O włóknie węglowym w rowerach można mówić długo i nie zawsze z zachwytem. Pisałem już o tym przy cenie włókna węglowego w rowerze, bo karbon bardzo często działa jak przepustka do świata wyższych cen i to nawet wtedy, gdy przeciętny użytkownik nie wykorzysta jego potencjału. Rama, kierownica, koła, sztyca – wszystko może być lżejsze, sztywniejsze i bardziej “premium”, ale nie wszystko musi mieć sens dla każdego rowerzysty. W kasku pełnotwarzowym sytuacja wygląda jeszcze inaczej.

Kask Lazer A-Line KinetiCore nie powstał po to, aby zachęcać karbonem
Lazer A-Line KinetiCore nie używa włókna węglowego tylko po to, aby się wyróżnić na rynku. Skorupa z włókna węglowego ma tutaj pełnić pierwszą linię ochrony, a jej wysoki stosunek sztywności do masy pomaga utrzymać niską wagę przy bardziej zaawansowanej konstrukcji. Przy downhillu ma to znaczenie nie tylko na papierze, bo ciężki kask męczy kark, pogarsza komfort na długich zjazdach i może przeszkadzać właśnie wtedy, gdy trzeba zachować pełną koncentrację.
Czytaj też: Ten rower elektryczny nie próbuje być luksusowym SUV-em. Ma być mały, tani i użyteczny
A-Line KinetiCore jest nowym topowym modelem pełnotwarzowym w katalogu Lazer, a na dodatek ustawionym wyżej niż Cage i Chase. Mówimy więc o sprzęcie do downhillu, freeride i enduro, gdzie pełna ochrona twarzy, stabilność gogli, wytrzymały daszek i pewne zapięcie nie są dodatkami, a ważną częścią podstawowego zestawu.
KinetiCore i DualCore, czyli kask jako zaplanowana strefa zgniotu
Najciekawsze w A-Line KinetiCore nie jest samo włókno węglowe, które wprawdzie przyciąga uwagę, ale cała historia zaczyna się głębiej, bo w piance EPS i sposobie, w jaki kask ma radzić sobie z energią uderzenia. Lazer od pewnego czasu rozwija KinetiCore, czyli własny system ochrony przed uderzeniami bezpośrednimi i rotacyjnymi. Zamiast dokładać wewnętrzną wkładkę ślizgową w stylu MIPS, marka opiera się na specjalnie ukształtowanych blokach EPS, które mają zgniatać się przy uderzeniu i pochłaniać energię, zanim ta dotrze do głowy.

Właśnie w tym kierunku idzie dziś najciekawsze projektowanie kasków. Nie chodzi już wyłącznie o to, żeby “coś twardego” oddzielało czaszkę od ziemi, kamienia czy pnia. Ważne staje się to, jak materiał pęka, zgniata się i prowadzi siły w uderzeniu skośnym. Mózg nie lubi nagłych przyspieszeń liniowych, ale jeszcze bardziej problematyczne potrafią być obciążenia rotacyjne, bo przy ukośnym trafieniu głowa nie tylko wyhamowuje, ale też gwałtownie się obraca.

Czytaj też: Rower po kursie cyberbezpieczeństwa. Ten e-bike ma więcej zabezpieczeń niż mój komputer
A-Line dokłada do KinetiCore konstrukcję DualCore, czyli dwie gęstości EPS w jednym kasku. Miększa warstwa o niższej gęstości znajduje się bliżej głowy i ma pomagać przy uderzeniach rotacyjnych. Twardsza, bardziej zewnętrzna warstwa o wyższej gęstości ma przyjmować mocniejsze uderzenia bezpośrednie. Kask jest więc w efekcie zaprojektowany jako system zgniotu, a nie jako skorupa z doklejoną “technologią”.

Zapięcie wykorzystuje z kolei klasyczne podwójne D-ringi. Nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie świata, ale w agresywnej jeździe trudno odmówić mu sensu, bo daje pewne, mechanicznie proste trzymanie. Do tego dochodzą awaryjnie wypinane policzki, które po poważnym wypadku mają ułatwić zdjęcie kasku bez zbędnego poruszania głową. Kask dostał też miększe wykończenie dolnej części skorupy, które zostało zaprojektowane z myślą o ochronie obojczyka. Lazer dorzuca do tego stały, przykręcany daszek, miejsce na mocowanie kamery pod daszkiem oraz tylny gripper na gogle.
A-Line KinetiCore jest lekki i dostał poważny certyfikat
Oficjalna karta Lazer podaje 790 gramów dla rozmiaru M CE, więc A-Line KinetiCore jest bardzo lekkim pełnym kaskiem z skorupą z włókna węglowego. Zwłaszcza że (dla porównania) taki Fox Rampage RS, również oparty na podobnej klasie konstrukcyjnej, waży 980 gramów w tym samym rozmiarze.

Dostępnych jest pięć rozmiarów od XS do XL, a warianty kolorystyczne obejmują Carbon Black, Carbon Black Gold i Carbon Red. Cena wynosi 499,99 euro, czyli po przeliczeniu około 2120 zł. Nie jest więc tanio i nie ma nawet sensu udawać, że taki kask będzie rozsądnym zakupem dla każdego. Jednocześnie w świecie rowerów za dziesiątki tysięcy złotych i karbonowych komponentów o często dyskusyjnym wpływie na codzienną jazdę, wydatek na dobrą ochronę głowy wydaje mi się jednym z bardziej logicznych miejsc na przepalanie pieniędzy.
Czytaj też: Rower niczym herezja. Nie przecieraj oczu ze zdumienia – to czysta prawda
W przypadku kasku za ponad 2000 zł potrzebujemy pewności, a tak się składa, że A-Line KinetiCore ma certyfikację ASTM Downhill, czyli przeznaczoną dla kasków używanych w zjazdowym kolarstwie górskim. Certyfikat nie jest oczywiście jakąś tarczą nieśmiertelności i nie mówi, że każda kraksa skończy się tylko rachunkiem za nowy kask. Pisałem już o tym przy MET Trenta 3K Carbon.
Źródła: Lazer A-Line KinetiCore

