla marki.

I właśnie dlatego ten sprzęt działa wizualnie tak dobrze. Nie jest tylko kolejną limitowaną wersją, w której zmieniono kolor plastiku i dodano rocznicowy znaczek. Tu naprawdę czuć pomysł. Zielona, transparentna obudowa od razu mówi, do czego nawiązuje, a jednocześnie świetnie pasuje do surowej, prostej formy Xbox Series X. To nadal monolit, ale tym razem monolit z unikalnym charakterem.

Czytaj też: Microsoft pokazuje, jak może wyglądać przyszły Xbox. Pierwsi gracze już to testują

Kontroler X25 może być jeszcze lepszy niż sama konsola

Obok konsoli Microsoft pokazał także Xbox Wireless Controller X25 Special Edition. I tu również mamy transparentny kolor OG Green, ale kontroler dostał jeszcze więcej drobnych smaczków. Microsoft przywraca klasyczne kolory przycisków ABXY, wykorzystuje charakterystyczną zieleń Xboksa, a bumpery mają nawiązywać do czarnego i białego przycisku z oryginalnego i dość szkaradnego akurat kontrolera Duke.

Najciekawiej robi się jednak z tyłu. Tylna część obudowy oraz klapka baterii są w pełni transparentne, dzięki czemu widać klasyczne logo Xboksa. To dokładnie ten typ detalu, który dla wielu osób będzie kompletnie nieistotny, ale dla fanów transparentnej elektroniki może być argumentem samym w sobie — no i ja to kupuję bez większej walki. Kontroler wygląda jak gadżet, który mógłby leżeć na biurku (albo w gablocie) nawet wtedy, gdy nie jest używany.

Microsoft zapowiada, że konsola i kontroler będą dostępne razem jako limitowana kolekcja w listopadzie, na wybranych rynkach — ale na ten moment nie wiemy, czy Polska znajduje się w tym gronie. Sam kontroler Xbox Wireless Controller X25 Special Edition trafi też do sprzedaży osobno. Na razie firma nie podała jeszcze ceny ani szczegółów dotyczących przedsprzedaży, ale te informacje mają pojawić się później u wybranych sprzedawców.

Czytaj też: Spędziłem kilka dni z ROG Xbox Ally X. Dłużej sprzęt nie wytrzymał

To piękny Xbox. Nawet jeśli Xbox jako konsola nie ma dziś sensu

Microsoft naprawdę dobrze rozumie własną historię. Pierwszy Xbox nie był może najbardziej subtelną konsolą świata, ale miał tożsamość. Był duży, zielony, trochę brutalny, bardzo amerykański i natychmiast rozpoznawalny. Series X25 Limited Edition przypomina o tych czasach w sposób, który nie wygląda jak rozpaczliwa próba powrotu do retro czasów. To raczej elegancki ukłon w stronę początku marki. I jako ktoś, kto nie ma ani żadnego Xboksa, ani wspomnień z tą marką, przyznaję, że ten Xbox jest po prostu przepiękny. Transparentne akcenty totalnie mnie kupują, zielony kolor pasuje tu idealnie, a całość wygląda jak sprzęt przygotowany nie tylko dla graczy, ale też dla osób, które lubią technologię jako obiekt. Taką, na którą można patrzeć z przyjemnością.

Ironia polega oczywiście na tym, że sam Xbox jako konsola do posiadania stracił dziś część dawnego sensu. Microsoft coraz mocniej rozciąga swój ekosystem na PC, chmurę, handheldy i inne urządzenia, więc zakup samej konsoli nie jest już tak oczywistą decyzją jak kiedyś. Można więc powiedzieć, że dostajemy limitowaną wersję sprzętu, który w praktyce jest coraz mniej niezbędny. Ale za sam projekt i za ten transparentny hołd dla pierwszego Xboksa naprawdę warto Microsoft pochwalić. Bo nawet jeśli nie każdy będzie tej konsoli potrzebował, to trudno odmówić jej tego, że wygląda znakomicie.

Źródło: Xbox

Źródło: Xbox

Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski

Redaktor prowadzący
Dziennikarz z wykształcenia, ale przede wszystkim z pasji i wyboru. Zacząłem pisać do internetu w wieku 15 lat — od branży gamingowej płynnie przeszedłem do nowych technologii, z czasem poszerzając je także o motoryzację. Po drodze zacząłem również coraz częściej stawać przed kamerą i za nią. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i rozwijaniem treści technologicznych w wielu formach. Piszę artykuły, recenzje, felietony i scenariusze, nagrywam oraz montuję materiały wideo, prowadzę wywiady i realizuję formaty wideo oraz podcastowe. Równolegle rozwijam projekty w mediach społecznościowych. Regularnie relacjonuję najważniejsze targi technologiczne i motoryzacyjne na całym świecie, testuję najnowszy sprzęt oraz samochody, a także pracuję przy współpracach komercyjnych z markami i uczestniczę w procesach sprzedażowych oraz projektowych związanych z mediami i content marketingiem. Od 2020 roku prowadzę również własny podcast. Praca z mikrofonem i kamerą jest dla mnie naturalnym przedłużeniem dziennikarstwa — pozwala opowiadać o świecie nowych technologii, motoryzacji i współczesnej kultury w bardziej bezpośredni sposób. Fascynuje mnie technologia w każdej postaci — szczególnie ta nowoczesna, choć retro sprzęty mają w moim sercu specjalne miejsce (transparentne obudowy zawsze wygrywają). Uwielbiam japońską (pop)kulturę, katalońską piłkę nożną, sprzęty z Cupertino, samochody elektryczne (i najlepiej ze stali nierdzewnej), minimalistyczny design, dystopijny streetwear i anti-fashion, a muzyka towarzyszy mi całą dobę. Najlepiej czuję się w studiu nagraniowym, na planie wideo albo w samolocie.