Polska zrobiła własnego Shaheda. Dron Szerszeń ma dolecieć nawet pod Moskwę

Wydaje mi się, że wojna dronowa przestała już być osobnym rozdziałem nowoczesnych konfliktów, a stała się już ich nieodzowną częścią. Jeszcze kilka lat temu o amunicji krążącej pisało się często w tonie technologicznej ciekawostki. Dziś taka perspektywa brzmi po prostu naiwnie i na całe szczęście w Polsce nie udajemy, że “dron to zabawka”, bo w aktualnych realiach dron to broń, która zmienia oblicze wojen.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Odkąd Shahedy zaczęły masowo spadać na Ukrainę, trudno udawać, że chodzi wyłącznie o sam sprzęt. Równie ważna stała się ekonomia, przemysł, szkolenie, logistyka i zdolność do masowego produkowania sprzętu. Dlatego patrzę na polskiego Szerszenia nie jak na “naszego Shaheda” w prostym, wręcz memicznym sensie, ale jak na sygnał, że Polska wreszcie próbuje wejść w tę epokę nie tylko jako odbiorca wniosków z wojny, lecz także jako producent własnych odpowiedzi na nowe realia.

Szerszeń z Sochaczewa. Polski przemysł pokazuje coś więcej niż prototyp

W czwartek 9 lipca 2026 roku w Sochaczewie oficjalnej prezentacji doczekała się linia produkcyjna spółki Hornet – Polskie Drony, związanej z Grupą Boryszew i Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych.

Czytaj też: Niebo zamieniło się w ścianę światła. Radziecka rakieta zrobiła coś, czego Amerykanie nie umieli wyjaśnić

Szerszeń, rozwijany wcześniej pod kryptonimem PLargonia, jest polskim bezzałogowcem dalekiego zasięgu, którego koncepcja wyraźnie nawiązuje do irańskich Shahedów-131/136 oraz rosyjskich Gierani. Prace nad nim w ramach Ośrodka Systemów Autonomicznych ITWL miały ruszyć około 2023 roku, a prototyp został pokazany publicznie w 2025 roku podczas MSPO w Kielcach. Teraz projekt wychodzi z etapu “wygląda ładnie na ekspozycji” i zaczyna dotykać znacznie trudniejszej rzeczywistości, czyli produkcji.

Shahed-136

Właśnie ten stan rzeczy jest dla mnie najważniejszy. Polska nie cierpi bowiem na brak ciekawych pomysłów zbrojeniowych, ale często cierpi na brak szybkiego przejścia od demonstratora do systemu, który da się produkować, szkolić na nim ludzi, serwisować go i rozwijać. Szerszeń jest więc interesujący nie dlatego, że jest to “polski Shahed”, a dlatego, że wokół niego powstał konkretny model współpracy państwowego instytutu i prywatnego przemysłu.

Dwa warianty, jeden kierunek. Szkolenie jest równie ważne jak uderzenie

Obecnie jest mowa o dwóch głównych wariantach. Hornet PL-AT-1 ma pełnić rolę celu powietrznego, czyli maszyny do szkolenia obrony przeciwlotniczej i symulowania zagrożeń ze strony amunicji krążącej. Hornet PL-OWA, gdzie OWA oznacza One Way Attack, jest już wariantem bojowym, przeznaczonym do jednorazowego uderzenia i przenoszenia głowicy o masie około 15-20 kg.

W tym akurat układzie wariant szkolny może być równie ważny, co dron kamikadze, a przynajmniej z punktu widzenia państwa, które musi szybko nauczyć żołnierzy rozpoznawania i zwalczania takich zagrożeń. Sama broń ofensywna nie wystarczy, jeśli po drugiej stronie brakuje nawyków, procedur i codziennego obycia z nowym typem zagrożenia. Opisywałem to przy systemach obrony przed dronami i pociskami.

W tym sensie Szerszeń może być nie tylko narzędziem rażenia, ale też narzędziem edukacji pola walki i nie jest to wcale przesada. Armie bowiem nie przegrywają wyłącznie dlatego, że nie mają wystarczająco groźnych zabawek. Przegrywają również wtedy, gdy mają sprzęt, którego nie potrafią sensownie wpiąć w doktrynę.

Parametry Szerszenia. 400 km dziś i do 1000 km w planach

Według dostępnych informacji Szerszeń ma około 2,6 metra długości, 2,2 metra rozpiętości skrzydeł i masę startową w okolicach 85 kg. Napęd zapewnia silnik tłokowy 342i B4 TS o mocy 32 KM, a prędkość ma wynosić około 185 km/h. Start odbywa się z naziemnej wyrzutni, co pasuje do logiki amunicji krążącej tej klasy – prosta infrastruktura, szybkie przygotowanie, możliwie niewielki próg wejścia dla jednostki.

PLargonia

Najciekawiej robi się przy zasięgu. Obecnie mowa o około 400 km, ale docelowo Szerszeń ma osiągać 900-1000 km. Wtedy pojawia się oczywiste pytanie, które media chętnie podchwytują, bo czy wtedy taki polski dron doleci do Moskwy? Odpowiedź nie jest taka oczywista, bo teoretycznie taki zasięg otwiera zupełnie inną kategorię planowania niż lokalne uderzenia taktyczne, ale samo pytanie jest też uproszczeniem. Liczy się bowiem również miejsce startu, trasa, profil lotu, odporność na zakłócenia, rozpoznanie celu, warunki działania obrony powietrznej i realna konfiguracja maszyny.

