Suzuki wkroczyło w przyszłość jedną lampą. Nowy motocykl V-Strom 250 robi wszystko po staremu

Czy jeśli coś jest dobre, to trzeba to zmieniać? Motocykl Suzuki V-Strom 250 zdaje się odpowiadać na to pytanie, ale sam nie wiem, czy jest to odpowiedź adekwatna do tego typu pojazdu.
Suzuki wkroczyło w przyszłość jedną lampą. Nowy motocykl V-Strom 250 robi wszystko po staremu

Premiery motocykli zaczynają coraz bardziej przypominać prezentacje elektroniki użytkowej. Mam czasami wrażenie, że sam motocykl staje się jedynie platformą do przewożenia kolejnych modułów elektronicznych. Nowości zwykle obejmują ekran, kolejny czujnik, więcej trybów jazdy, aplikację na smartfona i system, który ma wyręczyć kierowcę w czynności wymagającej dotychczas przesunięcia palca albo obrócenia manetki. Im dalej branża idzie w tym kierunku, tłumacząc wzrosty cen takimi nowościami, tym ciekawsze wydają mi się maszyny, które zupełnie nie chcą uczestniczyć w tym wyścigu.

Suzuki zamontowało lampę LED i uznało modernizację za zakończoną

Suzuki V-Strom 250 na rok modelowy 2027 otrzymał w Japonii nowy przedni reflektor. Okrągła obudowa pozostała na miejscu, ale wewnątrz pojawiły się dwa ustawione pionowo projektory LED oraz wykonane w tej samej technologii światła pozycyjne. Poza tym producent zmodernizował sterownik układu ABS, przygotował cztery wersje kolorystyczne i na sam koniec nieznacznie podniósł cenę. Brzmi to wprawdzie jak żart z powolnego rozwoju japońskiej motoryzacji, ale właśnie tak wygląda cała lista najważniejszych zmian.

Czytaj też: Ponad pół tony i 600 koni, a to wszystko w jednośladzie. Motocykl z 8,1-litrowym silnikiem

Nie ma kolorowego ekranu TFT, kontroli trakcji, elektronicznej przepustnicy, trybów jazdy, łączności ze smartfonem ani systemu, który podpowiadałby, czy droga przed motocyklem jest wystarczająco przygodowa. Sam nowy reflektor w Suzuki V-Strom 250 rzeczywiście ma jednak sens, bo dotychczasowe oświetlenie było jednym z elementów, które najmocniej zdradzały wiek konstrukcji.

Same dwie soczewki LED nie zmieniają oczywiście charakteru motocykla, ale sprawiają, że jego przód przestaje wyglądać jak pozostałość po pierwszej połowie poprzedniej dekady. Postęp nastąpił. Suzuki wydziela go tylko w bardzo małych dawkach. Cena jednocześnie wzrosła z 668800 do 685300 jenów, czyli z około 15475 do 15860 zł, a więc o niecałe 400 zł.

Mechanika została nietknięta, choć jej wiek również zaczyna być widoczny

Pod owiewkami motocyklu V-Strom 250 nadal pracuje chłodzony cieczą, dwucylindrowy silnik o pojemności 248 cm³. Rozwija on 18 kW, czyli około 24 KM, oraz 22 Nm momentu obrotowego. Napęd trafia na tylne koło przez sześciobiegową skrzynię i w całej tej swojej “nijakości” wyróżnia się tym, że ma po prostu działać przewidywalnie, zużywać niewiele paliwa i nie stresować mniej doświadczonego kierowcy. Problemem jest raczej masa. Motocykl gotowy do jazdy waży 191 kg, a więc zaskakująco dużo jak na maszynę o mocy 24 KM.

Siedzisko znajduje się na wysokości 800 mm, a wyposażenie obejmuje szybę, osłony dłoni, aluminiowy bagażnik, stopkę centralną i gniazdo 12 V. Klasyczny ekran LCD pokazuje najważniejsze parametry, w tym aktualny bieg, średnie spalanie i termin wymiany oleju.

