Rower zaczyna rozmawiać z samochodami. Canyon chce wyrwać cyklistów z martwego pola

Samochody dostały kamery, radary, ostrzeżenia o martwym polu, automatyczne hamowanie i coraz bardziej rozbudowane systemy asystujące, a rowerzysta w wielu sytuacjach nadal musi polegać na lusterku, odruchu i szczęściu. Nie bez powodu więc odnoszę wrażenie, że bezpieczeństwo na drogach rozwija się bardzo nierówno. Dlatego coraz ważniejsze staje się nie tylko to, czy pojazdy umieją “widzieć”, ale też czy potrafią ze sobą rozmawiać.
Rower zaczyna rozmawiać z samochodami. Canyon chce wyrwać cyklistów z martwego pola

W tym miejscu pojawia się Canyon Roadlite:ON V2X, czyli miejski e-bike z technologią Vehicle-to-Everything. Canyon zaprezentował go jako pierwszy produkcyjnie gotowy, miejski rower elektryczny, który w pełni integruje samochodowy standard komunikacji V2X i może bezpośrednio wymieniać informacje z kompatybilnymi pojazdami oraz infrastrukturą. Ważne jest jednak w tym wszystkim określenie “kompatybilnymi”, bo bez niego cała wizja zaczyna się dosłownie walić.

Canyon Roadlite:ON V2X chce zrobić z roweru aktywnego uczestnika cyfrowego ruchu

Sam pomysł jest bardzo prosty, a przez to wyjątkowo intrygujący. Rower bowiem nie czeka, aż samochód go zauważy kamerą, radarem albo kierowcą, który akurat spojrzy w dobre miejsce. Rower zaczyna nadawać własną obecność. Przekazuje informacje o tym, gdzie jest, jak się porusza i z której strony może wejść w konflikt z innym pojazdem. Z perspektywy cyklisty oznacza to próbę wyjścia z najgorszej roli na drodze, czyli roli obiektu, który “może zostanie wykryty”.

Czytaj też: Nie wiem, czy to jeszcze rower XC, czy już mały samolot z amortyzatorem

Canyon upchnął moduł V2X w dolnej rurze ramy, a anteny V2X i GPS trafiły do główki ramy. Sam system dzięki tej aparaturze ma ostrzegać kierowcę na ekranie w samochodzie, a rowerzystę za pomocą haptycznych wibracji w lewej albo prawej części chwytu kierownicy. Jeżeli auto nadjeżdża z prawej strony zza narożnika, to rowerzysta ma poczuć sygnał po prawej stronie, bez konieczności odrywania wzroku od drogi. Informacje mogą też trafić na telefon, zegarek albo licznik rowerowy.

Podobne podejście zauważyłem już wcześniej przy systemach blokujących drzwi samochodu przed rowerzystą, gdzie bezpieczeństwo przestaje być tylko ostrzeżeniem, a zaczyna przypominać aktywną ingerencję w ryzykowne zachowanie. W rowerowym świecie ten sam kierunek przewija się przy inteligentnym kasku Canyon Stingr Smart i systemie Predict, bo coraz więcej producentów dochodzi do wniosku, że zwykła lampka i odblask nie wystarczą w świecie samochodów z własnym “zmysłem cyfrowym”.

V2X ma przewagę tam, gdzie kamera jest po prostu ślepa

Kamery, radary i moduły LiDAR są świetne, ale mają jeden bardzo przyziemny problem – działają najlepiej wtedy, gdy coś znajduje się w ich polu widzenia albo w sensownym zasięgu odbicia sygnału. Róg budynku, zaparkowany dostawczak, mur przy skrzyżowaniu czy kolumna aut przy drodze potrafią zrobić z bardzo drogiego systemu bezpieczeństwa coś, co reaguje dopiero wtedy, gdy sytuacja jest już skomplikowana. V2X zmienia ten układ, bo nie wymaga bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Kompatybilne pojazdy mogą zaś wymieniać między sobą informacje zanim faktycznie się “zobaczą”.

Czytaj też: Zapomnij o lekkim miejskim rowerku, bo e-bike przestały już udawać lekkość

Roadlite:ON V2X jest pod tym względem ciekawy właśnie dlatego, że nie próbuje zrobić z roweru małego autonomicznego samochodu. Nie ma tu wielkiego akumulatora, gigantycznego komputera i specjalnie skomplikowanej architektury znanej z aut. Canyon poszedł bardziej w stronę lekkiego nadajnika i odbiornika bezpieczeństwa. Według dostępnych danych cały system waży około 230 gramów i zużywa mniej niż 1% energii z akumulatora e-bike’a, a jego zasięg komunikacji ma obejmować pełne 360 stopni, do około 300 metrów z przodu i 150 metrów za rowerem.

Sam rower też nie jest jakąś makietą z targów, a przynajmniej według deklaracji producenta. Roadlite:ON V2X waży 13,9 kg, ma karbonową ramę, jednobiegowy napęd paskowy, silnik Bosch w tylnej piaście i akumulator Boscha wystarczający na około 90 km jazdy. Canyon wspomina też o dynamicznym świetle hamowania oraz radarze, które mają ostrzegać kierowców przed zamiarami rowerzysty i zbyt małym dystansem. Innymi słowy, jest to na papierze bardzo kompetentny rower elektryczny do miast.

Największy problem nie siedzi w pomyśle, a kompatybilności

Canyon testował rozwiązanie przy wsparciu Volkswagena i według relacji próby pokazały, że połączone pojazdy oraz rowery mogą się wykrywać i wymieniać informacje bezpieczeństwa w czasie rzeczywistym. Tylko że od “działa” do “ma wpływ na codzienny ruch” prowadzi długa droga. Potrzebne są samochody z V2X, rowery z V2X, infrastruktura z V2X, wspólne standardy, aktualizacje, sensowna prywatność, odporność na błędne alarmy i nawet same miasta, które rzeczywiście chcą wdrożyć coś więcej niż kolejne znaki ostrzegawcze.

Cały V2X ma bowiem sens dopiero wtedy, gdy nie jest samotną wyspą. Jeden rower rozmawiający z jednym samochodem Volkswagena wypada świetnie, ale w praktyce taki pomysł zderza się z codziennością pełną… no cóż, braku kompatybilnośći. Dlatego też patrzę na to bardziej jak na deklarację branżową niż klasyczną premierę produktu. Canyon pokazuje, że rower może wejść do tego samego cyfrowego obiegu, w którym od lat obracają się samochody. Nie jako gadżet z aplikacją, ale jako część systemu drogowego. Takie myślenie pasuje do szerszego trendu, który widać też przy rowerach z czujnikami monitorującymi mijanie przez auta czy przy e-bike’ach z radarami martwego pola.

Czytaj też: Halfbike Pro wygląda jak hulajnoga po kursie narciarstwa i rowerowej terapii eksperymentalnej

Dla mnie najciekawsze w Roadlite:ON V2X jest to, że ten rower wygląda jak sprzęt z pogranicza dawnej fantastyki i dzisiejszej konieczności. Jeszcze niedawno wizje inteligentnych ulic kojarzyły się głównie z autonomicznymi samochodami, które same przewidują ruch, same hamują i same organizują sobie przestrzeń. Teraz okazuje się, że równie ważnym elementem tej przyszłości może być zwykły rower miejski, który po prostu mówi samochodom: “jestem tutaj, nie widzisz mnie, ale zaraz możesz wejść mi w drogę”.

Źródła: Canyon

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.