Zaprezentowany właśnie rower S-Works Turbo Levo R Ultralight waży 18,8 kg w rozmiarze S3, a mimo to wykorzystuje pełnoprawny silnik Specialized 3.1 S-Works o mocy szczytowej 850 W i momencie obrotowym na poziomie 111 Nm. Jest to dokładnie ten sam poziom wspomagania, który oferuje standardowy S-Works Levo R oraz cięższe odmiany Levo 4.
Nie mamy więc do czynienia z modelem typu SL, w którym niska masa została okupiona wyraźnie mniejszą mocą, bo przykładowo S-Works Turbo Levo SL 2 zapewnia 50 Nm, 320 W mocy szczytowej i akumulator 320 Wh. Ultralight z kolei prawie podwaja moment obrotowy, oferuje ponad dwa i pół razy wyższą moc szczytową, a mimo to pozostaje w przedziale masy, który jeszcze niedawno kojarzył się właśnie z odchudzonymi elektrykami.



Podobny konflikt między skutecznością a naturalnością jazdy opisywałem już przy elektrycznym MTB dla osób, które nie przepadają za typowymi elektrykami. Specialized próbuje jednak rozwiązać ten problem bez ograniczania silnika.
Zamiast materiałowej magii mniejszy akumulator i walka o każdy gram
Levo R Ultralight korzysta z tej samej karbonowej ramy FACT 11m, którą znajdziemy w zwykłym S-Works Levo R. Zachowuje również karbonowe przedłużenie amortyzatora, tytanowe elementy montażowe, schowek SWAT w dolnej rurze oraz regulowaną geometrię. Specialized nie opracował więc nagle cudownego materiału, który pozwolił usunąć kilka kilogramów z ramy. Największą i najbardziej oczywistą zmianą jest akumulator. Zamiast magazynu energii o pojemności 840 Wh otrzymujemy wymienny pakiet 600 Wh. Oznacza to zachowanie około 71 procent pojemności standardowej wersji.

W rowerze, który ma być możliwie szybki i zwinny, ma to sens, ale nie nazywałbym tego kompromisem niewidocznym dla użytkownika. Mniejszy akumulator oznacza krótsze wyprawy lub konieczność częstszego korzystania z niższych poziomów wspomagania. Specialized deklaruje do 3,36 godziny jazdy z opcjonalnym przedłużaczem zasięgu, ale realny wynik będzie oczywiście silnie zależał od terenu, masy rowerzysty i wybranego trybu.
Czytaj też: Rower zaczyna rozmawiać z samochodami. Canyon chce wyrwać cyklistów z martwego pola
Resztę kilogramów oraz gramów zdjęto już klasyczną metodą, czyli sięgając po egzotyczne i bardzo drogie części. Napęd SRAM XX SL Eagle Transmission zastąpił cięższą konfigurację XX, a elektroniczna sztyca RockShox Reverb AXS została wymieniona na mechaniczną BikeYoke Revive 3.0. Ultralight dostał również koła Roval Control SL VI z karbonowymi obręczami i karbonowymi szprychami, zamiast bardziej terenowych Roval Traverse SL II ze stalowymi szprychami.