Czytaj też: Ten motocykl świeci, ryczy i ma 205 KM. DA#22 wygląda jak pojazd złoczyńcy

Sprawia to wrażenie, jakby Suzuki obudowało niewielki silnik pełnowymiarowym motocyklem turystycznym. Daje to stabilność, miejsce dla pasażera, rozbudowane owiewki i poczucie jazdy poważniejszą maszyną, ale podczas manewrowania na parkingu trudno będzie zapomnieć, że każdy koń mechaniczny przypada na prawie osiem kilogramów motocykla. Nie należy też przesadzać z terenowymi skojarzeniami. Oba koła mają 17 cali i są odlewane, a prześwit wynosi 160 mm. V-Strom 250 powinien bez większych problemów przejechać szutrową drogą, ale nadal jest przede wszystkim szosowym turystykiem ubranym w stylistykę adventure.

Prawdziwa przewaga małego V-Stroma kryje się jednak w 17-litrowym zbiorniku paliwa. Oficjalne zużycie w cyklu WMTC wynosi około 3,1 litra/100 km. Teoretycznie oznacza to możliwość przejechania prawie 546 km bez tankowania. Realny zasięg będzie oczywiście niższy, zwłaszcza przy szybszej jeździe, pasażerze i bagażu, ale nadal powinien pozostawać jednym z najmocniejszych argumentów tej konstrukcji. Suzuki nie próbuje więc sprzedawać szybkości. Sprzedaje możliwość spokojnego pokonywania kolejnych kilometrów bez ciągłego spoglądania na wskaźnik paliwa.

Podobny nacisk na rozsądek zamiast budowania kolejnego turystycznego kolosa widać przy Royal Enfieldzie Himalayan 450. Różnica polega na tym, że Himalayan jest wyraźnie nowocześniejszą i znacznie bardziej terenową konstrukcją, podczas gdy V-Strom 250 pozostaje spokojnym motocyklem szosowym do codziennych dojazdów i dalekich wycieczek.

Suzuki potrafi rozwijać klasę 250 cm³. Tutaj zwyczajnie tego nie zrobiło

Najbardziej zastanawia mnie to, że Suzuki nie brakuje pomysłów na techniczne odmłodzenie małych motocykli. Pisałem już bowiem o bardziej zaawansowanym sterowaniu zaworami przygotowywanym dla jednostek klasy 250 cm³, które mogłoby poprawić elastyczność, spalanie oraz charakter rozwijania mocy. W odświeżonym V-Stromie nie otrzymaliśmy jednak podobnej zmiany. Producent nie odchudził motocykla, nie przebudował podwozia i nie wymienił zespołu napędowego. Zamiast tego przedłużył życie istniejącej konstrukcji, usuwając jeden z jej najbardziej oczywistych śladów starzenia. Suzuki powinno jednak uczciwie traktować tę premierę jako niewielką modernizację, a nie nadejście nowej generacji. V-Strom 250 pozostaje praktycznie tą samą maszyną, która zadebiutowała w 2017 roku.

Na razie Suzuki ogłosiło model na rynku japońskim. Nie ma potwierdzenia jego powrotu do Europy ani wejścia do Stanów Zjednoczonych. W aktualnej polskiej gamie producenta najmniejsze drogowe V-Stromy mają silniki o pojemności 776 cm³, a wersja 250 zniknęła z oferty już lata temu. Co ciekawe, w polskim cenniku z 2018 roku V-Strom 250 kosztował 23500 zł, a dzisiejsza japońska cena po prostym przeliczeniu waluty jest znacznie niższa z prostego powodu – sprowadzenie motocykla, homologacja i podatki szybko zmniejszyłyby tę różnicę.

Czytaj też: Chińczycy już nie pukają do drzwi. CFMOTO wjeżdża motocyklami na teren Ducati i BMW

Mimo wszystko taki model mógłby znaleźć klientów. Duże motocykle adventure są coraz mocniejsze, cięższe i droższe, choć i tak wielu właścicieli wykorzystuje je głównie do jazdy po asfalcie z kuframi. V-Strom 250 proponuje coś odwrotnego, bo wygląd turystycznego motocykla, niewielki silnik, ogromny zasięg i wyposażenie wystarczające do jazdy. Naturalnie taki motocykl Suzuki nie będzie dobrym wyborem dla osoby regularnie jeżdżącej autostradą z pasażerem. Trudno też polecać go do ambitnej jazdy terenowej. Dla początkującego kierowcy, codziennego dojeżdżania do pracy i spokojnych podróży bocznymi drogami taka prostota może jednak okazać się idealna.

Źródła: Suzuki V-Strom 250, RideApart

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.