Idealny rower elektryczny dla kobiet? Flurish E+ tym właśnie ma być

Są takie rowery elektryczne, które nie próbują nikomu zaimponować liczbami z pogranicza sportu motorowego. Nie mają tysiąca watów, nie udają motocykla, nie obiecują bezproblemowego pokonywania podjazdów, na których człowiek bez wspomagania od razu zejdzie z siodełka i zacznie pchać. Patrzę na takie konstrukcje z coraz większym zainteresowaniem, bo mam wrażenie, że właśnie w nich widać najciekawszy fragment przyszłości miejskiego transportu. Nie w przesadzie, ale w dopasowaniu i model Liv Flourish E+ jest tego świetnym przykładem.
Autor: https://www.instagram.com/tomjoyphoto

Autor: https://www.instagram.com/tomjoyphoto

Liv od dawna buduje swoją tożsamość wokół rowerów projektowanych z myślą o kobietach. Nie chodzi wyłącznie o inne malowanie ramy i mniejszy rozmiar. Marka powstała z inicjatywy Bonnie Tu, funkcjonuje pod parasolem Giant Group i konsekwentnie trzyma się narracji “dla kobiet, przez kobiety, z kobietami”. Można mieć oczywiście dystans do takich haseł, bo nie tylko branża rowerowa przez lata nadużywała płciowego pozycjonowania sprzętu, ale Liv jest jednym z niewielu przypadków, w których za tą narracją faktycznie stoi osobna linia produktów, zawodowy sport, społeczność i konkretna historia.

Liv Flourish E+ to nie jest kolejny elektryczny rower “dla każdego”

Flourish E+ jest nową rodziną w miejskiej ofercie Liv i ustawia się obok Allure E+, ale nie idzie dokładnie tą samą drogą. Allure korzysta z mocniejszego napędu, przez co automatycznie wchodzi wyżej cenowo. Flourish E+ wygląda na próbę stworzenia spokojniejszego, bardziej codziennego e-bike, bo takiego do miasta, do zakupów, do pracy, do załatwiania rzeczy po drodze, a nie do udowadniania, że elektryczny rower może być półterenowym pociskiem.

Czytaj też: Jazda na rowerze wejdzie w nową erę. Pokazali przyszłość, której się obawiam

Dla mnie najciekawsze jest jednak to, że ten rower wchodzi w segment, w którym granica między “rowerem damskim”, “rowerem miejskim” i “rowerem wygodnym dla każdego” jest dziś bardzo nieostra. Niska rama typu step-through dawno przestała być zarezerwowana dla kobiet. Coraz częściej wybierają ją wszyscy, którzy chcą łatwo wsiadać i zsiadać, wożą dziecko, jeżdżą w codziennych ubraniach albo po prostu nie mają ochoty przerzucać nogi wysoko nad tylną częścią roweru. Liv musi więc udowodnić, że Flourish E+ nie jest tylko “miejskim rowerem z kobiecym charakterem w nazwie”.

Najbardziej charakterystycznym elementem Flourish E+ jest ewidentnie duży przedni bagażnik. Ma około 38 cm długości, 35 cm szerokości i 17 cm wysokości, a jego dopuszczalne obciążenie wynosi 15 kg. W praktyce mówimy więc o miejscu na torbę, zakupy, plecak, małą paczkę albo codzienny zestaw typowych rzeczy. Taki detal zmienia sposób myślenia o rowerze miejskim, bo przestaje on być sprzętem “do przejażdżki”, a zaczyna pełnić funkcję małego pojazdu użytkowego.

Nie wszystko wygląda jednak idealnie. Przednie światło trafiło na dolną krawędź bagażnika, a sam bagażnik jest sztywno połączony z główką ramy, więc nie skręca razem z kierownicą. Oświetlenie znajduje się wystarczająco wysoko, żeby oświetlać drogę, ale w niektórych manewrach nie będzie podążało za kierunkiem skrętu. Przy spokojnej jeździe po mieście pewnie da się z tym żyć, ale uważam, że w rowerze z tak wyraźnie codziennym przeznaczeniem takie rozwiązanie zasługuje na ostrożność.

Wygoda zamiast przesady i cyfrowe zabezpieczenia

Flourish E+ ustawia rowerzystkę w bardzo wyprostowanej pozycji, a sam kąt mostka można regulować, więc da się dopasować kokpit do własnych preferencji bez natychmiastowej wymiany połowy osprzętu. Komfort wspiera z kolei amortyzowany wspornik siodła, amortyzowany widelec SR Suntour Mobie A32 o skoku 63 mm oraz szerokie opony o szerokości 55 mm. Nie jest to zestaw do terenowych szaleństw, ale do miejskich nierówności powinien pasować bardzo dobrze. Bruk, popękany asfalt, podjazd pod krawężnik, gorsza droga rowerowa, próg przy przejeździe – właśnie tutaj kilka centymetrów pracy widelca i amortyzowana sztyca mają największy sens.