Nie zmienia to faktu, że 1000 km w systemie tej klasy ma znaczenie polityczne i wojskowe. Nawet jeśli Szerszeń nie jest pociskiem manewrującym w klasycznym sensie, to zaczyna wchodzić w przestrzeń, w której amunicja krążąca przestaje być wyłącznie “frontową bombą z silnikiem”, a staje się narzędziem presji na zaplecze. Pisałem już o podobnym przesunięciu przy Baykarze K2. Widac jak na dłoni, że t en segment coraz częściej próbuje wejść między tanie drony FPV a drogie systemy rakietowe.

“Polski Shahed” to chwytliwa nazwa, ale nie cała prawda

Porównanie do Shaheda jest zrozumiałe, bo Szerszeń wygląda podobnie, ma podobną filozofię użycia i wpisuje się w ten sam trend, jako tani oraz relatywnie prosty bezzałogowiec dalekiego zasięgu, który może wymusić kosztowną reakcję obrony.

Shahed-136 jest większy i cięższy. Ma około 3,3-3,5 metra długości, 2,5-3 metra rozpiętości, masę rzędu 200 kg i przenosi ładunek szacowany na 20-50 kg. Szerszeń, przynajmniej w obecnej formie, jest mniejszy i ma lżejszą głowicę. Nie musi to być wada, bo mniejszy płatowiec może oznaczać inne koszty, inną logistykę, inną sygnaturę i inną skalę produkcji. Gorsze byłoby zaś ślepe kopiowanie irańskiego wzorca bez zrozumienia, dlaczego ten wzorzec okazał się skuteczny.

Czytaj też: Ten silnik ma dać rakietom więcej zasięgu, a to wszystko bez ceny z kosmosu

Skutki ataków dronów Shahed-136
Skutki ataków dronów Shahed-136

Shahed wygrał swoją pozycję nie elegancją techniczną, tylko prostym faktem, że dało się go używać masowo. Rosjanie dodatkowo zaczęli rozwijać własne adaptacje Gierani, zmieniając w nich głowice, sterowanie, łączność czy odporność na zakłócenia. Właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwy test dla Szerszenia. Sam płatowiec jest dopiero początkiem, a w przyszłości równie ważne okaże się, czy Polska będzie potrafiła szybko rozwijać kolejne wersje, dopasowywać je do doświadczeń z poligonów i wojny, a potem produkować nie dziesiątki pokazowych egzemplarzy, lecz całe setki tysięcy.

Co ważne, same prawa intelektualne do systemu Hornet/PLargonia ma Ministerstwo Obrony Narodowej, a taka własność intelektualna oznacza większą swobodę rozwijania systemu, zlecania produkcji, adaptowania konstrukcji i reagowania na potrzeby wojska. Oczywiście nie gwarantuje to sukcesu, bo nadal trzeba mieć komponenty, ludzi, pieniądze, jakość produkcji i procedury. Daje jednak podstawę do tego, żeby Szerszeń nie skończył jako jednorazowy projekt zależny od zewnętrznego dostawcy i jego decyzji.

26 mld zł na drony. Liczba, która mówi więcej niż parametry

Cezary Tomczyk, a więc przedstawiciel MON, mówił w Sochaczewie, że w 2023 roku wydatki na drony i systemy antydronowe w Polsce wynosiły około 100 mln zł, a w 2026 roku mają sięgać 26 mld zł. Wojsko Polskie ma aktualnie rozbudowywać laboratoria dronowe. Dotychczas działały one w 10 wybranych jednostkach, a program ma zostać rozszerzony do 20 jednostek. Stanisław Wziątek mówił też o szkoleniu na różnych poziomach, od wojska i uczelni po szkoły oraz klasy dronowe w ramach oddziałów przygotowania wojskowego.

Czytaj też: Pierwszy taki lotniskowiec na świecie. Chiny sprowadziły ostatnią linię obrony pod wodę

Widać więc jak na dłoni, że kierunek jest logiczny. Jeśli systemy bezzałogowe mają wejść do wojskowej codzienności, to nie wystarczy kupić maszyn. Trzeba wyszkolić ludzi, którzy będą traktować drona jak zwykłe narzędzie pracy. Dlatego też dla mnie polski Szerszeń nie powinien być oceniany tylko po tym, czy “doleci do Moskwy”. Ważniejsze pytanie brzmi, czy stanie się początkiem całej rodziny systemów, które będą rozwijane szybciej niż biurokracja i wolniej niż propaganda. Jeśli tak, będziemy mogli mówić nie o jednym dronie, lecz o realnej zmianie w polskim podejściu do wojny bezzałogowej. Jeśli nie, zostanie nam kolejny ładny symbol zmian, które miały nadejść, a tego akurat w Polsce nie brakuje.

Źródła: Defence24, Ministerstwo Obrony Narodowej

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.