Do tego dochodzą czterotłoczkowe hamulce Trickstuff Direttissima, przednia tarcza 200 mm i zmniejszona do 180 mm tarcza tylna. Zmianie doczekały się także opony, bo z przodu pojawiła się Trail Control z karkasem GRID, a z tyłu Ground Control z lżejszym karkasem Grid Lite. Zwykły wariant korzysta z szerszych i bardziej agresywnych opon Purgatory. Standardowy S-Works Levo R korzysta zaś z hamulców SRAM Motive Ultimate oraz dwóch tarcz 200 mm.
Wszystko to pokazuje, że Specialized nie tylko odchudził Levo R, ale również przesunął jego charakter w stronę XC oraz szybkiej jazdy trailowej. Lżejsze opony, mniejsza tylna tarcza i węższe obręcze pomagają na podjazdach oraz podczas przyspieszania, ale niekoniecznie będą lepszym wyborem dla kogoś, kto regularnie katuje rower na długich, stromych zjazdach. Mniejsza masa nie jest tutaj darmowym ulepszeniem wszystkich parametrów. Jest świadomie wybraną specjalizacją.
2,36 kg mniej zapewniło najszybszy rower Levo w historii
Standardowy S-Works Levo R waży deklarowane 21,16 kg. Ultralight schodzi do 18,8 kg, a więc różnica wynosi 2,36 kg. Na papierze nie brzmi to może jak rewolucja, ale w rowerze terenowym znaczenie ma nie tylko masa całkowita, lecz również miejsce, z którego ją usunięto. Lżejsze koła, opony i tarcze zmniejszają masę wirującą. Rower powinien dzięki temu chętniej przyspieszać, szybciej reagować na zmianę kierunku i wymagać mniej siły przy przerzucaniu go między zakrętami. Mniejszy akumulator obniża z kolei masę skoncentrowaną wewnątrz dolnej rury. Nadal mamy tu ciężki silnik i baterię, ale całość zaczyna zbliżać się prowadzeniem do zwykłego roweru z pełnym zawieszeniem.
Czytaj też: Japończycy opracowali inteligentny rower, który naprawdę uratuje Cię przed wypadkiem

Premiera Ultralight dobrze wpisuje się w szerszą zmianę, którą widać już na rynku. Amflow PL Carbon Pro 800 z napędem DJI Avinox waży około 19,2 kg, a jednocześnie oferuje parametry, które jeszcze niedawno zarezerwowano dla znacznie cięższych konstrukcji. Pisałem o tym przy wejściu rowerów Amflow do Polski. Specialized schodzi jeszcze niżej, choć robi to przy użyciu części z najbardziej ekskluzywnej półki i przez to mam wrażenie, że właśnie tak będzie wyglądał następny etap rozwoju elektrycznych rowerów górskich.
Producenci przestaną ścigać się wyłącznie pojemnością akumulatorów i momentem obrotowym, a zaczną walczyć o to, który e-MTB najmniej przypomina e-MTB podczas prowadzenia. Moc w okolicach 100 Nm przestała być czymś niezwykłym. Znacznie trudniej zamknąć ją w rowerze ważącym mniej niż 20 kg i zachować pełne zawieszenie oraz terenową wytrzymałość. Nie oznacza to, że każdy elektryk powinien dostać mniejszy akumulator. Większy magazyn energii nadal będzie miał sens podczas całodniowych wypraw, bo przecież wady oraz dodatkowe obciążenia generowane przez napęd elektryczny nie znikają tylko dlatego, że rower stał się lżejszy. Ultralight pokazuje jednak, że pełna moc nie musi automatycznie prowadzić do konstrukcji ważącej prawie ćwierć kwintala.
Levo R Ultralight jest lżejszy. Zupełnie jak portfel po zakupie
Rower Specialized Levo R Ultralight oraz S-Works Levo R w Polsce kosztuje dokładnie 63999 złotych, co jest o tyle ciekawe, że np. w Wielkiej Brytanii wariant Ultralight jest o 500 funtów tańszy od standardowego wydania. Oznacza to, że polski klient nie wybiera między droższym wariantem z dużą baterią i tańszym modelem odchudzonym. Wybiera między identycznie wycenionymi rowerami o innym charakterze. Jeden zapewnia większy zasięg i bardziej odporny zestaw komponentów, drugi stawia wszystko na niską masę, przyspieszenie oraz zwinność.
Czytaj też: Zelektryfikowali legendę. Stalowy klasyk pokazuje, jak ma wyglądać elektryczny rower gravelowy
Czy 63999 zł za rower elektryczny ma jakikolwiek rozsądny sens? Dla większości oczywiście nie. Levo R Ultralight jest pokazem technicznych możliwości, a nie odpowiedzią na potrzeby typowego rowerzysty. Jednak podobnie jak hipersamochody przez lata przenosiły karbon, aktywną aerodynamikę i zaawansowane zawieszenie do tańszych modeli, tak takie e-MTB mogą z czasem sprowadzić pełną moc oraz masę poniżej 20 kg do znacznie rozsądniejszych przedziałów cenowych. Dopiero wtedy będzie można mówić o prawdziwej rewolucji. Na razie przyszłość rzeczywiście nadeszła, ale kosztuje tyle, co przyzwoity samochód.

