Nowa platforma piast Sixtus od firmy Boyd Cycling zastępuje dotychczasowy model Tripel i na pierwszy rzut oka nadal opiera się na znanym układzie. W tylnej piaście znajduje się pierścień z 102 zębami oraz sześć zapadek. W Tripelu wszystkie zapadki wchodziły w zazębienie równocześnie. Sixtus dodaje z kolei stalowy pierścień fazujący, który minimalnie przesuwa je względem siebie, dzięki czemu nie łapią zęba w tym samym momencie.
Boyd Sixtus dzieli jeden ząb na sześć momentów zazębienia
Efekt? 612 punktów zazębienia na pełen obrót. Jeden obrót korby nie musi więc najpierw skasować kilku stopni luzu, zanim siła trafi na tylne koło. Boyd mówi o kącie 0,5 stopnia i reakcję rzeczywiście można określić jako niemal natychmiastową, choć producent zaokrągla wynik dość agresywnie, bo przecież podzielenie 360 stopni przez 612 daje dokładnie około 0,59 stopnia. Różnica będzie dla człowieka właściwie niewyczuwalna.
Czytaj też: Mniej masy, więcej skoku i znacznie więcej odwagi. Canyon zmienił charakter roweru Luxa

W szosowym rowerze taki mechanizm może być przede wszystkim kosztowną ciekawostką, ale w terenie ma więcej sensu. Podczas podjeżdżania po skałach rowerzysta często nie może wykonać pełnego obrotu korbą, bo pedał uderzyłby o przeszkodę. Zamiast tego przesuwa korbę krótkimi ruchami, szukając kolejnych fragmentów przyczepności. Im mniejszy martwy ruch bębenka, tym szybciej nawet takie częściowe naciśnięcie pedału zaczyna napędzać koło. Podobnie wygląda wyjście z ostrego zakrętu albo lądowanie, po którym trzeba natychmiast dołożyć mocy.
Sześć zapadek nie oznacza, że sześć przenosi moment
Stalowy pierścień fazujący ma swoją cenę konstrukcyjną. Według dokładniejszego opisu mechanizmu zapadki są trzystopniowe i ułożone tak, aby w danym momencie moment przenosiła jedna z nich. Właśnie ten szczegół pozwala uzyskać sześć pozycji zazębienia przypadających na każdy z 102 zębów pierścienia napędowego.

Pierwsza myśl? Jedna zapadka przy mocnym e-MTB nie brzmi jak przepis na długie życie. Boyd poszerzyło jednak zapadki, zwiększając powierzchnię ich kontaktu z pierścieniem, a stalowy element fazujący ma lepiej znosić obciążenia od lekkiego odpowiednika. Założyciel firmy twierdzi, że mechanizm wytrzymał 100000 cykli z momentem 190 Nm bez awarii. Taki wynik wygląda solidnie, ale musimy pamiętać, że moment docierający do piasty zmienia się wraz z przełożeniem, a laboratoryjny cykl nie odtwarza każdego uderzenia, brudu, wody i zaniedbanego serwisu.
Certyfikacja do e-bike ma mimo tego znaczenie. Pisałem już szerzej o tym, dlaczego osprzęt elektrycznego roweru musi znieść więcej niż byle spokojną jazdę. Większa masa, wyższe średnie prędkości oraz regularne korzystanie z pełnego wspomagania obciążają nie tylko łańcuch i kasetę. Cierpią też łożyska, koła, zapadki i powierzchnie przenoszące moment. Nowa piasta Boyda nie powstała więc na potrzeby hipotetycznego problemu.