Czytaj też: Nie wierzę, że elektryczny rower górski z takim napędem może być tak tani

Sercem Flourish E+ jest Giant SyncDrive Core 2, który zapewnia 55 Nm momentu obrotowego, 300 W mocy szczytowej i wsparcie do 300 procent. Na tle dzisiejszych e-MTB nie brzmi to jak pokaz siły, ale w miejskim rowerze nie widzę w tym problemu. Wręcz przeciwnie – uważam, że taka konfiguracja pasuje do charakteru sprzętu lepiej niż zbyt agresywny napęd, który byłby cięższy, bardziej energożerny i zbyt agresywny przy spokojnej jeździe. W mieście silnik nie musi wystrzeliwać roweru spod nóg, a przy nowszych funkcjach Boscha i dyskusji o tym, że moc w e-bike nie jest wszystkim, ten sam temat wraca szczególnie mocno.

Obeny w tym e-bike akumulator EnergyPak Smart ma pojemność 625 Wh w opisywanej konfiguracji, a zasięg mieści się w przedziale 60-140 km. Opcjonalny range extender EnergyPak Plus 200 Wh dodatkowo pokazuje, że Giant/Liv zostawia furtkę dla osób jeżdżących więcej.

Flourish E+ korzysta z RideControl Dash 2, czyli kompaktowej jednostki sterującej z ekranem. Da się z jej poziomu obsługiwać tryby wspomagania, sprawdzać poziom naładowania akumulatora i konfigurować ekrany danych. Najciekawszy jest jednak nie sam wyświetlacz, tylko warstwa zabezpieczeńw postaci E-Lock oraz integracji z Apple Find My. Ten pierwszy po aktywacji w aplikacji RideControl blokuje wspomaganie po wyłączeniu roweru i reaguje sygnałem dźwiękowym na nieautoryzowany ruch. Apple Find My pozwala z kolei śledzić rower w ekosystemie Apple.

Jak bardzo “kobiecy” jest Liv Flourish E+?

Tutaj dochodzimy do najważniejszej części całej historii, W porównaniu z Giant Newtour E+ widać, że Flourish E+ korzysta w dużej mierze z tej samej konstrukcyjnej bazy, ale Liv zawęża rozmiarówkę do XS, S i M oraz stosuje koła 27,5 cala. Giant Newtour E+ w wersji low-step występuje w większych rozmiarach S, M, L i XL oraz na kołach 28 cali. Taki wybór Liv faktycznie lepiej odpowiada niższemu przeciętnemu wzrostowi kobiet i może poprawić dostępność roweru dla osób, które na standardowych miejskich e-bike czują się po prostu za wysoko.

Kolejny sensowny detal to krótsze ramiona korby. W Flourish E+ pojawiają się długości 160 i 165 mm, zależnie od rozmiaru. W porównywalnym Giancie korby mają 170 mm. Krótsza korba może być wygodniejsza przy niższym wzroście, mniejszym zakresie ruchu i bardziej miejskiej, wyprostowanej pozycji. Nie wszystko pasuje jednak do opowieści o dopasowaniu. Kierownica i chwyty są takie same jak w porównywalnym Giancie. Siodła są różne, ale wizualnie blisko spokrewnione. Najbardziej zastanawiają mnie mostki, bo Liv stosuje zaskakująco długie warianty, bo od 70 mm w XS do 110 mm w M. W teorii rower projektowany pod statystycznie niższe osoby powinien szczególnie uważać na zasięg do kierownicy. Dłuższy mostek zwiększa ten dystans, więc akurat w tym miejscu widzę pewien zgrzyt.

Czytaj też: Pełen kask rowerowy z włókna węglowego. Takie bezpieczeństwo rozumiem

W efekcie Flourish E+ jest kobiecy, ale nie w sposób absolutny. Ma sensowne elementy dopasowania, zwłaszcza rozmiarówkę, koła i korby. Jednocześnie część osprzętu wygląda bardziej uniwersalnie, a niektóre decyzje można kwestionować. Wiemy też, że w Europie pojawią się dwa modele – Liv Flourish E+ 1 oraz Liv Flourish E+ 2. Oba korzystają z silnika Giant SyncDrive Core 2 i piasty Shimano Nexus 8. Droższy Flourish E+ 1 dostaje pasek węglowy oraz tylny bagażnik w standardzie. Tańszy Flourish E+ 2 ma konwencjonalny łańcuch i rezygnuje z tylnego bagażnika. Cena startuje od 2799 euro, czyli po przeliczeniu od około 12000 zł. Droższy wariant za 3199 euro oznacza okolice 13700 zł.

Źródła: eBike24, BIKE

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.