Producent sprawdzał Sixtusa również podczas zawodów Pucharu Świata EDR, bo między innymi z Bex Baroną w La Thuile. Testy w wyścigowym tempie są cenniejsze od spokojnej jazdy, ale ciągle nie zastępują długotrwałych opinii użytkowników. Prawdziwa odpowiedź na pytanie o trwałość przyjdzie dopiero po sezonach spędzonych w błocie, kurzu oraz myjkach ciśnieniowych, którymi ktoś prędzej czy później potraktuje uszczelnienia z bliska.
Niskie opory są na razie obietnicą Boyda
Szybkie zazębienie często idzie w parze z większym oporem podczas swobodnego toczenia. Zapadki muszą bowiem prześlizgiwać się po gęsto rozmieszczonych zębach, a bardziej rozbudowany mechanizm nie będzie ignorować tarcia. Boyd jednak przekonuje, że fazowanie zapadek pozwoliło zachować reakcję Sixtusa bez typowego dla takich piast wyraźnego oporu. Jednocześnie firma nie opublikowała pomiarów oporu, strat w watach ani porównania wykonanego w tych samych warunkach z konkurencyjnymi konstrukcjami. “Niski opór” pozostaje więc tylko deklaracją, którą powinny dopiero potwierdzić niezależne testy.
Czytaj też: Nie gravel i nie klasyczna szosa. Rower Dogma X celuje w bogaty środek między bólem a prędkością

Co ciekawe, dla osób, które nie potrzebują aż tak szybkiej reakcji, powstał opcjonalny aluminiowy bębenek bez stalowego pierścienia fazującego. Wszystkie zapadki zazębiają się wtedy jednocześnie, kąt rośnie według producenta do około 3 stopni, a masa spada o mniej więcej 35 gramów. Trzy stopnie nadal oznaczają bardzo szybką reakcję. Taki wariant wydaje mi się wręcz rozsądniejszy dla rowerzysty, który nie walczy o każde częściowe naciśnięcie korby, za to zwraca uwagę na masę i prostszy charakter mechanizmu.
Przednia piasta waży 178 gramów, a tylna 380 gramów, co daje łącznie 558 gramów. Nie jest to więc zestaw projektowany pod bicie rekordów na wadze. Boyd celuje w enduro, downhill, freeride i elektryczne rowery górskie, gdzie dodatkowe gramy łatwiej zaakceptować w zamian za sztywność oraz odporność. Tego typu kierunek widać m.in. przy grubszych tarczach Shimano przygotowanych pod ciężkie e-MTB. Branża coraz częściej odpowiada na rosnącą moc oraz masę nie odchudzaniem za wszelką cenę, lecz wzmacnianiem elementów, które mają przeżyć całą resztę roweru.

Czytaj też: Elektryczny rower dostał moc małego motocykla. Ariel Rider przesuwa granicę absurdu
Kompatybilność tej piasty też jasno określa zastosowanie. Sixtus powstaje wyłącznie w standardzie Boost, z mocowaniem tarczy na sześć śrub oraz otworami pod klasyczne szprychy z zagiętą główką. Przednią piastę 15 x 110 mm można zmienić na standard 20 x 110 mm DH poprzez wymianę dekli. W przypadku tylnej dostępne są bębenki Shimano HG, Shimano Micro Spline oraz SRAM XD, więc najpopularniejsze współczesne napędy MTB zostały uwzględnione.
Za piastą idą całe koła i wysoka cena
Sixtus debiutuje jako część odświeżonych zestawów kół Boyd. Aluminiowy Kanuga FF Alloy kosztuje 800 dolarów, czyli po przeliczeniu około 3000 zł, a karbonowy Ridgeline Carbon Enduro został wyceniony na 2000 dolarów, a więc po przeliczeniu około 7600 zł. Do polskiej ceny należałoby jeszcze doliczyć podatki, transport i ewentualne opłaty importowe, więc bezpośrednie zamówienie może skończyć się znacznie wyższym rachunkiem.

W dalszej części 2026 roku piasta ma trafić również do kolejnych platform kół, w tym aluminiowego Bracken Trail. Na razie Boyd zaczyna od modeli, które najlepiej pasują do jej charakteru. Trudno byłoby przecież sensownie reklamować 612 punktów zazębienia w rowerze do rekreacyjnego toczenia po szutrach.
Źródła: Boyd Cycling, Pinkbike

